29 Photos - Apr 1, 2012
Photo: Notesik przygotowany, można zaczynać. Bałem się tego wksperymentu, ale trochę czytałem o takich piwach i były to na tyle zachęcające opinie, że postanowiliśmy przetestować recepturę. Na zdjęciu ulubiony temat wuja Ola - kapsle :DPhoto: Jeszcze tylko degustacja po kolejnym tygodniu leżakowania (tym sposobem prawie żadne nasze piwo nie dożywa końca dojrzewania). Zakręcone pomimo wcześniejszych obaw wyszło świetne. Naprawdę świetne. Aż nabrałem motywacji na następne kilka godzin.Photo: Ponieważ nie było czasu na przygotowanie wody - ta warka dla odmiany na mineralce z lidla, sartura czy jakoś tak...Photo: Za oknem piękna słoneczna pogoda. Ehhh... gdybym wtedy przeczuwał co mnie spotka następnego dnia. Albo w zasadzie już w nocy. Albo jeszcze inaczej...co mnie spotkało 2 tygodnie wcześniej gdzieś...Photo: Jak wspomniałe, nie było czasu na wstępne przygotowania, więc podgrzewając wodę na gazie poszliśmy na dwór śrutować słody.Photo: Poszło sprawnie i szybko. Tylko woda się nieco za bardzo przegrzała i złapaliśmy opóźnienie, bo trzeba było przestudzić a nie chciałem kombinować z dolewaniem.Photo: Po wsypaniu sruty z 6 zbóż (w tym przenica, jęczmień, żyto) około 13:00 robię pierwszą przerwę - ferulikową głównie dla slodów przenicznych i goździkowo - bananowych aromatów. 10 minutek.Photo: Zacier wygląda jak owsianka a umyty śrutownik jak peryskop łodzi podwodnej. od 13:17 do 13:27 przerwa białkowa.Photo: Zdjęcie z dedykacją: popatrz wuju ile mamy kapsli!    13:35 do 14:05 przerwa maltozowa.Photo: Kubutek pucuje z namaszczeniem nowy nabytek. Lodówka do lagerowania w warunkach innych niż stricte - zimowe. No ciekawy jestem czy zużycie prądu nie spowoduje gwałtownej reakcji rodziców.Photo: O godzinie 14:55 po kolejnej półgodzinnej przerwie (dekstrynującej) i podgrzaniu zacieru przenoszę go do fitracji. Do 15:15 trwa układanie się złoża i po tym czasie rozpoczynamy najbardziej mozolny i wqrw....... etap tego warzenia.Photo: Z wrodzonej subtelności nie nazwę po imieniu tego, co się działo podczas filtrowania. Jeden wielki ulepek został wreszcie koło 17:10 przefiltrowany i wysłodzony. uzyskaliśmy około 26 litró brzeczki o blg = 11. Wydajność to jedyna pociecha i usprawiedliwienie na wyjęte z życiorysu prawie 2 godziny.Photo: Coraz kiepściej się czułem. Przyszedł zatem czas na najlepsze lekarstwa. Stary dobry Smuggler z odrobinką coli. Lepszy bez, ale się zmroził i bez sensu pić taki zimny "sote", a poza tym Kuba woli z colą. Przyjęliśmy go dzielnie na klatę.Photo: Monumentalne zdjęcie mające na celu uświadomienie obserwatorom trudów pracy piwowara domowego. W tym garnku można spokojnie ugotować w razie potrzeby teściową. Tylko kto by to kurka jadł? I garnka szkoda...Wogóle żart taki jakiś z poziomu lamperii... zgubny skutek Smugglera, filtracji i czynnika X - o którym na końcu.Photo: Międzyczas wykorzystany na maksa. Zlewamy na cichą małe wiadereczko ciemnisza - przy okazji go testując. PYCHA! Nie mogę się doczekać chyba bardziej - niż portera.Photo: W sterylnym i wyizolowanym otoczeniu (ale to kurka fachowo brzmi - nie mogłem sie powstrzymać) studzi się brzeczka pod rozruszanie drożdży.Photo: Mięsny jeż! A nie... to butelczany jeż przygotowany do rozlewu :)Photo: Kuba także przygotowany do rozlewu. Miał wyglądać jak spartanin a wyszedł jak malarz, albo siostra leokadia w trakcie lobotomii.Photo: Nasza brzeczka dzielnie bulgota z chmielem i chłodnicą w szanownym środku (17:50 do 18:50) a my butelkujemy Wypasione (czyli Oktobera) - zdjęcia dodam do odpowiedniej relacji.Photo: Rozpoczynam ja, Kuba kapsluje - po chwili zmiana, bo mój kręgosłup gwałtownie protestuje na tą pozycję.Photo: zdjęcia profilowe z aparatu w komórce zbyt korzystnie nie uwydatniają naszych pozytywnych cech fizycznych. Przykład na zdjęciu. Ale Kuba... liczy się osobowość - nie martw się. Brat Cię kocha!Photo: Ponieważ cały czas mamy problemy z zaciągiem "paszczowym" - mimo wielu prób innych technik uznaliśmy, że jednak ta prosta jest najefektywniejsza - musimy jednak wcześniej odpowiednio zdezynfekować wspomniane paszcze. Na wszelki wypadek.Photo: Ja preferuje lekkie dawki mocniejszych trunków. Kuba jak wodać niekoniecznie :D Zgodnie z zasadą "nic się nie marnuje" potrafi wchłonąć nawes osad z drożdży z dna fermentatora.Photo: Degustacja Szypalowego. I mini reklama Sandomierza :DPhoto: I jedno z ostatnich zdjęć "żywego" Koźlaczka. Chile potem zapada decyzja o uwarzeniu rzutem na taśmę 40 litrowej warki tego piwa.Photo: 18:50 do 19:25 - studzenie i oddzielanie chmielin - bo było bez zabezpieczeń :D Około 20:30 "Wymięszane ląduje w balonie". Sprzątamy.Photo: Kuba z tatą zrobili przemeblowanie. Koniec sypiania w naszej piwniczce! Trzeba było zrobić miejsce na lodówki, więc wywalili kanapę. Nie wiem czy się śmiać, czy płakać.Photo: Na razie unlugged, testowo. Ale docelowo będą się tam chłodzić nasze dolniaki. Na koniec ralacji wspomnę tylko. że następnego dnia o tej porze leżałem z wysoką gorączką i miliardami ckrost na twarzy. W wieku 40 lat w końcu dopadła mnie ospa. Nikomu nie życzę. Straszne gówno.Photo: