23 Photos - Mar 1, 2012
Photo: Dnia 25 lutego roku pańskiego 2012 o godz. 16:00 rozpoczęło się warzenie piwa marcowego - czyli popularnego w niektórych kręgach Oktobera. Przed nami aż 3 spore nowe wyzwania - śrutowanie na własną rękę, zacieranie dekokcyjne oraz nowy sposób filtracji. A jakby było mało jeszcze fermantacja dolna w niskich temperaturach. Ale po kolei...Photo: Zacieranie dekokcyjne polega w skrócie na tym, że część (1/3) zacieru przenosi się do osobnego garnka i po przetrzymaniu 10 minut w temp. ok 72C doprowadza do wrzenia, gotuje ok. 15 minut po czym gorący dekokt wraca do głównego gara, gdzie całość doprowadzona do 72C jest tam utrzymywana do uzyskania negatywnego wyniku próby jodowej. Wychodzi na to, że te 30 minut trzeba go jeszcze w tej temperaturze trzymać.Photo: Wypasione po zabutelkowaniu.Photo: Należy także wspomnieć o tym, że surowce zakupiliśmy tym razem nie w Browamatorze, a w Centrum Piwowarstwa. Teoretycznie podobnie wszystko, tylko instrukcje warzenia troszkę mniej idiotoodporne - więc mieliśmy z nimi problem :D Śrutowanie rozpoczęliśmy poprzedniego dnia wieczorem.Photo: Z jednej strony jest to prostsze niż klasyczna infuzja, bo łatwiej utrzymywać stałą temperaturę w mniejszym naczyniu. Z drugiej wymaga machania garnkami (albo dwóch palników) co przy moich problemach zdrowotnych jest dość trudne. Szczególnie, że Kuba klasycznie zniknął w katakumbach a ja nie zabrałem swojego garnka i musiałem walczyć z nieco "maławym" garnkiem mamy po zalewajce (w tle).Photo: 2-3 miesiące leżakowania. Ciekawe ile wytrzymamy?Photo: Pełni obaw co do tego, czy przystawka się sprawdzi zmieliliśmy próbną partię zmieniając co chwila grubość mielenia i starając się dobrac ją tak, aby ziarno było zmielone jak najdrobniej a łuska pozostawała mozliwie największa.Photo: W tym czasie główny garnek stał sobie spokojnie obok, i temperatura zacieru głównego bardzo fajnie trzymała się na poziomie 63C. Pod koniec nieco spadła, ale nie miałem na to sposobu. Następnym razem przygotuje sobie kilka litrów wrzątku, który pomoże mi utrzymac w nim pożądaną temperaturę.Photo: Ostatni rzut oka na ten rodzaj etykiet. Mamy już inny projekt. Też samodzielny, ale moim zdaniem nieco bardziej estetyczny.Photo: Niestety kiepski fotograf i kiepski aparat nie oddadzą tego co trzeba, ale w końcu po kilku próbach byliśmy na tyle zadowoleni z efektu, że na takim nastawie zmieliliśmy od razu słód na 2 warki.Photo: Po drodze oczywiście testowaliśmy nasze dotychczasowe wyroby cmokając i mlaskając z zachwytu. Mam nadzieję, że opinie zewnętrzne będą choć w połowie tak przychylne jak nasze.Photo: Nie wiem co się stało, ale dzisiejsza relacja jest zepsuta. Poprzestawiało kolejność niektórych zdjęć, nie widzę opcji ich poprzekładania a od nowa mi się robić najnormalniej nie chce. Przepraszam, nie moja wina. Kuba coś schrzanił. Założył sobie piwną koszulkę i myśli że wszystko mu wolno.Photo: Około godziny 17.40 zacząłem przenosić zacier do filtratora (z nowym oplotem) po to, aby za chwilkę przypomnieć sobie, że zapomniałem podgrzać całość do 78C celem zakończenia zacierania i łatwiejszego filtrowania. Więc jak matoł przerzuciłem to co już było w filtratorze spowrotem wydłubując spomiędzy zwojów oplotu i naprawiłem błąd. o 17.50 goracy zacier układa się w filtratorze.Photo: do godz. 18:02 trzykrotnie zwróciłem po 3 litry filtratu do kadzi i rozpoczęło się filtrowanie zasadnicze. Szło gładko i szybciutko. Postanowiłem mierzyć blg brzeczki po każdym kolejnym wysładzaniu. Trochę z tym było zachodu, bo należało wyparzyć fiolki i narzędzia, pobrać i schłodzić próbki.Photo: Wyniki: przednia: 21blg, +5l wysłodkowej: 18blg, kolejne 5l: 15blg, kolejne: 12blg. O 19:21 koniec wysładzania i poczatek gotowania i chmielenia. Kuba z moją małą pomocą butelkuje Zakręconego Koelscha.Photo: Filtracja zajęła nam ok. 1,5h - nieco długo, ale troszkę się bawiłem. Niestety ilość brzeczki już na oko była mała, pomimo odciskania tależykiem młóta do granic rozwalenia filtratora. Następnym razem będę musiał jednak nad tym elementem popracować, bo wydajność jest katastrofalna.Photo: Po drodze w trakcie gotowania skończyliśmy budowę lodówko-izolatora. Schnie sobie spokojnie pod obciążeniem z butelek. Jestem z tej konstrukcji bardzo dumny! Do 20:45 brzeczka była nachmielona jak trzeba i przegotowana. Studzenie trwało 20 minut (do 18C). Oczywiście nie nazywał bym się Bartnicki, gdybym czegoś nie spieprzył. Ryrka od chłodnicy wypadła mi na kuchnię i miałem mały potop.Photo: Tak jak poprzednio sobie obiecałem, większą uwagę niż zazwyczaj poświąciłem rehydratyzacji drożdży. 40 minut przed ich zadaniem pobrałem z garnka próbkę brzeczki, nieco rozcieńczyłem wodą (zapomiałem dodać, że tym razem do całego procesu użyliśmy przegotowanej kranowianki) i do takiego roztworu delikatnie, porcja po porcji wsypywałem drożdże (Saflager S-23). Powolutku się rozpuszczały. Delikatnie pomagałem im sie rozprowadzić wysterylizowaną łyżeczką. Jak juz po kilku minutkach rozpuściły sie wszystkie, delikatnie zamieszałem i odstawiłem na ok. 30 minut. Po 30 minutach widok był taki jak na zdjęciu. Zamarłem. Na szczęście okazało się, że to wybrzyszenie to tylko pianka z mocno pracujących drożdży a nie ciasto na pizzę.Photo: Drugi raz z rzędu nie używaliśmy do chmielenia woreczków muślinowych. I jednak do tego wrócimy, bo wprawdzie nie jest to konieczne, można sobie spokojnie zdekantować brzeczkę znad chmielnych osadów, ale jednak trochę chmielin zawsze się dostanie, trochę brzeczki niepotrzebnie w garnku utkwi, proces układania chmielin jest kłopotliwy (jak widać na zdjęciu) naraża brzeczkę na dodatkowe infekcje, a na dodatek wydłuża warzenie o minimum 30 minut.Photo: Jedyny pożytek to ta fotografia. Sam nie wiem w co się te chmieliny ułożyły. Jedni widzą tu swastykę inni górski pejzarz. A ja widzę zmarnowane piwo.Photo: Około 21:40 po zadaniu świetnie przygotowanych drożdży i bez specjalnego napowietrzania, za to w okazałym naczyniu nasze przyszłe piwo marcowe idzie sobie grzecznie fermentować do nowej lodóweczki. Niestety wyszło go zaledwie 17 litrów. Miałem nadzieję, że po gotowaniu gęstość troszkę się zwiększy i te 3 litry będzie można po prostu dalać, ale niestety. Wyszło równiutkie 12,5 Blg. Lipa.Photo: Po drodze miałem mały wypadek. Otóż z braku rąk do pomocy poukładałem na szybko garnki i fermentatory w rodzaj piramidy a na jej szczycie umieściłem pokrywkę od garnka warzelnego. I ona oczywiście pozwoliła sobie bezczelnie z tej piramidy zlecieć. Pomijam fakt, że powstał mały odprysk emalii na uchu, to hałas jakiego narobiła postawił na nogi pół wsi. A najlepsze jest to, że jak długo się tłukła (z 2 minuty) to nikt nie wydał ani dźwięku. Dopiero jak zupełnie ucichła (i zapadła autentyczna martwa cisza) ze wszystkich stron domu napłynęły zaniepokojone okrzyki "co potłukłeś" albo " Kuba? żyjesz?".Photo: Relację kończę tradycyjnym zdjęciem Kuby. Nie mam lepszego bo się ukrywał cały wieczór. Nasze 6-te warzenie trwało około 5,5 godziny nie licząc przygotowań, śrutowania i gotowania wody. Od poprzednich różniło się: metodą (dekokt), filtracją (oplot), wodą (kranowianka), śrotowaniem (własne), rehydratyzacją (na próbce brzeczki). Efekt będzie znany za około 7-8 tygodni.