28 Photos - Jan 5, 2012
Photo: Warzenie naszej drugiej warki rozpoczęliśmy tuż po świetach, korzystając z urlopu Kuby. Tym razem skok na głęboką wodę - ze względu na (podobno) trudności z filtrowaniem przenicznego zacieru i aż 4 przerwy. Gdy to piszę - czyli dziś - młode piwo czeka na przelanie na 2 tygodniową cichą fermentację.Photo: Jak widać, przygotowani byliśmy znakomicie. Rozpoczęliśmy o godz. 13:45  Niestety na dzień dobry przegrzałem wodę i aby ją szybkciej schłodzić wlałem 1l zimnej więcej niż powinno być żeby zachować stosunek 3:1. Jak się okazało wyszło nam na dobre, bo nie było żadnych problemów z filtracją. 15 litrów wody doprowadzone do 48 stopni i pierwsza przerwa ferulikowa - 10".Photo: Poznajecie ten wzrok kochanego braciszka? Tak - to oznacza, że zaraz zostawi mnie z zacieraniem samego i zniknie w katakumbach. I przyjdzie na gotowe :PPhoto: Zacier zaczyna bosko pachnieć. Całkiem sprawnie idzie utrzymywanie temperatury dzięki machaniu palnikami i pokrywą. Trzeba non stop mieszać, bo zacier zagrzewa sie nierównomiernie. 14:33 do 14:48 druga przerwa - białkowa - 15" - sprawnie.Photo: Oczywiście zostałem sam. Nawet piwo musze sobie sam nalewać. A ciężko to robić z termometrem w zacierze. 3 przerwa - maltozowa przy 63 stopniach - trwa 30 minut od 15 do 15:30Photo: Zaczynam się wkręcać - Kuba przeszedł i pstryknął mi zdjęcie. Pięknie uchwycił moment zachwytu nad zacierem, kiedy zaczął zmieniać kolor i konsystencję.Photo: Z białawego i raczej rzadkiego...Photo: zrobił się jednolity kawowy kleik o cudownym zapachu. Kolejna przerwa w temp. 72 stopnie - dekstrynująca do negatywnej próby jodowej.Photo: Około 15.55 po próbie jodowej wsypujemy słód barwiący - przeniczny - czekoladowy 0,05 kg. Troszeczkę spadła temperatura - bo w międzyczasie Kuba zdjął gar z palników aby zagotować wodę do filtratora.Photo: Nie za bardzo pamiętam co tu robię. To chyba efekt naszego ostatniego Yorkshire Bittera - ostatnia butelka z pierwszej warki (puszka Cooppersa).Photo: Standardowa kontrola jakości. Niestety ze względu na stan zdrowia kontrolera chyba odmówiliśmy mu poczęstunku - co wyjaśnia nieco zgorzkniałą minę. Oj będzie zła recenzja.Photo: W sumie to nie miał się o co burzyć, bo załączonych na zdjęciu wyrobów o tej porze w zasadzie i tak nie było już, tym bardziej, że mieliśmy gościa - o czym za chwilkę.Photo: Towarzystwa dotrzymywał mi jakiś czas, badziej z obowiązku niż z ciekawości nasz niedawno upieczony historyk: Piotr. W sumie to nie pomagał ale też i nie przeszkadzał. Za to popijał. I mu smakowało.Photo: Wsiąkły mi gdzieś notatki, więc dla przypomnienia w skrócie: filtracja i wysładzadzie - bez przeszkód. Trochę mętna ta przednia brzeczka wyszła, ale to normalne przy piwach przenicznych. Taki ich urok.Photo: Zamiast fotek z chmielenia (które poszło bez problemów, choć jak się później okazało nieco za dużo nam odparowałe - ale też i chmielenie według przepisu trwało ok. 20 minut dłużej niż zwykle) wklejam zdjęcie z przysięgi Piotra. Nigdy, przenigdy nie będę pił koncernowych napojów piwopodobnych...niech skisnę...Photo: Koło 20:00 Kubek przypomniał sobie (i mnie), że mieliśmy zlać na cichą poprzednio warzonego koźlaka. Lezał na burzliwej kilka dni dłużej niż normlanie ze względu na nasz świąteczny wyjazd. Mam nadzieję, że mu to nie zaszkodzi.Photo: Oto fermentator z koźlakiem na cichej...oraz część zapasów  z poprzednich, brewkitowych warek.Photo: Prawda, że pięknie wygląda po burzliwej fermentacji? Ten kożuszek nie nosi śladów infekcji - młode piwo nie nadaje się jeszcze do spożycia, ale pachnie sensownie, kolorek ma koźlakowy i gęstość jak trzeba. Do doskonałości poza wprawą warzącego brakuje mu jeszcze 2 tyg. na cichej i około 6-8 tygoni leżakowania w odpowiedniej (czyli niskiej) temperaturze.Photo: Główna bohaterka następnych kilkudziesięciu minut - doskonale sprawdzona poprzednio chłodniaca. Z obowiązku kronikarskiego dodam, że chmielenie odbyło się bez przeszkód (pierwsze 20g aromatycznego Lubelskiego) w 10 minucie, kolejna porcja (10g) po 50 minutach, kolejna (ostatnie 10g) po 75 minutach warzenia.Photo: Niestety nie zaobserwowałem dokładnie kiedy i nie zrobiłem foty, ale gdzieś chyba koło 50-60 minuty warzenia nastąpił przełom. Pojawiły się kłaczki. Końcowa brzeczka po schłodzeniu była doś mało klarowna, pływały w niej wspomniane kłębki i nitki - wytrącone w procesie warzenia białka? Po wyjęciu woreczków muślinowych z resztkami granulatu chielowego, rozpoczynamy chłodzenie - idzie migiem. Koło 21:00 jest już tylko 28 stopni.Photo: Zdaję sobie sprawę, że wklejam więcej zdjęć Kuby niż piwa, ale jego niewiarygodna fotogeniczność sprawia, że jest bardziej interesujący od białego garnka. Pomiar blg - 13 przy 18 litrach brzeczki. Dodajemy jeszcze 1l. zimnej wody schładzając tym samym brzeczkę do 20 stopni - mamy 19 litrów o blg wskazanym w instrukcji - czyli 12 blg. Zadajemy uprzednio przygotowane drożdże (Safale WB-06 11,5g), brzeczka wcześniej napowietrzona, robi nam się lekka pianka. Delikatnie mieszamy, zamykamy i odstawiamy pod stół na burzliwą.Photo: Ponieważ temat jest niszowy, pewnie czytający te zapiski piwowara mogą się nudzić.  Ale prowadzę je dla siebie, bawiąc się przy tym setnie - podobnie jak przy warzeniu.Photo: Na koniec, podam dla porządku skład słodów - okraszając cudownym zdjęciem filtrującej się brzeczki przedniej (a w zasadzie wody wysłodkowiej). 1) pilzneński Weyermann 1,3 kg., 2) przeniczny jasny Weyermann 1,9 kg., monachijski typ II Weyermann 0,6 kg., 4) Carawheat 0,2 kg., przeniczny czekoladowy 0,05 kg.Photo: 2 tygodnie poźniej otwieramy właz do  naszego pszeniczniaka przed zlaniem go na cichą fermentację. Otwieramy sobie i otwieramy...a tam ...JA PIERDZIU! CO TO? INFEKCJA?Photo: Prawie zemdlałem. Ale przecież nie poddamy się bez warki ... znaczy tfu: walki. Po dłuższej analizie (z zachowaniem sterylności) organoleptycznej oraz konsultacjach z mistrzem Google doszlismy do wniosku, że nie ma co świrować. Tak chyba powinno być. Opis cudzych brzeczek fo burzliwej w tym gatunku pasował bardzo. Pleśni zero, korzucha nie ma tylko te brązowe  eee skrzepy. Jak to zlać? Kubuś pozbierał zdezynfekowaną łyżeczką większość z wierzchu (zapewne bezsensownie ale nie wyobrażałem sobie tego na cichej), ruraczką przelaliśmy ile się dało do zbiornika na cichą a resztę wprost z kranika. Trochę tej mątwy się dostało, ale jakoś to przeżyjemy. Kuba wypije. Ciekawe co będzie za dwa tygodnie.Photo: Ostatni wpis techniczny albumu. Została juz tylko degustacja. Tak wygląda nasza nowa armia pszeniczniaków, nasz wspaniały nowy zaciąg. Młode piwo choć nienagazowane smakowało świetnie. Jak tu wytrzymać 2 miesiące?Photo: prawie dwie skrzyneczki (resztę wydoił Kubutek na etapie przelewania i pomiarów :/ )Photo: Wiem, że zdjęcia do bani i etykieta pozostawia wiele do życzenia, ale na razie najważniejsze jest piwo. Resztą będziemy się zajmować jak dojdziemy do wniosku, że ten etap mamy jako tako opanowany :P .