36 Photos - Dec 22, 2011
Photo: Przygotowania do debiutu piwowarskiego na wyższym poziomie zaawansowania. Po Kilku warkach "brewkitowych" dziś zacieramy samodzielnie. Dziś to znaczy w sobotę 17 grudnia. Miejsce akcji: Szypowice. W tle widać niezbędne do warzenia surowce.Photo: Godzina 12:00 oto główni aktorzy: słody i chmiele. I woreczki muślinowe. Skład zasypu dopiszę później bo zapomniałem. W każdym razie warzymy Koźlaka Dunkel 16 blg.Photo: Rzutem na taśmę zakupiliśmy nasz kocioł zacierno/warzelny czyli gar 40l. Na zdjęciu pierwszy test. Niestety Kuby głowa nie chciała zmieścić się cała.Photo: Aby sprawdzić skuteczność dwóch palników pod garnkiem, zorientować się w tempie podgrzewania i przy okazji zagotować wodę do sparzenia innych narzędzi (wrzuconych wstępnie do środka) oraz wypłukania fermentatora zdezynfekowanego wcześniej pirosiarczynem zagotowaliśmy 20l wody. Trwało to mniej więcej po jednym Scottish Heavy na głowę.Photo: Wstępne projekty etykiet do zatwierdzenia przez trybunał, sprzęt do notatek... a gdzie Kuba?Photo: Aaaaa... był bym zapomniał, żeby nie było za łatwo, w końcu jest nas dwóch , postanowiliśmy jednocześnie uwędzić nieco na Święta. No i Kuba właśnie przepala wędzarenkę.Photo: Nie wiem czy nie przesadzam ze sterylnością, ale po tym jak się naczytałem o możliwości skażenia brzeczki wolałem się zabezpieczyć, tym bardziej, że trochę smarkałem.Photo: Ponieważ Kuby nie było nieco dłużej, postanowiłem zadbać również o dezynfekcję wewnętrzną. I przy okazji nieco złagodzić debiutancką tremę. Zresztą każdy powód dobry, żeby łyknąć pysznego stoucika.Photo: Godz. 13:05. Woda bulgota w garze, narzędzia i rondelki pomocnicze się wyparzają. Poszedłem więc szybbciutko zawiesić mięsko na hakach. Troszkę zbyt ciasno, ale było wielu chętnych.Photo: Godz. 13.15. Na wniosek szefowej - przerwa obiadowa. A my jeszcze nie zaczęliśmy. Powlewaliśmy wrzątek do zbiornika z kadzią filtracyjną szczelnie zamknęliśmy, żeby para zrobiła swoje i udaliśmy się na posiłek.Photo: Słody przygotowane, temparatura w garnku koło 50 stopni. Kowalczyk właśnie wygrywa na 10 km ze wspólnego. Bo Bjoergen się pochorowała. Pewnie atak aaastmy.Photo: I tu ZONK nr 1 i od razu nr  2. Pierwszy, wsypywać wszystkie od razu, czy karmelowy dopiero po przerwie. Bo nie napisali, a niby te kolorowe wrzuca się zwykle na koniec. Ale przecież to koźlak, ten karmel to podstawa w pewnym sensie. Postanawiam wsypać razem z innymi.Photo: ZONK nr. 2 to efekt kaskaderskiego popisu Kuby (wynik na zdjęciu) skok ze skrzynka piwa ze schodów - mistrzostwo. Nie wiem jakim cudem potrzaskał tylko 5 butelek z tego 3 puste. Bierzcie z niego przykład. Browar zawsze jest ważniejszy od łokci!Photo: 15:20 opatrywanie rannych nieco zajęło, musiałem ponownie podgrzewać wodę do 68 stopni. Poszły słody, powoli, cały czas mieszając. Po zasypaniu 1,25 kg pilneński, 2,25 kg monachijski i na koniec karmelowy badam temperaturę - prawidłowo spadła do 66. Przerwa 15 minut. Ze względu na kłopoty z utrzymaniem temperatury przedłużamy do 20 minut.Photo: Warzenie a w zasadzie zacieranie.Photo: 15:40 - druga przerwa - także z kłopotami z utrzymaniem stałej temperatury. Między 68- a 72 w zależności od chwili. Koło 15:50 tracę cierpliwość. Energicznie mieszam, zamykam pokrywę i idę sobie Won na 10 minut. Na zdjęciu wynik próby jodowej po zakończeniu zacierania.Photo: W międzyczasie przygotowujemy wodę do filtratora i patrzymy wilkiem na suczkę, która przyszła się napić. Jeszcze nam coś skazi...Photo: Filtrator gotowy, podbicie wlane, zaczynam przerzucać zacier.Photo: ZONK! Postawilismy filtrator kilometr od kuchenki. Przeca nie będę z rondelkiem biegał przez całą kuchnię!Photo: Tak wygląda zacier przed przełożeniem do kadzi filtracyjnej. Pięknie pachnie. Smakuje średnio. W zasadzie kiepsko.Photo: A tak wygląda gotowe piwo. A może to jabłecznik mamy? Po zastanowieniu zdecydowanie jabłecznik, na piwo przyjdzie nam poczekać.Photo: Zacier przeniesiony do filtratora. Czas na zamieszanie mięsem w wędzarni. Przerwa na ułożenie potrwa koło 30 minutek.Photo: Bez większych problemów zlewamy pierwsze dwie porcje brzeczki przedniej i przelewamy spowrotem do filtracji. Dopiero koło 17:15 po raz pierwszy się zatyka. Kilkakrotne przekręcenie kurka poprawia drożność. Wąskim ciurkiem klarowna już brzeczka elegancko spływa do gara warzelnego :DPhoto: Co jakiś czas w kuchni pojawia się kontrola trzeźwości... tfu! Jakości. Z szelmowskim uśmieszkiem przygląda się naszej krzątaninie. Ale nie udaje się jej nas speszyć.Photo: Koło 19:00 Zaczynamy wysładzanie. Na odwrócony talerz położony delikatnie na młócie lejemy w dwóch porcjach po 4 litry podgrzenej do ok. 80 stopni wody. Wcześniej zapomniałem dodać, że zrobiliśmy jednak trzy nawroty. Bo trzeba było skoczyć po flaszkę. I dołożyć drewna do wędzarni. Troszką nam się później przytkało i omal nie zacząłem w panice mieszać młóta, ale jednak po chwili poszło dalej. Cierpliwość to ważna cnota przy tej robocie.Photo: około godz. 19:15 druga porcja przedniej brzeczki wraca do filtratora. Od teraz juz bez kombinowania czekamy na zejście całości do podłożonego gara (teraz już warzelnego) obliczam ilość wody do wysładzania na 8 l - zarządzam podział tego na 2 porcje.Photo: Podczas wysładzania mały zonk, po wlaniu pierwszycg 4 litrów wody (ok80stopni) przez niemal 30 minut nie chce lecieć - zapowietrzyło się chyba. Postanawiam nie mieszać nic, tylko wlać kolejne 4 litry. Pomogło, teraz już przednia brzeczka schodzi do końca. Na sam koniec jeszcze dociskamy talerzem - odzyskując kolejny literek drogocennego płynu. Ale i tak wyszło nieco mało. W młócie zostało ok 5 litrów wody - juz na zawsze. Młóto idziemy wyrzucić kurom sąsiada jako pyszną paszę, i zaczynamy chmielenie. Pomiar BLG - masakra - nie zapisałem!Photo: ok. 20:35 w muślinowych woreczkach dodajemy pierwszą porcję chmielu - Marynka 35 g. Brzeczka bulgota, pokrywa lekko uchylona. Ponieważ w międzyczasie spożyliśmy co nieco (kolację itp) zapomniałem o zdjęciach z aktu warzenia - zastępczo wklejam fotkę biednej chorej Daisy. Za jej zdrowie.Photo: Ok. 21:55 dodajemy aromatyczny lubelski. O 22:10 zaczynamy chłodzenie. Chłodnica w garnku od 10 minut się ostatecznie dezynfekuje. My robimy to na zewnątrz gara. Aby przyspieszyć chłodzenie delikatnie mieszam brzeczkę w garnku. Wrzątkiem wylatującym z rurki chłodnicy Kubek zmywa gary i talerze - nic się nie marnuje :DPhoto: o 22:44 temperatura brzeczki spada do 25 stopni. Jeszcze chwilkę chłodzimy, mierzymy blg - wychodzi 16 - niby idealnie. Wyszło nam tego 14 litrów. Na zdjęciu etap następny - Kuba wykorzystując swoje walory fizyczne przelewa brzeczkę do fermentatora napowietrzając ją przy okazji. Zwróćcie uwagę na to skupienie.Photo: ZONK! Cholewcia zapomnieliśmy przygotować drożdże, robimy to z opóźnieniem i w lekkiej panice - trochę niepotrzebnie, ale szkoda napowietrzenia. W rezultacie brzeczka się odpowietrzyła, drożdże pozbijały w grudy. Nie wiem czy był w tym sens, ale po zadaniu drożdży solidnie je wymieszaliśmy aby grudki nieco zmniejszyć i brzeczkę napowietrzyć.Photo: Wiem, że to dziwne - ale to zdjęcie naszych wędzonek. Wyparzane zostały w pustym wiadrze fermentacyjnym - efekt wędzonki w koejnym piwie - będzie czy nie będzie?Photo: Gotową do fermentowania brzeczkę znosimy do pokoju na dole (16stopni) - otwieramy okienko bo teoretycznie powinno być 14. I zostawiamy. Notatki robię już złą stroną ołówka. Wyszło jak pisałem 14 litrów 16 BLG. Teraz tydzień burzliwej i 2 tyg. cichej. Wędzonki wyszły super, choć musiałem je dokończyć w piecu bo jednak nieco zimno było na dworze i za duże wachania temperatury. Idziemy na film (Thing) i spać. Niedługo kolejna - mocno skrócona relacja z warzenia DUnkel - Weizena.Photo: ok. 3 tygodnie później: tak prezentują się osady (gęstwa) pozostałe po cichej fermentacji koźlaka i zlaniu młodego piwa do butelek. Fajnie nie?Photo: A tak prezentuje się nasz debiutancki Kożlak już zabutelkowany. To oczywiście tylko część zasobów ale warka i tak była malutka. Napawa dumą, nawet nie wiecie jaka satysfakcja. Teraz tylko kilka tygodni leżakowania...Photo: A to... jakże by inaczej - dzielny Kuba spijający z entuzjazmem resztki młodego piwa z dna fermentatora - w przyrodzie nic nie ginie!