Profile cover photo
Profile photo
Andrzej Climbercompl
35 followers -
www.climber.com.pl
www.climber.com.pl

35 followers
About
Communities and Collections
Posts

Post has attachment
Piękna i długa droga na wschodniej ścianie drugiego najwyższego szczytu Tatr. O drodze Motyki na Łomnicy marzyłem odkąd zacząłem wspinać się zimowo w górach, potrzeba było jednak czasu by do niej “dorosnąć“ :) Ponad 600 metrów ściany, zmienne warunki lodowe, kilka skalnych odcinków, w tym jeden szczególnie wymagający, sporo historii wyczytanych o drodze i podawany czas przejścia 8-12 godzin - można się wystraszyć jeszcze przed wspinaniem :) Jestem jednak rozwspinany pod koniec sezonu zimowego, a Jacek przebiera nogami by zrobić “coś konkretnego“, najwyższa więc pora zmierzyć się z legendą ;) Tym razem będzie więc dłuższa historia.

Jeszcze przed weekendem zastanawiamy się czy z powodu wysokiej temperatury zapowiadanej na niedzielę lepszą opcją nie będzie droga na innej, północnej ścianie – obawiamy się, że marcowe Słońce na wschodniej wystawie sprawi, że lodowe wyciągi zamienią się w wodospady a śnieżne pola podszczytowe w strome grzęzawisko. Wątpliwości nie opuszczają nas w sobotni wieczór, gdy trasą narciarską podchodzimy do Skalnatego Plesa - mimo późnej pory jest bardzo ciepło, a śnieg nie jest związany. Humor poprawia nam fakt iż nie musimy spać na zewnątrz – mimo, że noclegi w stacji kolejki (Chacie Encian) obecnie w zimie nie funkcjonują, udaje mi się załatwić dla nas dwa łóżka i cały pokój do dyspozycji :) Nie dołączamy jednak do chatara i jego znajomych imprezujących w jadalni, chwilę rozmawiamy, piję piwko na dobry sen i idziemy spać po 22-ej.

Wyruszamy o 5 rano, początkowo idziemy trasą narciarską, dopiero na wysokości podstawy ściany trawersujemy pod początek drogi. Śnieg niestety się nie związał, dlatego też miejscami zapadamy się po kolana – tutaj to nie problem, gorzej jeżeli podobnie będzie pod szczytem. Pod ścianą czeka nas niespodzianka – dwóch Słowaków wspina się na “naszej“ drodze i kończą właśnie pierwszy wyciąg. Na dodatek po chwili dowiadujemy się od nich, że jest też ślad z sobotniego przejścia – cieszymy się bo oznacza to, że może jednak mimo wysokiej temperatury uda się drogę zrobić.

Zespół przed nami oznacza również opóźnienie, chyba, że go wyprzedzimy :) Dlatego też szybko wiążemy się i ruszam na prowadzenie. Lód jest rozmiękły – oznacza to wątpliwą asekurację ale i łatwiejsze wspinanie, dlatego też pierwsze 60 metrów (WI2-WI3) pokonuję bardzo szybko zakładając po drodze 1 śrubę :) Słowak spotkany na stanowisku sugeruje mi poczekać i skorzystać ze stanu poniżej, oznajmiam mu jednak, że idziemy na lotnej i ruszam dalej (a za mną Jacek). Kolejne metry lodu pokonuję bardzo szybko i po chwili wyprzedzam zdziwionego Słowaka stojącego na drugim stanowisku. Dochodzę do lodowego progu (80 stopni, miejsce WI3+/4), który również pokonuję na lotnej (pytanie Słowaka do Jacka – “a on nie spadnie że się nie asekurujecie?“ :)) i pomykam dalej dwójkowymi polami śnieżnymi aż pod ściankę z zimowymi trudnościami ok. 5-. Teoretyczne pięć wyciągów poszło nam więc bardzo szybko :)

Na ściance zwieńczonej kominem zaczyna się wspinanie mikstowe, robimy więc ten wyciąg na sztywno. Gdy kończy mi się lina, ściągam Jacka i kolejne dwa odcinki pokonujemy łatwym terenem na lotnej. Dochodzimy do “czwórkowej” rynny i postanawiamy się nią wspinać, mimo iż ślady poprzedników charakterystyczną turnię obchodzą łatwym terenem po prawej stronie – nie jesteśmy tutaj by omijać trudności :)

Słońce mimo wczesnej pory daje popalić, dlatego też lód zaczyna płynąć – w rynnie jest przez to trudniej bo miejscami trzeba wspinać się po płycie. Ten odcinek prowadzi Jacek i sprawnie pokonuje kolejne metry, pewne trudności sprawia mu tylko trawers u końca rynny. Po chwili podążam za kolegą i delektuję się bardzo fajnym wspinaniem (trudności to ok. WI3+ i IV).

Na stanowisku przejmuję prowadzenie i ruszam wąskim żlebem, w którym po kilku metrach napotykam spionowany próg. Pokonuję go zacięciem po lewej stronie (trudności ok. IV) i ruszam dalej stromą płytową depresją – lodu ubywa z minuty na minutę. Docieram do stanowiska (2 dobre haki) pod kluczowym wyciągiem drogi i czuję się trochę jak pod wodospadem – z przewieszonego terenu nade mną leje się konkretnie, co jakiś czas spada też bomba z mokrego śniegu :)

Prowadziłem dziś prawie całą ścianę więc crux przypada Jackowi – czeka go stroma skalna ścianka, ograniczona drugą, przewieszoną, po prawej stronie. Kilka pierwsze metrów kolega pokonuje bardzo sprawnie, używając na zmianę rąk i dziabek, zatrzymuje go dopiero ostatni trudny odcinek – w końcu korzystając z jedynego na tym odcinku małego placka lodu, udaje mu się osiągnąć przełamanie ściany. Chwilę później dostaję komunikat, że mogę ruszać – najwyższa pora bo kompletnie przemokłem... W połowie ścianki jest faktycznie trudno – lodowego placka, z którego skorzystał kolega już nie ma, muszę więc mocno wyginać się i drapać po wszystkim po czym się da by pokonać kluczowe 2-3 metry i sięgnąć dziabą trawki nad zacięciem. Zimowa wycena 5+ wydaje się zdecydowanie nie być przesadzona ;) Ciekawe jak poradzą sobie z tym odcinkiem Słowacy, którzy zostali za nami daleko w tyle…

Po dojściu do stanowiska ruszam jeszcze kawałek do góry ale po 20 metrach okazuje się, że wychodzę w łatwy, podszczytowy teren, kolega dochodzi więc do mnie i chowamy jedną linę. Ostatnie 100 metrów przewyższenia na szczyt pokonując na wszelki wypadek na lotnej (ciężki śnieg zaczyna wyjeżdżać spod nóg a pod nami 600 metrów ściany). Ten odcinek, mimo braku trudności, jest dziś bardzo męczący – kopiemy się do góry prawie godzinę, będąc ciekawym zjawiskiem dla ludzi oglądających nas z wagoników jeżdżących co kilka minut zaledwie parę metrów nad naszymi głowami :) Zresztą już na kilku wcześniejszych wyciągach mieliśmy okazję pomachać do pasażerów – wschodnia ściana Łomnicy to jedyne miejsce w Tatrach gdzie wspinasz się z widownią nad głową :)

Gdy stajemy na szczycie Łomnicy zerkamy na zegarek i nie wierzymy własnym oczom – jest godzina 12, co oznacza, że z trudnościami drogi uporaliśmy się w 4 i pół godziny, a z kopaniem się na męczących polach śnieżnych pod szczytem całość zajęła nam godzinę więcej. Tego nie zakładaliśmy nawet w najbardziej optymistycznym wariancie, przewidującym przejście w 8 godzin – cieszymy się więc, że klasyk jakim jest ta droga, został przez nas zrobiony w tak dobrym stylu!

Chwilę odpoczywamy na szczycie i schodzimy na przełęcz. Pracownik obsługi kolejki, słysząc ode mnie jaką drogę zrobiliśmy, puszcza nas na krzesło za darmo, oszczędzając nam nudnego zejścia do Łomnickiego Stawu :) Przed zjazdem na parking ze Skalnatego mamy jeszcze przygodę z odzyskaniem naszego depozytu zostawionego w Chacie (właściciel zamknął ją i pojechał do domu), finalnie jednak udaje się rzeczy odzyskać – bez kluczyków do samochodu byłoby ciężko ;)
PhotoPhotoPhotoPhotoPhoto
Motyka, Łomnica 11.03.2018
57 Photos - View album
Add a comment...

Post has attachment
Miała być regeneracja w domu po tygodniowym obozie, szkoda jednak ładnej pogody i chęci Uli, dlatego też robimy szybką turę na Rysiankę ze Złatnej. Gdyby tylko takie dobre warunki na narciarstwo terenowe były w Beskidach częściej byłoby pięknie :)
PhotoPhotoPhotoPhotoPhoto
Rysianka - skitura 04.03.2018
9 Photos - View album
Add a comment...

Post has attachment
Na sobotę w planach była trudniejsza droga w ścianie Małego Kieżmarskiego - wstałem rano w pełnej gotowości, niestety po chwili otrzymałem smsa, że kolega mający dojść nad Zielony Staw o 7 nie dotrze :) Nie mając przygotowanej ciekawej alternatywy i biorąc pod uwagę to, że również Ula nie dojedzie wieczorem by wybrać się na planowaną w niedzielę turę, postanawiam zakończyć pobyt na obozie dzień wcześniej. Szkoda jednak ładnego poranka, dlatego wraz z Kućką (który także dziś wraca) postanawiamy przejść się jeszcze na turach do Doliny Dzikiej by zaliczyć dodatkowy zjazd stromym żlebem z niej opadającym – Flaszką.

Żleb przechodzimy bardzo szybko, głównie z nartami na plechach, jest zdecydowanie twardziej niż gdy pokonywaliśmy tą samą drogę we wtorek. Postanawiamy podejść trochę wyżej by przedłużyć sobie zjazd, w Kotlinie Baraniej żegnamy się z Ryśkiem który idzie dalej na Baranią Przełęcz, ściągamy foki i jedziemy w dół. Górą jedzie się dobrze, sama Flaszka jest jednak w gorszym stanie niż kilka dni temu. Po drodze mijamy jeszcze kilku klubowiczów, jeden z nich kręci nawet krótki filmik z kawałka naszego zjazdu :)

Już po dwóch godzinach meldujemy się z powrotem w chacie, Mariusz wraz z kilkoma innymi osobami rusza w dół, ja natomiast idę do schroniska rozliczyć się za cały pobyt wszystkich klubowiczów ze Słowakami. Po dwóch godzinach wypełniania papierów, liczenia i weryfikowania list, udaje się w końcu dojść do porozumienia i moja żmudna praca organizatora obozu dobiega końca :) Wrzucam ogromny plecak na siebie, zerkam jeszcze raz na piękne ściany wokoło, zapinam narty i zjeżdżam powoli na parking. Ominie mnie co prawda wieczorna impreza w ponad 30-osobowym gronie klubowiczów ale za to będę miał chociaż jeden dzień na regenerację przed powrotem do pracy :)
PhotoPhotoPhotoPhotoPhoto
Barania Kotlina - skitura 03.03.2018
13 Photos - View album
Add a comment...

Post has attachment
Po czwartku spędzonym na słonecznych stokach Jagnięcego, czas na powrót w północną ścianę Małego Kieżmarskiego. Tym razem kompletujemy zespół trzyosobowy i ruszamy na upatrzoną przeze mnie wcześniej drogę duetu Psotka-Varga wyprowadzającą na Pośredniego Kieżmarskiego Strażnika. Temperatura jest już bardziej znośna (jakieś minus 12), liczymy więc na przyjemne wspinanie, o drodze słyszałem bowiem bardzo pozytywne opinie.

Pod ścianą łapiemy mały poślizg bo mamy trudności z namierzeniem początku drogi - pierwszy wyciąg jest dość nieewidentny. W końcu wybieramy wariant startowy, Szymon rusza intuicyjnie i po 60 metrach wspinania w trawach ściąga nas do siebie. Drugi wyciąg jest już bardziej ewidentny bo pojawiają się formacje skalne, mimo to wydaje nam się, że w jednym miejscu robimy trochę trudniejszy wariant z sąsiedniej drogi.

Na trzecim stanowisku przejmuję prowadzenie i po bardzo krótkim wyciągu trzecim wszystko staje się jasne - jesteśmy w odpowiednim miejscu, tuż przed kluczowym odcinkiem. Czeka mnie najpierw krótki ale wymagający trawers po gołej czwórkowej płycie (jedyny sposób na przejście to zaklinowanie dziaby w poziomej rysie), po czym piękne kilkunastometrowe skalne zacięcie (ok. M4+) ze słabymi płatami śniegu oraz ciekawy komin doprowadzający do dobrego stanowiska. Świetny wyciąg, polecam :)


Ściągam chłopaków do stanowiska (trochę to trwa bo wcale nie mają łatwo) i postanawiam kontynuować prowadzenie, Mariusz po przejściu wymagającego wyciągu nie przejawia na to ochoty :) Szybko wspinam się skalno-trawkowym żebrem na całą długość liny i proszę chłopaków by przejść na chwilę na lotną – brakuje mi zaledwie 15 metrów do wierzchołka Strażnika, tuż przy Niemieckiej Drabinie. Po chwili robię stanowisko i wybieram linę w oczekiwaniu na kolegów. Zadowoleni porządkujemy sprzęt i szybko schodzimy żlebem pod ścianę, a następnie do chaty. Następnego dnia mam w planach jeszcze trudniejszą drogę, idę się więc grzać do schroniska – niestety rano okaże się, że sobotnia akcja nie wypali bo Jacek nie dotrze na obóz, niepotrzebnie odpuszczam więc wieczorną imprezę ;)
PhotoPhotoPhotoPhotoPhoto
Psotka-Varga, Pośredni Kieżmarski Strażnik 02.03.2018
23 Photos - View album
Add a comment...

Post has attachment
Kolejny mroźny dzień (ale już tylko minus 15) w Dolinie Kieżmarskiej. Po wczorajszym całodniowym wspinaniu, kolejną akcję na mrocznej północnej ścianie zostawiam na piątek i ruszam wraz z Jurasem na turach do słonecznej Doliny Jagnięcej. Już po kilkuset metrach i wyjściu z "dziury" w której przebywamy na obozie, rozbieramy się do koszulek i na lekko śmigamy w kierunku Jagnięcego Szczytu. Planujemy na nartach wyjść na Kołowy Przechód i tam zadecydować czy zjazd na drugą stronę (do Doliny Kołowej) jest możliwy, czy też wejdziemy na szczyt Jagnięcego i zjedziemy z powrotem do doliny z której podchodzimy.

Na przełęczy spotykamy ekipę "turystyczną" z naszego klubu i obgadujemy plany. Niestety z powodu ogromnych ilości niezwiązanego śniegu na stromych zboczach od strony Doliny Kołowej musimy zrezygnować ze zjazdu w tamtym kierunku. Śnieg na grani niweczy z kolei plany drugiej ekipy, która planowała wejść na Kołowy Szczyt. Wraz z Jurasem porzucamy narty, zapinamy raki i wraz z Talibem, trawersując Jagnięce Kopiniaki, wychodzimy na Jagnięcy Szczyt. Widoki są kapitalne, chociaż nawet delikatny wiatr potęguje srogi mróz, który nadal nie odpuszcza.

Po powrocie na Przełęcz zapinamy narty i zjeżdżamy do doliny. Czujemy mały niedosyt, dlatego zatrzymujemy się na wypłaszczeniu, zakładamy foki i podchodzimy jeszcze w kierunku Czerwonej Szczerbiny. Mniej więcej na 2/3 podejścia robi się jednak twardo, decydujemy się więc zjechać z tego miejsca. Niżej szukamy dogodnego miejsca do zjazdu do Zielonego Stawu, w końcu udaje nam się znaleźć trochę puchu w jednym ze żlebów, więc puszczamy się śmiało w dół. Ja postanawiam dalszą część popołudnia grzać się w schronisku i kontynuować papierową robotę organizatora obozu, Juras nadal ma mało narciarskich wrażeń, rusza więc z nowo-przybyłą ekipą z powrotem do Doliny Jagnięcej :)
PhotoPhotoPhotoPhotoPhoto
Jagnięcy Szczyt - skitura 01.03.2018
24 Photos - View album
Add a comment...

Post has attachment
Photo
Add a comment...

Post has attachment
Photo
Add a comment...

Post has attachment
Środowy poranek na obozie nie jest zbyt przyjemny - nie dość, że nocny opad okleił całą ścianę Małego Kieżmarskiego, nadal jest minus 20, to jeszcze boli głowa :) Mimo to nie zmieniamy planów i zaraz po śniadaniu pakujemy sprzęt i ruszamy z Szymonem na Drogę Szczepańskiego, prowadzącą na Kieżmarski Kopiniak (słow. Szczepańského veža). Drogę doskonale widać ze schroniskowej jadalni, będziemy więc całodniowym obiektem obserwacji - szczególnie seniorów KW Katowice przebywających akurat kilka dni nad Zielonym Stawem :)

Szczepański znany jest z ciągu trawersów - pierwsze cztery wyciągi przecinają skośnie dolną część ściany i wyprowadzają na pola śnieżne, z których znów wznoszącym trawersem pokonuje się górną część Wieży. Zaczynam się wspinać i już po chwili zdaję sobie sprawę ile dodatkowej pracy mnie dziś czeka - każde kolejne metry drogi wymagają odśnieżania, co znacznie spowalnia tempo akcji. Jestem cały czas w ruchu więc mróz bardzo mi nie doskwiera, gorzej ma kolega idący na drugiego - spędza na każdym stanowisko mnóstwo czasu czekając aż odśnieżę i przejdę każdy kolejny wyciąg i będę go mógł ściągnąć na stanowisko.

Dwa pierwsze wyciągi to wspinanie w stromych trawach, kluczowy jest trzeci odcinek - najpierw czujne przewinięcie przez wypychające skały, następnie stresujący trawers przez Lodospad Bocekov, na którym lód jest bardzo słaby więc wspinanie po nim w bok nie jest zbyt przyjemne ;) Na szczęście kolejne dwa odcinki są łatwiejsze więc można dojść do siebie. Po przejściu pola śnieżnego w środku ściany kontynuuję prowadzenie i po dwóch trawkowo-płytowych wyciągach oraz w sumie prawie 7 godzinach wspinania kończymy drogę tuż pod Niemiecką Drabiną - w samą porę bo właśnie robi się ciemno :) Ze schroniska w naszą stronę wyruszyć chce ekipa z ciepłą herbatą, jednak zejście ze ściany jest bardzo szybkie, więc już po godzinie od zakończenia wspinania meldujemy się na kolacji :)
PhotoPhotoPhotoPhotoPhoto
Szczepański, Kieżmarski Kopiniak 28.02.2018
26 Photos - View album
Add a comment...

Post has attachment
Na drugi dzień obozu prognozy nie są najlepsze – do ponad dwudziestostopniowego mrozu ma dojść zachmurzenie i słaby opad śniegu. Dlatego też wspinanie odkładam do środy i wraz z Jurasem i Kućką ruszam na skiturę, o której od dawna marzyłem – przez Baranią Przełęcz do Chaty Teryho i z powrotem do Zielonego Stawu. Okazuje się, że poza mrozem prognozy nie sprawdzają się – poranne chmury rozchodzą się i cały dzień możemy cieszyć się pięknym niebieskim niebem.

Na pierwszym podejściu miejscami musimy kopać się w śniegu, mimo to sprawnie docieramy na Przełęcz, cieszymy się Słońcem (do Kieżmarskiej praktycznie nie dociera :)) i szybko zjeżdżamy do Terinki. W chacie spożywamy regeneracyjne piwko i ruszamy z powrotem na Przełęcz – mimo dużego mrozu marcowe Słońce mocno nam dopieka.

Po dojściu na siodło wraz z Jurasem porzucamy narty, zakładamy raki i szybko wchodzimy na szczyt Baranich Rogów. Po chwili wracamy na Przełęcz do Jurasa, zapinamy narty i ruszamy w stronę Doliny Kieżmarskiej. Początek zjazdu nie jest zbyt przyjemny, śnieg w jednym miejscu jest twardy, a w innym łamie się, im niżej tym jednak lepiej i już we „Flaszce” cieszymy się udanymi szusami. Do schroniska docieramy tuż przed obiadem, po którym odbywa się druga impreza integracyjna, tym razem bardziej szumna, co odczuję kolejnego dnia ;)
PhotoPhotoPhotoPhotoPhoto
Baranie Rogi - skitura 27.02.2018
37 Photos - View album
Add a comment...

Post has attachment
Lodospad zrobiony podczas pierwszego dnia obozu zimowego KW BB. Po męczącym podejściu nad Zielony Staw (plecak wyładowany na tydzień) i ogrzaniu się w schronisku (ponad 20 stopni mrozu), szybko podchodzę wraz z Mariuszem pod Rakuską Czubę by chociaż trochę powspinać się na wylanych tam lodach. Najtrudniejszy jest „Drugi Lodospad w Świstówce”, od razu kierujemy się więc pod niego - słusznie zakładamy, że przy obecnej temperaturze więcej „nie urobimy”.

By nie marznąć cały sprzęt ubieramy już w schronisku więc zaczynam się wspinać od razu po dotarciu pod lodospad. Początek jest połogi, później jednak lód „staje dęba” i w zależności od wariantu oferuje trudności od WI3 do WI5. Z powodu temperatury lód jest bardzo łamliwy, zarówno wspinanie jak i asekuracja są utrudnione, dlatego też decyduję się na wariant „pośredni” za około WI4. Wspinało się dobrze, gorzej wystać na stanowisku– popędzam Mariusza by wspinał się szybko zanim zamarznę :) Zjeżdżamy ze stanowiska z ringów po prawej stronie i pędzimy z powrotem do schroniska by się ponownie zagrzać. Po drodze mijamy jeszcze inną ekipę z naszego KW, zmierzającą na treningowy „Trzeci Lodospad”. Spotkamy się na wieczornej imprezie integracyjnej w chacie ;)
PhotoPhotoPhotoPhotoPhoto
Lodospad w Świstówce 26.02.2018
16 Photos - View album
Add a comment...
Wait while more posts are being loaded