Profile cover photo
Profile photo
Psychoterapia Wola
About
Posts

Post has attachment

Post has attachment
Tycie zaczyna się tam, gdzie rozpoczynamy dietę. Nie tylko dla tych, którzy zmagają się z zaburzeniami odżywiania.
http://www.hellozdrowie.pl/artykul-dieta-ewy-dabrowskiej-tak-czy-nie?utm_source=facebook&utm_medium=zdrowejedzenie&utm_campaign=dieta_ewy_dabrowskiej
Add a comment...

Post has attachment

Post has attachment

Post has attachment
HIPOCHONDRIA – GDY LĘK O ZDROWIE ZATRUWA NAM ZDROWIE.

Fora internetowe poświęcone problemom zdrowia aż kipią od wpisów ludzi, którzy szukają diagnozy wyjaśniającej niespecyficzne objawy których doświadczają. Internauci dwoją się i troją by dać im otuchę, dobrą radę, pomysł na kolejne badanie, które już definitywnie rozwieje wątpliwości. Niestety, takie wsparcie działa paradoksalnie – tylko nasila rzeczywiste problemy. Chory medykalizuje swoje życie, odwiedza kolejnych specjalistów, wycofuje się z dotychczasowych aktywności – np. sportu, relacji towarzyskich, a w skrajnych formach z pracy zawodowej żywiąc przekonanie, że choruje na groźną, śmiertelną chorobę tylko jeszcze specjaliści nie ustalili co to za choroba.

W ostatnich latach do gabinetów zgłasza się coraz więcej osób przekonanych o tym, że objawy które obserwują to neuroborelioza. Popularne są też: stwardnienie rozsiane (SM), choroby nowotworowe, AIDS. Jednak pamiętać należy, że kreatywność hipochondryczna jest praktycznie nieograniczona. Zanim trafią do gabinetu psychoterapeuty czy psychiatry odwiedzają szereg innych specjalistów, bioenergoterapeutów, zielarzy, szamanów. Poddają się licznym badaniom diagnostycznym – pełna analiza krwi, rezonans magnetyczny i inne paramedyczne metody diagnostyczne. Wystarczy wpisać w przeglądarkę hasło „borelioza” by wyskoczyły tysiące ofert gwarantujących pełne wyleczenie. Obok zalecanych przez WHO kuracji antybiotykowych możemy przebierać w propozycjach leczenia ziołami, falami magnetycznymi, aurą, a nawet ostatnio jadem pszczół! Nie jest to zabawne, jeśli przyjmiemy, że obawy o zdrowie są jak najbardziej autentyczne. Chory obserwuje u siebie objawy somatyczne lęku, czy zdrowotne skutki zmiany stylu życia i interpretują je jako objaw groźnej choroby.

Ta błędna katastroficzna interpretacja objawów fizjologicznych jest, podobnie jak w napadach paniki, istotą zaburzenia - lęk o zdrowie. Wg modelu zaproponowanego przez Paula Salkovskisa, rozwój zaburzenia hipochondrycznego poprzedza jakieś wydarzenie – czynnik spustowy. Może to być choroba, przeżycie nioczekiwanych objawów somatycznych, wiadomość o czyjejś chorobie lub śmierci. Wydarzenie to uruchamia dysfunkcjonalne przekonania – schematy dotyczące zdrowia, które mogły wytworzyć się już we wczesnym dzieciństwie. Np. w relacji z neurotyczną, nadopiekuńczą matką, która dużo uwagi poświęcała kwestiom zdrowia. „Jestem słaby”, „jestem szczególnie podatny na choroby”, „jestem kruchy”. Gdy założenia te są aktywowane, chory zaczyna uważnie śledzić objawy somatyczne nadając im błędną, katastroficzną interpretację – to na pewno objaw groźnej choroby. Może być nim zmiana skórna – jako zwiastun nowotworu skóry czy ból głowy jako objaw raka mózgu. Taka interpretacja istotnie nasila lęk, sprawia że pacjent nieustannie myśli o chorobie, bada swoje ciało, szuka diagnozy umawiając kolejne wizyty u lekarzy czy szukając otuchy w internecie. Nieustannie monitoruje swoje ciało pod kątem objawów, bada się, sprawdza. Te działania nie tylko dodatkowo nasilają lęk, ale też niosą za sobą skutki zdrowotne – zmiany fizjologiczne, które z kolei nasilają myśli automatyczne będące błędną interpretacją.

Kolejnym mechanizmem podtrzymującym zaburzenie jest unikanie – jak w każdym zaburzeniu lękowym. Nie pozwala ono na weryfikacje błędnych założeń. Chory unika sportu, informacji o zdrowiu, bojąc się podporządkowuje swoje funkcjonowanie lękowi. Próbuje się zabezpieczyć, zapobiec chorobie, a to tylko zwiększa poczucie jej realności. Zaburzenie hipochondryczne potrafi poważnie upośledzić funkcjonowanie – chory jest nieustannie napięty, drażliwy, jego myśli skupione są wokół jednego tematu. Czasem to bliscy nalegają na wizytę u psychiatry zmęczeni jego zachowaniem. Ważnym elementem tego funkcjonowania jest cierpienie – chory dziesiątki, a nawet setki razy w myślach przeżywa swoją śmierć, kalectwo czy chorobę. Jest zmęczony i przerażony.

Ważne jest by mu pomóc – jednak nie nakręcając spiralę lęku proponując kolejne badania. Realną pomocą będzie wpieranie leczenia zaburzenia lękowego. Tym bardziej, że im wcześniej pacjent zgłosi się do psychiatry, a potem psychoterapeuty – tym szybciej wróci do normalnego funkcjonowania. Badania dowodzą wysokiej skuteczności leczenia hipochondrii w podejściu poznawczo-behawioralnym. Przerwanie spirali lęku, zmiana błędów myślenia (zniekształceń poznawczych), reatrybucja błędnych przekonań oraz zmiany behawioralne pozwalają z reguły dość skutecznie poradzić sobie z tym zaburzeniem.

Magdalena Lewicka - psycholog, psychoterapeuta
www.PsychoterapiaWola.pl
Add a comment...

Post has attachment

Post has attachment

Post has attachment
UNIEWAŻNIANIE. KRZYWDA DZIECKA ZAPISANA W OSOBOWOŚCI.

Odpala się nawet w z pozoru banalnych sytuacjach. Ktoś wyprzedził nas na drodze, urzędnik zbył pytanie milczeniem, na przyjęciu nie wszyscy reagują na nasze błyskotliwe dowcipy. Coś każe nam zawalczyć, wydrzeć uwagę, choćby wiele nas to kosztowało. I ciągle mało, wciąż szukamy dowodów – w pracy, w sytuacji towarzyskiej, w domu – używając partnera czy dzieci. Chęć postawienia na swoim, wymuszenie uznania mojej racji. Gotowi jesteśmy podeptać bliskość, miłość, przyjaźnie. Byle tylko usłyszeć – masz rację, twoje jest ważne, ty jesteś ważny. Czasem na chwilę odpuszczamy w poczuciu bezsilności, smutku. Czasem pojawia się wstyd – nie powinienem tak postępować, nie rozumiem dlaczego moja reakcja była taka silna, nadmiarowa. Trudno nam skojarzyć te emocje z dzieciństwem. Przecież rodzice mnie nie bili, przynajmniej nie tak często i tylko wtedy, kiedy naprawdę zasłużyłem. Owszem, lekceważyli moje dokonania, moje „fanaberie”, smutek czy lęk. Kiedy protestowałem mówili: nie pyskuj. Kiedy płakałem słyszałem nie histeryzuj, nie marz się. Starali się tak bardzo, by nie zabrakło mi jedzenia, bym miał czyste ubranie, kolonie latem, kozaki zimą. Nie mogłem im powiedzieć o strachu przed kolegą osiłkiem czy ekscytacji przed wycieczką. Po co miałbym zawracać im głowę, mieli swoje zmartwienia, swoje dorosłe sprawy. One były ważne. Tak trudno jest uznać, że jak każdy człowiek dziecko potrzebuje uwagi. Kiedy jest zbywane przestaje o nią zabiegać albo przeciwnie, choruje, rozrabia lub próbuje udowodnić –jestem ważny, zobaczcie – to kolejna nagroda za wybitne osiągnięcia, złota tarcza, olimpiada matematyczna, najlepsze liceum, prestiżowe studia.

Te strategie, dość użyteczne w dzieciństwie, w życiu dorosłym komplikują życie. Przede wszystkim generują dużo napięcia – lęk przed porażką, odrzuceniem, brakiem aprobaty, unieważnieniem. Jeśli nieustannie walczymy o to, by udowodnić swoją ważność – czym narażamy się na porażki w tym obszarze. Sytuacja, która dla kogoś mającego stabilne poczucie własnej wartości (ważności), nie ma nadmiernie dużego znaczenia, dla kogoś kto nieustannie musi ją sobie potwierdzać, może powodować ogromne napięcie, złość, rozczarowanie. Jego cierpienie jest autentyczne - oto po raz kolejny poczuł się zerem tylko dlatego że ktoś nie zwrócił na niego uwagi, nie docenił jego starania, czy nie uznał jego zasad. Walcząc o uznanie ważności niszczymy nasze relacje z innymi. Znajomi mają dość naszych tyrad, pobłażliwie patrzą, gdy na imprezie znów przerywamy innym, nie słuchamy, za wszelką cenę przytaczamy kolejne argumenty mające potwierdzić nasze „racje”. Walka o ważność zabija związki – zbyt duża jest pokusa by wymusić ją za wszelką cenę od partnera. Często kończy się tym, że traktujemy ukochaną osobę jak rodzica, który ma skupić na nas całą swoją uwagę, podporządkować się niezaspokojonej w dzieciństwie potrzebie. Jednak partner to nie matka – nie da nam bezwarunkowej miłości, która zarezerwowana jest dla relacji matka – dziecko. Partner może tego nie znieść – odsunie się, postawi granice albo odejdzie. Stosując te strategie bezlitośnie potwierdzamy sobie schemat Jestem nieważny. I tak koło się zamyka.

Trudno poradzić sobie z tym samemu. Terapia schematów pozwala w bezpiecznej terapeutycznej relacji odnaleźć swoją ważność. Wrócić do dzieciństwa by dostrzec swoją krzywdę, skorygować wczesne doświadczenia tak, by nie odpalały się z całym emocjonalnym ładunkiem. Spoglądamy na swoje wewnętrzne dziecko z miłością i uwagą o które tak usilnie zabiega u innych. Uczymy się nowych, zdrowych reakcji. Rozwijamy w sobie umiejętność nadawania sobie ważności nie wykorzystując do tego innych. Lepiej rozumiemy siebie i budujemy nową dobrą relację z samym sobą. To prawdopodobnie pozwoli nam budować zdrowe relacje z innymi ludźmi.

Magdalena Lewicka
psycholog, psychoterapeuta
www.PsychoterapiaWola.pl
Add a comment...

Post has attachment
LEKARZ PSYCHIATRA MICHAŁ SUCHACZ PRZYJMUJE W PORADNI PSYCHOTERAPIA WOLA - www.psychoterapiawola.pl

Ukończył Akademię Medyczną w Warszawie w 2005 roku. Doświadczenie zawodowe zdobywał między innymi w Mazowieckim Specjalistycznym Centrum Zdrowia im. prof. Jana Mazurkiewicza w Pruszkowie (tzw. Szpital w Tworkach) oraz w Poradni Profilaktyczno-Leczniczej Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie.
Zajmuje się diagnostyką i leczeniem zaburzeń depresyjnych, lękowych (nerwicowych), psychotycznych oraz bezsenności u osób dorosłych.
Photo
Add a comment...

Post has attachment
Wait while more posts are being loaded