Przed zderzeniem z ziemią w kokpicie pojawia się osoba postronna, zdaniem niektórych ekspertów dowódca sił powietrznych gen. Andrzej Błasik. Zachęca pilotów do lądowania. Na cztery minuty przed katastrofą widoczność wynosi już jedynie 200 metrów. Mimo tego samolot kontynuuje zniżanie.

- 400 metrów - mówi nawigator.
- Ktoś tu zawinił - dodaje inny głos.
- Mówisz do widzenia - stwierdza drugi pilot.
- Nieee, ktoś za to beknie - odpowiada dowódca.
- Pomysły! - naciska dowódca sił powietrznych.

Tupolew schodzi jednak o wiele za szybko. Tak, jakby zniżała się o dwa piętra na sekundę.

- Dochodź wolniej - ostrzega drugi pilot, w tym czasie ktoś czyta informacje o tempie schodzenia. Samolot bardzo szybko zbliża się do ziemi. Pod koniec nagrania słychać trzaski łamanych gałęzi.
- Ku...a mać! - krzyczy dowódca.

To ostatnie słowa, jakie słychać na nagraniu. Chwilę później prezydencki tupolew rozbił się o ziemię.
Shared publiclyView activity
Related Collections