Profile cover photo
Profile photo
Adwokat - Wojciech Szpara
About
Adwokat - Wojciech Szpara's posts

Post has attachment
Kot kancelaryjny...( temat nie tylko dla kociarzy )

Rok „produkcji” : 2007 
Przebieg  : nieznany ( wysterylizowana )
Kraj pochodzenia : USA ( Arizona )
Marka : nieznana 
Model : „Mrużka” ( poprzednio „Kaczuszka”)
Stan : dobry ( drugi właściciel od 6 miesięcy )
Wymiary : długość całkowita  1,2 m
Masa własna : około 5 – 6 kg wraz z futrem
Hamulce : zależne od stopnia „przycięcia” pazurków
Zawieszenie : miękkie 
Prowadzenie : dość trudne ale wdzięczne
Napęd : na cztery łapy
Przyśpieszenie : znakomite
Prędkość maksymalna : nie testowano
Spalanie : 100 gramów dobrego „paliwa” na dobę
Ostatni przegląd : wiosna 2013r. ( u autoryzowanego weterynarza )

Uwagi : wymaga okresowej zmiany paliwa i uszlachetniaczy ( rybka, wątróbka, filecik )
                  

Właściwie to tytuł jest mylący. Po pierwsze znajoma księgowa, z którą rozmawiałem, stwierdziła autorytatywnie, że nijak nie da się zaliczyć mojej kici do środków trwałych. W sumie chyba rozumiem o co chodzi, bo jak miałbym np. obliczać amortyzację. Pod drugie kota przecież nie zatrudnię. Pensji nie wypłacę ( niby jak  to zrobić i w jakiej walucie ). Myszy w kancelarii nie mam, więc pod tym względem byłaby praktycznie bezrobotna. Nie wiem też, jak miałbym obliczyć podatek dochodowy od tego stworzonka i co należałoby zrobić ze składkami ZUS – odprowadzać, czy nie i w jakiej wysokości, a do tego jak właściwie miałbym ustalić, od kiedy kici przysługują uprawnienia emerytalno – rentowe ? Aha... a koszty uzyskania przychodu... czy taki np. „Whiskas” wlicza się w to czy też nie ? Zresztą kicia w kancelarii  się nie  udziela. Całymi dniami siedzi w domu i jej podstawowym zadaniem jest ułożenie domowników do snu przyjaznym mruczeniem na dobranoc. Łagodzi też różne niepożądane konflikty i w ogóle samą swoją obecnością powoduje, że człowiek już od rana ma ochotę się uśmiechnąć - nawet do  własnej żony. Jak więc z tego wynika, pełni  rolę wyjątkową i jest dla domowego ogniska całkowicie nieodzowna. Od pewnego jednak czasu zauważyłem, że kocina ma szczególne inklinacje do papierkowej „roboty”.  Zrazu nieśmiało, a później coraz pewniej zaczęła buszować w moich szafkach z aktami. Początkowo ograniczała się tylko do typowej dokumentacji księgowo – podatkowej. Interesowały ją zwłaszcza faktury od klientów, jakby chciała sprawdzić, czy jej pan jest w stanie zapewnić kotkowi godziwe warunki bytowe. W końcu kocia karma trochę kosztuje, a ulubione przysmaki kici są dość drogie. Po pewnym czasie kotka rozszerzyła swoje zainteresowania o akta klientów.
Do niektórych podchodzi z entuzjazmem, na inne zaś kręci nosem i prycha, jakby chciała powiedzieć: „ ta sprawa śmierdzi, ty jej lepiej nie bierz, dobrze ci radzę”. Od niedawna zaczęła także „studiować” co poniektóre kodeksy. Zwłaszcza „interesują” kicię te stare. Znalazła np. upodobanie w kodeksie karnym z 1932 roku... i nie wiem, czy chodzi jej o zatęchły zapach staroci, czy też akceptację uzyskał pożółkły już kolor kartek. Ma w ogóle jakąś dziwną słabość do papierów. Każdy „świstek” musi być porządnie obwąchany, a mordka obowiązkowo wsadzona w choćby najbardziej niedostępny kącik. Przy tym im więcej kurzu, tym dla kici więcej atrakcji. Przyznać  trzeba, że szkód nie czyni. Żadne tam gryzienie czy rwanie pazurkami nie wchodzi w grę. Tajemnicy adwokackiej też chyba dochowa - co jest w tej sytuacji wartością samą w sobie. Bezcenne jest także  kocie mruczenie, „barankowanie” i sama obecność tego stworzonka, które potrafi poprawić człowiekowi nastrój w każdych właściwie okolicznościach. Wystarczy zresztą oderwać wzrok od papierzysk, by spoczął na przesympatycznych, ufnie wpatrujących się we mnie ślepkach i już jest mi lepiej. A jest przy tym na co popatrzeć – 6 kilogramów puszystej miękkości, długiej na ponad metr ( gdy się smacznie wyciągnie na dywanie ), wielkie oczy i ogon jak u wiewiórki; gdy chodzi, nosi go dumnie do góry, zarzucając przy tym zalotnie bioderkami niczym modelka na wybiegu. Cóż tu jeszcze dodać ? „Mrużka”  – bo tak się wabi obecnie mój siódmy cud świata – to taka kocia „Florence Nightingale”. Ostatnio, gdy uszkodziłem sobie ścięgno w stopie,  przyszła, dokonała szczegółowych oględzin, pisnęła cichutko i próbowała zgoła nie po kociemu wylizać bolące miejsce. Niewtajemniczonych uprzejmie informuję, że wylizywanie przez kota wiąże się z wrażeniami zgoła osobliwymi. Odczucie jest takie jakby człowieka „podpieszczano” jednocześnie aksamitem i papierem ściernym, a jak ktoś ma jeszcze łaskotki to może zejść z tego świata ze śmiechu. Po zafundowaniu mi tej „pieszczoty”, „Mrużka” owinęła mi się wokół nogi i ułożyła na stopie ( ze szczególnym uwzględnieniem bolącego miejsca ), nie zapominając przy tym uruchomić głębokiego, wibrującego mruczenia. Zaszczycony w ten sposób starałem się - choćby ze względu na tzw. „dobre wychowanie” -  nie ruszać z miejsca przez kilka minut. W nodze tymczasem robiło się  coraz cieplej i odczuwałem tam lekkie mrowienie. Po kwadransie ból zniknął. I jak tu nie kochać takiego stworzenia, co to nie tylko usiłuje pomóc w pracy, ale na dodatek wyręcza służbę zdrowia ? Nie bez znaczenia jest także i to, że kicia umie się znaleźć także w delikatnych sytuacjach. Np. rozumie, że jak już panu zdarzyło się wyjątkowo mieć kaca ( bo akurat spotkał się kolegami z liceum, których nie widział ciężkie lata ), to należy zapewnić „pacjentowi” spokój i ciszę. Piwa wprawdzie mi nie przyniosła, ale już  słoik z sokiem z kiszonej kapusty stojący w szafce „wytoczyła”  na środek kuchni, ocierając się oń znacząco i trącając łapką, jakby chciała powiedzieć: „to ci na pewno pomoże”. Hmmm.... nie wiem, jak najlepiej odmalować obraz kici. Wiem, że poniżej będą zdjęcia,  lecz żadne z nich nie potrafi oddać szczególnego uroku „Mrużki”. Zwierzęta z reguły nie lubią patrzeć człowiekowi prosto w oczy. Ta potrafi wbić we mnie wzrok i nie odwraca głowy bardzo, bardzo długo. Ma przy tym spojrzenie wysoce wyraziste, co przy wyjątkowo dużych oczkach powoduje, iż ma się uczucie, jakby chciała człowiekowi swoim wzrokiem sięgnąć głęboko - aż do żołądka. Jeśli jeszcze przy tym wywróci się na plecy i leży w pozycji na „odwrócone podwozie” z przednimi łapkami skulonymi przy pyszczku, a tylnymi szeroko rozrzuconymi na boki, zerkając „zalotnie”,  to wydaje się, jakby chciała wymruczeć: „jestem cała twoja”. Inna cecha szczególna to wydawane przez nią dźwięki. W zasadzie nigdy nie miauczy - jeśli już, to bardzo cichutko i subtelnie. Zamiast tego dysponuje całą gamą przesympatycznych „gruchnięć” przypominających do złudzenia co delikatniejsze gruchania gołębi, a gdy śpi, potrafi robić czasem „rowerek” łapkami i popiskiwać lub wzdychać. Pewnym mankamentem jest jej zdolność do chrapania. Przytrafia się jej to na całe szczęście rzadko, bo gdyby było inaczej musiałbym chyba kłaść się do łóżka z korkami w uszach. Kicia potrafi bowiem tak „chrapnąć”, że nie powstydziłby się tego stary chłop po całym dniu ciężkiej fizycznej pracy i mocno „zakrapianym” wieczorze. Gdy zrobiła to u mnie  pierwszy raz, przestraszyłem się, że jest ktoś w domu, o kim nic nie wiem. Z „wad” kotki mogę dodać długie gęste i miękkie futerko świetnie wyglądające, ale trudne w utrzymaniu. Mimo czesania, tu i ówdzie pojawiają się filcowate kołtunki, z którymi w żaden sposób nie potrafię sobie poradzić. „Mrużka” owszem wylizuje się języczkiem w każdej wolnej chwili, lecz mam wrażenie, że to jej nie pomaga, a czasem wręcz przeszkadza, bo potrafi końce włosów „ukręcić” w świderki, co zwłaszcza dotyczy wydatnej kryzki pod szyją. Na koniec jeszcze jeden mankamencik kici. Boi się „Mrużka” przeważnie nie tego, co trzeba. Przerażają ją zwłaszcza odgłosy cywilizacyjne jak np. spadający ze stołu widelec, burczenie odpalanego sto metrów dalej motocykla, grzmot odległej burzy, dźwięk przelatującego 10 kilometrów wyżej odrzutowca i metaliczny klekot śmieciarki. Natomiast gdy raz w nocy zaszczekał nagle przechodzący ze dwa metry dalej potężny „rottweiler”,  to ja mało nie wyskoczyłem z butów , a kicia ani nie drgnęła. Popatrzyła tylko leniwie w jego stronę i błysnęła oczami w taki sposób, jakby chciała powiedzieć: „bądź cicho, bo jak podejdę bliżej, rozszarpię cię na strzępy”. Wprawdzie pomiędzy nią a psem był jeszcze metrowy płotek, lecz biorąc pod uwagę potencjalne możliwości rottweilera był to szczegół nie wart uwagi. W każdym razie ewentualny obserwator tego krótkiego „spięcia” raczej obstawiłby pewnie, że jak przyjdzie co do czego, to kotka zastawi sobą pana, a nie pan kotkę. Była po tym zajściu wyraźnie zadowolona i dumnie wznosiła ogon, zerkając na mnie wymownie i wyrażając całą swoją postawą pewność siebie i satysfakcję, którą ja zresztą pogłębiłem podwójną miseczką jej ulubionego smakołyku. W ogóle to w nocy budzą się w tej niewinnie wyglądającej kiciuni jakieś instynkty pradawnych przodków sugerujące raczej pokrewieństwo z lwem, tygrysem czy pumą niż z szanującym się kanapowcem. 

Na koniec ukłon skierowany do poprzedniego, wieloletniego zresztą właściciela kici, który zmuszony niezależnymi od siebie okolicznościami przekazał ten  skarb natury  w moje ręce. Mianowicie kicia nie tylko jest dobrze utrzymana, ale także świetnie ułożona i wychowana. Osiągnięcie takiego efektu wymagało z pewnością nie tylko czasu, cierpliwości oraz wysiłku, ale także  serca włożonego w kocią egzystencję. Postaram się, by kici było u nas dobrze. Obawiam się jedynie, że wspólnie z pozostałymi domownikami możemy ją „rozpuścić na dziadowski bicz”, bo wszyscy tak ją lubimy i tak rozpieszczamy, iż rzeczywiście kotce może się przy tym wszystkim dokumentnie „przewrócić w łebku”. 

#cat , #kitten , #Caturday ,   #kot , #barrister , #pussy ,   #adwokat  , #prawo    
PhotoPhotoPhotoPhotoPhoto
2013-08-08
19 Photos - View album

Post has attachment
Mały kamyczek do dyskusji na temat pomysłów łączenia różnych zawodów. Poniżej link do artykułu autorstwa radcy prawnego, który obawia się, że przymusowo będzie musiał zajmować się sprawami karnymi... cyt.  "znam wiele osób, które aplikację radcowską wybrały dlatego, że z różnych powodów chcą się trzymać z daleka od prawa karnego. Sam jestem jedną z nich. Zmuszanie nas do dogłębnego zapoznawania się z dziedziną, którą nie mają zamiaru się zajmować i nigdy nie będą, jest nieproduktywne i nie fair".

Świetnie rozumiem te obawy. U mnie wprawdzie jest odwrotnie bo znakomita większość  spraw, którymi się zajmowałem ogranicza się do prawa karnego ale też nie chciałbym zajmować się czymś o czym mam słabsze pojęcie. Wyrzucony na mieliznę cywilistyki czuję się niekiedy jak ryba przemocą wyciągnięta z wody.  Oczywiście...wszystkiego można się nauczyć ale nie wierzę by można było być dobrym jednakowo we wszystkich możliwych dziedzinach. Z faktu, że krawiec i szewc posługują się igłą nie wynika, iż nagła zamiana ról dobrze zrobi ich klientom.  Jeśli będą zdolni i pracowici to w końcu sobie poradzą.  Zanim to jednak nastąpi zepsują dziesiątki par butów, spodni, płaszczy czy garsonek...



Prawie Mount Everest ...


...czyli ...trzymajmy kciuki za Jolkę!

W najbliższych czterech dniach czyli od 19 go do 22 marca 2013 roku moja ( formalnie już była ) aplikantka Jolanta Hończak będzie zdawała egzamin adwokacki. Uprzejmie proszę o pozytywne myślenie i trzymanie kciuków za Jolę :). Serdecznie jej współczuję bo szczerze mówiąc, gdyby ktoś teraz kazał mi przebrnąć przez to co ona musi przejść,  zapewne padłbym na zawał serca.

Zdecydowanie taki egzamin ( czy raczej seria egzaminów ) to wielki stres i ogromne wyzwanie. Trzeba posiadać wiedzę teoretyczną, którą zdobywa się przez 5 lat studiów prawniczych i 3 i pół roku aplikacji. Konieczny jest także całkiem spory  zakres wiedzy praktycznej. Wszystko to zaś trzeba zdać w ciągu czterech dni. Samo określenie ( choćby bardzo skrótowe ) obszaru w którym musi się poruszać osoba egzaminowana zajęłoby mnóstwo czasu i miejsca. Przykładowo można wymienić np. zdradliwe lasy, bory i puszcze :

• materialnego i procesowego prawa karnego, 
• materialnego i procesowego prawa wykroczeń, 
• prawa karnego skarbowego, 
• materialnego i procesowego prawa cywilnego, 
• prawa rodzinnego i opiekuńczego, 
• prawa gospodarczego, 
• spółek prawa handlowego, 
• prawa pracy i ubezpieczeń społecznych, 
• materialnego i procesowego prawa administracyjnego, 
• postępowania sądowoadministracyjnego, 
• prawa Unii Europejskiej, 
• prawa konstytucyjnego, 
• prawa o ustroju sądów i prokuratur, samorządu adwokackiego i innych organów ochrony prawnej działających w Rzeczypospolitej Polskiej oraz warunków wykonywania zawodu adwokata itp. itd.

Czy można sobie to jakoś wyobrazić ? Hmmm....szczerze w to wątpię ale postaram się przedstawić problem w możliwie obrazowy sposób. Pomoże mi w tym kilka liczb. Nie jestem w stanie podać ile dokładnie obowiązuje w Polsce aktów prawnych ale wiem co mniej więcej zawierają bazy elektroniczne programów prawniczych. W takim razie kilka kliknięć i co widzimy ...?  Otóż wersje okrojone ( ograniczone w zasadzie tylko do tego co obowiązuje ) pozwalają wyświetlić około  : 56 000 tekstów aktów prawa powszechnego, 35 000  tekstów aktów prawa resortowego, 798 000 tekstów aktów prawa miejscowego, 700 000 orzeczeń sądowych, 10 000 wzorów pism procesowych ponad 106 000 pozycji bibliografii prawniczej. Typowy papier do kserokopiarki ma grubość około 0,08 mm ( dla ułatwienia obliczeń przyjmijmy, że ma 0,1mm ) . W jednym metrze mieści się 1000 milimetrów. Teraz załóżmy, że każde orzeczenie, akt prawny, książka prawnicza itp. da się zmieścić na jednej kartce papieru ( co oczywiście jest fikcją gdyż sporo z nich wydrukowanych bywa na kilkudziesięciu bądź kilkuset stronach ). Zestawmy z tego w naszej wyobraźni stosy ( kartka na kartce ). W takim razie orzecznictwo Sądu Najwyższego i Sądów Apelacyjnych stałoby się jednym z najwyższych obiektów w Polsce ( ponad 700 metrów) ,a samo zestawienie obowiązujących aktów prawnych sięgałoby niejednej wieży kościelnej. Gdyby zaś przyjąć, że jedno orzeczenie, jeden akt prawny czy jedna książka prawnicza składają się średnio nie z jednej lecz  z dziesięciu kartek papieru to osiągnęlibyśmy z takich stert wieżowce o wysokościach  zbliżonych do Mount Everestu !!!

Dlatego też trzymajmy kciuki za Jolę i za tysiące innych aplikantów, którzy muszą jakoś wspiąć się na te szczyty i zejść z nich potem bezpiecznie na ziemię.

Post has attachment
Czy... i dlaczego istnieją sprawy w których molestowane seksualnie dziecko nie może mieć adwokata z wyboru , a oskarżony może mieć trzech ? :(.

Na początek małe zastrzeżenie. Proponowany tekst jest jedynie zbiorem moich luźnych dywagacji snutych niedawno w trakcie gorączki ( mam nadzieję, iż nie pod jej wpływem ) i absolutnie nie wolno go traktować jak prawdy objawionej. Nie posiadam też gotowych recept których zastosowanie mogłoby uzdrowić ciężko chore sytuacje jakie opiszę ( a za napisanie tego ...”czegoś”... chyba nigdy bym się nie zabrał gdyby nie to, że matka natura zafundowała mi niedawno po zmianach pogody inwazję wyjątkowo „walecznych” mikrobów dzięki którym do momentu przynajmniej częściowego „odstrzelenia ich” przez mój układ odpornościowy miałem sporo wolnego czasu).  Zapraszam do przeczytania uprzedzając jednak, że tekst jest dość obszerny.

Post has attachment
Ring wolny czy tylko mi się tak wydaje ? - spór pomiędzy Sądem Najwyższym, a Trybunałem Konstytucyjnym :)

Zastrzegam na wstępie, że nie czuję się władny rozstrzygać czy nieco zastarzały problem jaki tu opisuję ma rzeczywiście miejsce czy też istnieje tylko w mojej wyobraźni. Być może problemu w ogóle nie ma i robię z igły widły. Możliwe, że to co się dzieje jest tylko kolejnym przejawem wciąż rozwijającej się w Polsce demokracji. Wyczuwam jednak pewne zagrożenia na przyszłość. Jako prawnika problem rzeczywistego lub urojonego sporu pomiędzy Sądem Najwyższym, a Trybunałem Konstytucyjnym jeszcze mnie osobiście nie dotknął. Moi klienci też na razie z tego powodu nie cierpią. Jeśli jednak to „coś” co tylko „kiełkuje” urośnie sobie troszeczkę to może przyprawić w przyszłości niejednego o poważny ból głowy. Boję się jednak, iż jak ten spór się rozwinie to w przyszłości pewność i stabilność prawa stanie pod znakiem zapytania. Już widzę w swojej wyobraźni sędziów wydających w pierwszej czy drugiej instancji wyroki, którzy siedzą z podkrążonymi oczami gdzieś w nocy i przy kolejnej kawie zastanawiają się w oparciu o orzecznictwo którego ze strażników praworządności mają orzekać : Sądu Najwyższego czy Trybunału Konstytucyjnego ? Wyobrażam też siebie samego mozolnie przerabiającego jakiś temat przy okazji sporządzania opinii prawnej i klientów, którym nijak nie będę w stanie wyjaśnić dlaczego właściwie nie jestem w stanie jednoznacznie wypowiedzieć się co jakiejś kwestii prawnej. Niewykluczone, że prawnicy będą mieli problemy z interpretacją sprzecznych orzeczeń w sprawach w których SN i TK wejdą sobie w drogę. No dobrze ... my ( prawnicy ) jakoś sobie poradzimy. Będziemy mieć co najwyżej większe pole do popisu. Tu i ówdzie pociągniemy procesy jeszcze przez rok lub dwa ale nie sądzę by dla przeciętnego obywatela cokolwiek dobrego z tego wynikło!

Post has shared content
Wyjątek od wyjątku.
Ogłoszenie

Poszukujemy aplikanta II roku aplikacji adwokackiej
wymagana bardzo dobra znajomość prawa i postępowania cywilnego i prawa gospodarczego jak również
bardzo dobra znajomość języka angielskiego w mowie i piśmie.
Osoby zainteresowane prosimy o nadsyłanie do dnia 25/01/2013 r. cv wraz z listem motywacyjnym na adres: kancelaria@agnieszkapietrzak.pro w treści maila wpisując "rekrutacja".

Post has attachment
Stary "news" choć nadal aktualny.
Protestują sędziowie i prokuratorzy, a ja czasem zastanawiam się gdzie przy tym są asystenci i pracownicy sekretariatów. Ci pierwsi mogą wszak próbować "przejść" do adwokatury lub radcostwa. W razie masowych przejść pewnie ktoś oprzytomnieje. Gorzej z tymi drugimi choć przecież bez nich  efektywnie  pracować nijak się nie da.

Post has attachment
Wyobraźmy sobie, że którejś nocy gdy mocno i smacznie śpimy staje się cud. Wstajemy rano i nagle okazuje się, iż wszyscy ludzie na tym globie zaczynają się stosować „tylko” ( i „aż” ) do tego jednego jedynego „przepisu” powodującego, że 90% prawników straciłoby pracę.

O tym co to za cudowny „przepis” , którego przestrzeganie mogłoby zasilić urzędy pracy całą armią bezrobotnych sług prawa -  w tekście ( wg. linku poniżej ).

Post has attachment
Poszukuję od dłuższego czasu spadkobierców po Leszku Puskarzu , synu Wojciecha i Antoniny z domu Pikuła.  Jest do odebrania 5117, 00 zł w Sądzie Rejonowym w Dębicy z tytułu  odszkodowania  na rzecz w/w za nieruchomość oznaczoną jako działka nr: 180/30 o pow. 0,0334 ha położoną w Zawadzie gm. Dębica, która przeszła z mocy prawa na własność Skarbu Państwa. Dokładniejsze informacje - link poniżej.

Post has attachment
Ot taka koszmarna historia sprzed półtora roku, którą wówczas bardzo przeżyłem. Dowiedziałem się wtedy od żony ( a ona z mediów), że mam syna. Przy czym „syn” ten miał spowodować wypadek drogowy ze skutkiem śmiertelnym, a ja miałem dopuścić się bliżej nieokreślonych „przekrętów” po to by uniknął on odpowiedzialności karnej. Otrzymać taką informację  nie jest miło – zwłaszcza od żony i to w przypadku gdy się jest bezdzietnym. W każdym razie wykorzystałem w celu stosownego dementi swoją stronę internetową i przyznaję, że wtedy w końcu do czegoś mi się naprawdę przydała. Zanim jednak to zdementowałem  było moi udziałem kilka doświadczeń, których nie chciałbym przechodzić po raz wtóry. Świat zewnętrzny zrobił się dziwnie nieprzyjazny ... zresztą co tam świat ...najgorzej było z żoną :). 
Wait while more posts are being loaded