Profile cover photo
Profile photo
Katarzyna Suchecka (Drakarina)
150 followers
150 followers
About
Katarzyna's posts

WPIS NA TEMAT TZW. #drakarinagate

Tłumaczyłam się już na hangoucie międzyfrakcyjnym oraz graczowi PanCogito na commie, ale primo - nie wszyscy gracze ten hangout/comm czytali, a secundo - i tak mi nie uwierzono. Uznałam więc, że dalsze tłumaczenie się jest głosem wołającego na puszczy i dałam sobie z tym spokój.

Wpis zamieszczam jedynie dlatego, że zostałam poproszona o „oczyszczenie atmosfery” przez jagoku i pośrednio przez myszka. Gracze ci uważają, że pomimo mojej słabej aktywności w Ingressie (z powodu szczęśliwego posiadania licznej rodziny), nie powinnam rezygnować z grania. Aktualnie jednak, jest mi obojętne, czy ludzie to czytający mi uwierzą. Mogę dla was pozostać oszustką i multikonciarą. Życie nauczyło mnie, że każdy wierzy w to, w co chce wierzyć i że nie każdemu da się dogodzić.

WERSJA SKRÓCONA (dla zabieganych)

Czego nie robiłam:
· Nie używałam kont synów do obstawiania portali, żeby miały wyższy level.
· Nie założyłam synom kont, żeby mieć je dla siebie.
· Nie łapałam AP na nie swoich kontach, żeby wbić graczowi wyższy level.
· Nie farmiłam z 2/3/4/5/X kont, żeby mieć więcej sprzętu i „zalewać” nim miasto.
· Nie spoofowałam, żeby rozwalić komuś portal.
· Nie gadałam do siebie na commie, żeby udowodnić, że nie gram sama.

Co robiłam:
· W 2013 roku, z braku innych możliwości, grałam z dwoma synami na zmianę, na jednym tablecie. (Dzisiaj regulamin TOS już tego zabrania.)
· Po sugestii bardziej doświadczonego gracza, zgłosiłam koło domu tzw. domówkę.
· Prosiłam syna, który ma 8lvl, a ostatnio rzadko już grał, o dostawianie się do domówki, co pozwalało na uzyskanie portalu L6.
· Prosiłam innych graczy o dostawianie się do domówki, co pozwalało na uzyskanie portalu L7.
· Dzieliłam się z innymi graczami sprzętem, który z braku czasu oraz zielonych portali w mieście, nie był mi potrzebny.
· Jeśli nikt inny też nie chciał sprzętu, a ja miałam go więcej niż pojemność ekwipunku, trzymałam go na koncie starszego syna.
· Kiedy syn przestał grać, nie poprosiłam go, żeby usunął swoje konto.
· Wspomagałam ludzi jeżdżących na anomalię.

Co w związku z tym?
Nieuczciwością z mojej strony było używanie konta syna, jako tzw. plecaka. Plecak nie był mi szczególnie potrzebny, ponieważ miałam możliwość pozbycia się sprzętu w tradycyjny sposób, czyli przez oddanie go komuś. Nie zawsze jednak udawało mi się znaleźć graczy, którzy chcieli go ode mnie zabrać. Uznałam więc, że nikt nie ucierpi, jeśli przechowam go do tego czasu na plecaku.
Popełniłam jednak błąd, bo okazało się, że niektóre osoby poczuły się tym dotknięte. Osoby te przepraszam.











A teraz „tłumaczenie się za przodków”, czyli

WERSJA DŁUGA
(to samo, ale dla wielbicieli dram, oper mydlanych oraz tanich czytadeł i wspominania zamierzchłych czasów).

Na początku mojej przygody z Ingressem gra wciągnęła mnie bardzo. Na tyle, że postanowiłam zachęcić do grania również rodzinę, ponieważ jest to całkiem dobry sposób na ruszenie tyłka z kanapy/wspólne zwiedzanie okolicy/a nawet wspólne łażenie po górach, bo i tam są portale. Mój mąż zaczął grać niezależnie ode mnie, i wcześniej niż ja. (Jeśli kogoś to interesuje, to założył konto o nicku Spajk i osiągnął 6 lvl). To nie on jednak zachęcił mnie do grania, tylko mój brat, mieszkający obecnie we Wrocławiu. Mąż natomiast nie pograł zbyt długo, gra szybko go znudziła. Nie pomogło moje wyciąganie go na spacery, ani zachęcanie do hakowania domówki, którą był sięgał przecież z kanapy. W końcu przestał grać i konto usunął. Wiem, że usunął stąd, że tak mi powiedział. Oraz, z ciekawości sprawdziłam kiedyś jego nick. Znalazłam konto o nazwie spajk, ale pisane z małej litery i gracz ten gra gdzieś daleko, chyba nawet nie w Polsce, więc nie jest to konto mojego męża.
Po, bodajże, dwóch miesiącach grania we dwoje, postanowiłam wciągnąć do gry swoje dzieci, których miałam trzy sztuki. Starszy syn założył konto o nicku MinecraftPvP, młodszy o nicku NPCHerobrine (skąd się wzięły takie nicki, niektórzy się pewnie domyślą). Najmłodsza córka odmówiła grania i nigdy nie miała żadnego konta w Ingress. Na jednym ze spędów w Karmie, w Świdnicy podała nick Cleo (od potwora z Monster High), ale było to na potrzeby udziału w konkursie rysunkowym. Nigdy nie miała konta o tym nicku w Ingress, gra kompletnie jej nie zainteresowała.

Początki gry zbiegły się z epoką, kiedy w Polsce smartfony dopiero wchodziły do powszechnego użytku. (Owszem, już wtedy były dostępne dość wydajne Samsungi Galaxy czy Xperie, ale kosztowały ok 2 tys. i nie było mnie na nie stać.) Mąż miał swojego smartfona, a mnie dał na urodziny tablet z 3G. Dzieci, natomiast, nie posiadały żadnych telefonów, ani smatfonów, ani nawet zwyczajnych komórek do dzwonienia. Początkowo więc, z braku laku, ja i moi synowie, graliśmy na zmianę na moim tablecie. Wtedy TOS tego nie zabraniał (nie pamiętam, czy regulamin doprecyzowano późnej, czy jak to wyglądało). Z dzisiejszego punktu widzenia, gdzie w regulaminie jest jasno określone: „jedno urządzenie - jedno konto”, to byłoby to niezgodne z TOS. Ale dzisiaj już nie ma problemu, mamy na czym grać.

Wracając…
Z graniem na jednym tablecie radziliśmy sobie kiepsko, ponieważ jednocześnie mogła grać tylko jedna osoba. Wyglądało to tak, że ja obstawiałam połowę każdego portalu ze swojego konta, po czym przelogowywałam się, oddawałam synowi tablet, a on, ze swojego konta, obstawiał resztę. Było to bardzo kłopotliwe i niewygodne oraz czasochłonne.

Od samego początku byłam podejrzewana o granie multikontem, choć ze słyszenia wiem, że nie ja jedna w Polsce miałam podobną sytuację. Problem był zwłaszcza z młodszymi dziećmi, którym nie kupowało się drogich smartfonów. Młodszy syn miał wtedy 11 lat i nawet gdyby było mnie stać, nie kupiłabym mu takiego smartfona.

Żeby jakoś uniknąć tej sytuacji, szukałam tańszych smartfonów. Mieliśmy na przykład Samsunga Galaxy Pocket (z wyświetlaczem 2,8 cala (realy!). Problemem jednak nie była wielkość tych telefonów, tylko szybkość ich działania. Np. xmp odpalało się przez ok. 0,5 - 1 minuty, tyle samo czasu zabierało wstawienie jednego(!) rezonatora do portalu. Nie muszę chyba dodawać, że krew mnie zalewała. Samsung Galaxy Mini też nie spisał się dużo lepiej.

Ale gracze, którzy grali ze mną, wiedzieli, że nie gram sama, tylko z młodszym synem (starszy dość szybko zrezygnował) i widzieli nie raz sytuację, z którą się męczyliśmy.
Potrzebne konkretne przykłady? To prosz. Pamiętam raz z Pawłem (McCool) i moim synem byliśmy w Książu. Najpierw ja obstawiłam portale ze swojego konta, potem oddałam tablet NPCHerobrine, żeby grał dalej z Pawłem. Malowanie centrum miasta w Jeleniej Górze z ówczesnymi graczami Butterfly79 i Robroj i kilkoma innymi. Byliśmy tam razem, ale grał tylko syn. Gdyż/ponieważ, przełączanie kont w większej grupie, przemieszczających się graczy, zmuszonych do stania i czekania aż się przelogujemy i dostawimy się do portali, było nierealne. W późniejszych czasach były liczne farmy, kilka razy w Bolesławcu, kilka w Szczawnie Zdroju, w Legnicy, w Książu, w Mokrzeszowie, w Sobótce, w Świdnicy na Kościele Pokoju, w Świebodzicach, oraz rzecz jasna w Wałbrzychu. Zapytajcie kogo chcecie, z osób, które były na tych wydarzeniach - mój syn zawsze był ze mną.
Niestety w momentach przelogowywania się zdarzało się, że mówiłam coś na commie do innych graczy. Było mi potem strasznie głupio się tłumaczyć, bo faktycznie wyglądało to jakbym to ja grała kontem syna. Nie mam pretensji do osób, które tak pomyślały, bo sama bym tak pomyślała na ich miejscu.

I w końcu (alleluja) nadeszła epoka chińskich podróbek. Które choć nie były tanie, to już zdecydowanie bardziej przystępne, niż markowe Samsungi, a do tego posiadały podobne parametry techniczne. Za pieniądze pożyczone od brata, szarpnęłam się na MyPhone, na którym wreszcie dało się normalnie grać w Ingressa i na którym śmigam do dzisiaj. Tablet był już mocno wysłużony, zaliczył rozwalenie ekranu i szwankował, ale jako tako jeszcze dawał radę. Oddałam go więc na użytek synowi i z takim arsenałem pojechaliśmy na primary w Krakowie. Super zabawa!

Drugi syn, MinecraftPvP, znudził się Ingressem bardzo szybko i przestał grać po osiągnięciu 7lvl. Również możecie spytać, kogo chcecie, czy w momencie, kiedy ja grałam, pojawiały się w tych samych portalach rezonatory MinecraftPvP, a jego nie było widać w pobliżu? Nie grał, to się nie pojawiały. Zdarzało się nawet, że było odwrotnie, MinecraftPvP był ze mną, bratem i innymi graczami na farmie, czy malowaniu miasta ale nie grał, bo nie miał na czym. (Do tej pory, zresztą, mimo że chodzi już do gimnazjum, nie posiada smartfona, ani nie chce nawet nosić zwykłego telefonu, ponieważ ma awersję do „elektronicznych smyczy”).

Zdarzyło się też, że udostępniłam swoje urządzenie jeszcze innemu graczowi. Odwiedził nas kiedyś kolega z pobliskiego miasta. Podczas wspólnego malowania Wałbrzycha i Książa okazało się, że ma ogromne problemy z GPSem. Rzucało go po całej okolicy. Zaoferowałam mu wtedy skorzystanie z mojego telefonu, a sama robiłam za szofera i przewodnika. Po wszystkim, usunął swoje konto z mojego urządzenia. Czy pomaganie w takiej sytuacji też było oszustwem? Przemyślcie to sobie i zachowajcie swoją opinię dla siebie, ja mam własną.

Niektórzy podejrzewali, że gram kontem syna będąc w domu (na tzw. domówce), ponieważ na IITC można było zobaczyć, że portal domowy jest hackowany z jego konta w nocy albo w tzw. „godzinach, kiedy dzieci są w szkole”. Ponieważ nie jestem w stanie w żaden sposób, nikomu udowodnić, że to nie ja grałam, nie będę nawet się wysilać i opisywać sytuacji, kiedy syna nie było w szkole w dzień powszedni, albo miał lekcje na późniejszą godzinę, albo nie spał w nocy, a ja o tym nie wiedziałam, bo nie sypiam z nim w jednym pokoju. Powiem jedynie tyle, że kiedy wprowadzono glify, syn bardzo polubił glifowanie. Początkowo hakował domówkę dla sprzętu, później już tylko i wyłącznie dla glifów. Kto chce, niech wierzy, kto nie chce, to nie musi. Wielu niebieskich graczy z Wrocławia widziało mojego syna raźno glifującego na farmie w Sobótce.

Teraz, zagadka dla ludzi, którym się wydaje, że gram nie wiadomo iloma kontami:
Fakt: starszy syn znudził się Ingressem po osiągnięciu 7lvl. Zagadka: dlaczego nie grałam jego kontem, że wbić sobie na nim 8lvl? Jak wiecie, dałoby mi to możliwość obstawiania domówki na L7. Bo do tego potrzeba trzech graczy z 8Lvl, a dwóch już było – ja i młodszy syn NPCHerobrine. Wyjaśnienia są dwa: 1. Albo nie starczyło mi inteligencji, żeby na to wpaść, 2. albo……………..?
To jest właśnie zagadka dla was. Nagrodą, za prawidłową odpowiedź, może być intensywny kurs grania w Minecraft :-) Mój syn jest w tym mistrzem. Ja, niestety, kiedy widzę świat, w którym wszystko jest do bólu kwadratowe (nawet słońce), to muszę się nieźle wysilić, żeby udawać zainteresowanie.

O spoof zostałam oskarżona przez gracza, któremu rozwaliłam portale w Głuszycy. (Było to w czasach, kiedy nie było guardianów, ani żadnych innych medali za statystyki, a całkowita ilość portali w Głuszycy wynosiła TRZY sztuki.) Gracz twierdził, że nie dostrzegł mnie na jakiejś kamerze, w czasie, kiedy portale były atakowane, więc jestem spooferką. Możecie się śmiać, ale wtedy nie wiedziałam nawet, co to słowo znaczy i musiałam go zapytać :-) Nigdy nie byłam na tyle komputerowo oblatana, żeby umieć wykonać spoof, zresztą nigdy mnie to nie interesowało. Przecież cały urok Ingressa polega na tym, żeby mieć motywację, do ruszenia tyłka domu, a spoof jest tego całkowitym zaprzeczeniem. Dodatkowo, w tamtych czasach, z racji wykonywanego zawodu, robiłam setki kilometrów po Dolnym Śląsku oraz ościennych województwach. Zwiedziłam przy tym całe mnóstwo miast i miasteczek. Raz nawet, z małą pomocą mojego brata i myszka, zrobiłam field, który przykrył połowę Dolnego Śląska (między Wrocławiem, Bolesławcem i Kudową Zdrój). Żeby go zrobić wystarczyło zdjąć JEDNEGO (!) crossa. Takie to czasy były.

Teraz dochodzimy do mojej winy, bo i taka jest.
MinecraftPvP, jak już wspomniałam, dość szybko przestał grać. Nie usunęliśmy jego konta ponieważ, jemu zwisało czy to konto istnieje czy nie, ja natomiast, miałam nadzieję, że on wróci jeszcze do grania. Nadzieję opierałam na tym, że sama kilkukrotnie chciałam skończyć z Ingressem, bo bywały momenty, kiedy gra robiła się śmiertelnie nudna (np. kiedy byłam jedynym niebieskim graczem w mieście). Ale potem zawsze następowało coś, co przywracało mnie na łono Resistance. Jednak po dwóch latach braku objawów zainteresowania Ingressem przez MinecraftPvP, straciłam w końcu nadzieję, że będzie jeszcze grał. Ponieważ wkurzały mnie wieczne oskarżenia o multikonto, zostawiłam je z przekory. Niby po co miałam je usuwać, skoro i tak od dawna byłam multikonciarą? Poza tym konto się przydało. Np. przed wyjazdami na anomalie. O ile, sprzęt dla mnie mieścił się na moim własnym koncie, o tyle, sprzęt, którym chciałam się podzielić, już nie. Do jego przechowania używałam konta MinecraftPvP, które synowi nie było już do niczego potrzebne, a ja miałam do niego dostęp od czasów, kiedy graliśmy na jednym tablecie. Do tego się przyznaję, bo jest to prawda i wszyscy, po tylu latach oskarżania mnie na różnych forach, o tym wiedzieli. Znali też konto MinecraftPvP oraz wiedzieli, że mój syn już nie gra. (Stąd mój wpis na commie o tym, że się pomyliłam i napisałam z konta syna. Po co miałam się wypierać czegoś, co było powszechnie wiadome?)

Okazało się jednak, że jeden zielonych graczy nie był świadomy istnienia tego konta, i kiedy się o tym dowiedział, dostał strasznego ból d..y. Tak strasznego, że zaczął sypać oskarżeniami jak z rękawa, co tylko zdołał wymyślić. Strasznie mnie to śmieszyło, bo byłam wtedy w zaawansowanej ciąży i grałam niemal wyłącznie na portalach, które byłam w stanie dosięgnąć z samochodu. Poczułam się też doceniona, bo twierdził, że jestem jedyną sprawczynią wszystkiego niebieskiego w Wałbrzychu. Ale tak naprawdę to całą robotę w mieście odwalali gracze: krzysiek9100A, chavez2, czarnafura i Jogypai, a później dołączyła jeszcze Makuja i jagoku, a i na nich się nie skończyło. Jednak według zielonego gracza, cytuję: „to ty odpowiadasz za niebieski Wałbrzych, bo siedzisz w domu i hackujesz z trzech kont, a twój sprzęt zalewa Wałbrzych”. Hi, hi. Czyli żaden niebieski gracz nie jeździ na farmy, nie hackuje portali podczas malowania miasta, ani w drodze do/z pracy, a już broń boże nie hackują swoich własnych domówek/pracówek. No bo po co się wysilać, skoro Drakarina siedzi całymi dniami i hackuje, po czym wszystko rozdaje? He, he. Kabaret lepszy niż Hrabi.

Udostępniliśmy wtedy statystyki z mojego konta oraz kont synów, żeby sobie gracze zieloni pooglądali te tony sprzętu wyhaczane z domówki. NPCHerobrine miał w statystykach aż 20 hacków w ciągu ostatniego miesiąca, które to hacki uczynił własnoręcznie na farmie pod Pałacem Czettritzów.
MinecratftPvP miał 7 hacków/mies. Posłużyły one do zdobycia kluczy, co było z mojej strony bezsensownym wygodnictwem, ponieważ trasę, na której hackuję klucze i robię fieldy, pokonuję codziennie czterokrotnie. Do tego zrobione przeze mnie fieldy rzadko kiedy są ściągane przez zielonych graczy, zwykle wiszą tak długo, póki nie wygasną portale. Jeśli z braku klucza nie udałoby mi się postawić fielda jednego dnia, to udałoby się następnego, albo trzeciego, albo czwartego.

Ujawnione statystyki przekonały zielonych graczy, że mówię prawdę. Jedynym wyjątkiem był tylko pan z bolącym tyłem, którego nie przekonały. W tym momencie dotarło do mnie, że przyczyną jego cierpień nie są moje przewiny, tylko coś zupełnie innego. Nasze ukochane miasto przez długi, długi czas było zielonym miastem, bo ja i Jogypai sami nie dawaliśmy rady. A potem nagle, ni z tego, ni z owego, przybyło tylu nowych niebieskich graczy, że stało się niebieskie i pan zielony, z kolegami, nie byli w stanie przywrócić poprzedniej sytuacji. Padłam więc ofiarą jego frustracji.

Żałuję, ale pozyskanie niebieskiego narybku nie było moją zasługą. Nie znałam wcześniej żadnej z nowych smerfów. Jednak jestem przeszczęśliwa, że ich poznałam, bo to świetni ludzie. A ostatnio, kiedy poznałam tylu super ludzi, to byłam na studiach, 20 lat temu..

Pana z bolącym tyłem może lekko usprawiedliwiać fakt, że ponieważ sam jeszcze nie założył rodziny, nie jest w stanie zrozumieć osoby, której dzień w dzień ledwo starcza doby, żeby ogarnąć: wyprawienie dzieci do szkoły, zawiezienie dzieci do szkoły (28 km w dwie strony), zrobienie zakupów, załatwienie spraw w urzędach, posprzątanie, wyprowadzenie psa, zrobienie/powieszenie/poskładanie prania, umycie garów, ugotowanie obiadu, przywiezienie dzieci ze szkoły (kolejne 28 km), latanie z dziećmi po lekarzach/dentystach/dodatkowych zajęciach oraz wieczorne odrabianie lekcji, będące karkołomną próbą wykazania się podzielnością uwagi. Wtajemniczeni domyślą się też, że dzieci, to nie jedyne osoby w rodzinie, które potrzebują mojego czasu. A i jakiś sen też jeszcze by się przydał.
Jeśli ktoś wyobraża sobie, że w tej całej gonitwie, potrafię jeszcze siedzieć i hackować dwoma, trzema, czy czterema kontami, to chyba mnie trochę przecenia. Nie wiem czy dałabym radę zlokalizować tablet syna, w tym bajzlu, który mają w swoim pokoju. A ostatnio mój biedny, rozkojarzony mózg, nie ostrzegł mnie przed nalaniem sobie wrzątku do cukierniczki, zamiast do kubka z herbatą, stojącego obok :-)

Owszem, hackuję. Nie jestem robotem, też chcę mieć coś od życia. Hackuję na mieście, z samochodu i w domu. Przed urodzeniem najmłodszego potomka zdarzało się nie raz, że podczas odpoczywania na kanapie hackowałam domówkę aż do wypalenia. Ale wszelkie moje działania odbywają się zawsze kosztem czasu, który powinnam poświęcać na wyżej wymienione czynności. Wszelkie granie na mieście i z samochodu, odbywa się zawsze przy okazji załatwiania czegoś innego. Zazdroszczę graczom, którzy mogą sobie po prostu wyjść z domu, tylko po to, żeby pograć. I nie muszą myśleć o tym, czy wszystko załatwione, co na kolację i o której trzeba być jutro na tych szczepieniach.

Synuś NPCHerobrine, jak zapewne zauważyliście, też już mocno się znudził grą. Po mieście nie lata ze skanerem, nawet jeśli idziemy razem i ja latam. Na farmy jeździ już tylko na moją osobistą prośbę. W samochodzie gra, ale w PlantsVsZombies. Nawet glifuje już tylko sporadycznie. Jedynie na anomalię nie musiałam go namawiać, ponieważ Ingress kręci go jako gra społecznościowa. Jeśli ktoś uważa, że takie granie, to oszustwo, to nie widzę sensu szarpać sobie nerwów i spierać się z taką osobą. Niech jej będzie, jestem oszustką, mój syn jest oszustem, mam to w dupie.

Dodam, że moja domówka była i jest regularnie rozjeżdżana przez zielonych graczy, a mało który smerf ma czas, żeby przyjechać na moje zadupie i się do niej dostawić. W chwili obecnej, od dwóch miesięcy stoi jedynie na L4/L5, ponieważ doszło do paradoksalnej sytuacji. Kiedy wybuchła afera (nazwana na moją cześć drakarinagate), przejęłam się i kiedy syna naszła ochota na glifowanie, poprosiłam, żeby zrobił to na moim koncie, bo jeśli zrobi na swoim, to będzie to widać w statystykach i znów zieloni powiedzą, że to JA hackuję. Na szczęście, dość szybko uznałam, że chyba jestem jakaś nienormalna i się opamiętałam :-) Mimo to, domówka leży odłogiem, bo wolę farmić w miejscach, gdzie da się wyjść z dżuniorem na świeże powietrze.

Żeby było jasne, dzielenia się sprzętem nie uważam za oszustwo. Większość graczy to robi. Po to jest funkcja DROP i PASTE. We Wrocławiu twierdzą nawet, że przecież o to chodzi, bo to daje przewagę nad frakcją przeciwną, a zdobycie przewagi to cała istota gry. Kim ja jestem, żeby się z nimi spierać? Nawet McCool (który też mnie oskarżał), oddał mi niemało sprzętu, za co byłam mu wdzięczna. Ponieważ było to w czasach, kiedy z braku portali, było dużo trudniej go zdobyć, niż dzisiaj. Zwykle mówił: „zrzuciłem ci 200 bomb”, ale bywało, że zapominał przy tym zapytać, czy mam czas, żeby pojechać do Mokrzeszowa i je pozbierać :-) Wtedy nie było kapsuł i 200 sztuk sprzętu podnosiło się przez 20-30 minut. Oczywiście nie miałam pretensji o dobre chęci, ale zdarzyło się, że nie zdążyłam i sprzęt pochłaniała matka ziemia. McCool był wkurzony, a mnie było głupio, bo strata bolesna. Jeśli uważacie to za oszustwo, to pokażcie mi gracza, który nigdy od nikogo nie wziął nawet złamanego klucza.


PODSUMOWANIE

NIE MAM CIŚNIENIA, ŻEBY GRAĆ W INGRESS.
Jest to dla mnie wyłącznie gra społecznościowa, służąca poznawaniu fajnych ludzi. Bardzo lubię ludzi, z którymi się spotykam i wspólnie działam w grze. I to nie tylko smerfy, znam również niemało fajnych, a nawet przemiłych żabek. Kiedyś kręciło mnie jeszcze zgłaszanie nowych portali, ale to niestety już przeszłość.
Mam i zawsze miałam w tzw. „głębokim poważaniu” własny level, statystyki, obrazki z misji, a nawet badże z anomalii. Nikomu się nie chwalę ile AP zdobyłam, ani jaki medal. Nie przeszkadzają mi też zielone portale. Przez cały rok na przełomie 2014/2015 miasto było zielone. I co? Czy miałam jakiekolwiek pretensje do żab? Jasne, że bardziej podoba mi się niebieskie, ale co to za atrakcja, jeśli nie ma na czym pograć? Najlepsza sytuacja jest wtedy, kiedy obie frakcje są w równowadze. Tak jak ostatnio jest w Wałbrzychu, co mnie bardzo cieszy.

Dotarliśmy do końca :-) Wytrwałym gratuluję.

Aha, poprosiłam starszego syna, żeby usunął swoje stare konto MinecraftPvP. Razem wysłaliśmy zgłoszenie do NIA w listopadzie ub. roku. Czy zostało usunięte? Nie sprawdzałam, sami sobie popatrzcie, ja nie mam czasu. Dziecko musiało zrezygnować ze spaceru, żebym mogła wam wypocić tę historię.

Wyłączyłam możliwość komentowania, ponieważ powiedziałam wszystko, co miałam do powiedzenia na ten temat. Samą prawdę. Jeśli chcecie o coś jeszcze zapytać, to zróbcie to osobiście. Jeśli mi nie wierzycie, macie prawo. Możecie myśleć o mnie, co chcecie, możecie nazywać mnie jak chcecie, jeśli robicie to za moimi plecami, to ja nie mam nic przeciwko. Nie słyszę, nie wiem, nie boli mnie to.

Pozdrawiam wszystkich graczy Ingress!

Zwłaszcza tych, którzy tak, jak ja - nie mają ciśnienia.

Post has attachment
Nowa niebieska siła :-)
Photo

Post has attachment

Post has attachment

II CROSS FACTION W WAŁBRZYCHU

Jesteście chętni na kolejny XF?

Na razie luźny pomysł, bez daty i szczegółów.
Poszukiwani chętni na zaplanowanie rysunku, dłubanie w intelu, farmienie kluczy i w końcu, udział w samej imprezie.

Post has attachment

Post has shared content
/po Polsku niżej/
Hello,
for some time I've been exchanging emails with   people, asking for a possibility to host a +GORUCK +Ingress event in Europe - as you probably know GORUCK events have only taken place in the USA so far. Following my last email I got the info that they see a possibility of organising such an event in EUROPE!!!!

I was encourage to put a post on G+ to help them decide IF and WHERE
to organise it.

Let's show the number of supporters by +1ing this very post!

Personally I strongly recommend Poland as a great place for playing
Ingress and attending a GORUCK event. I hope for a great experince and an opportunity to get the GORUCK medal and visiting our beautiful
country.

Best regards to Megan from +GORUCK HQ 

Please +1 for support and comments concerning the whereabouts.

---------------------------------------------------------------------------------------------

Witam,
 od pewnego czasu piszę maile z ludźmi z Goruck na temat zorganizowania eventu powiązanego z Ingress w Europie - jak wiecie imprezy te dotychczas miały miejsce tylko w USA. Po ostatnim mailu dostałem informację,  że nie wykluczają możliwości organizacji wspólnie z Ingress w Europie!!!

Zachęcono mnie do zamieszczenia posta na G+ aby pomóc im w decyzji czy i gdzie zorganizować taki event w Europie. 

Pokażmy ilu jest chętnych dając +1 do tego posta !

Osobiście polecam Polskę jako wspaniałe miejsce na zabawę w Ingress i Goruck. Mam nadzieję,  że będzie to wspaniałe doświadczenie i okazja do zdobycia medalu Goruck oraz zobaczenia naszego pięknego kraju.

Pozdrowienia dla Megan z Goruck HQ

Jeszcze raz proszę o +1 do tego posta i komentarze na temat lokalizacji.
PhotoPhotoPhotoPhoto
2015-06-29
4 Photos - View album

Post has shared content

Post has attachment
Wait while more posts are being loaded