Profile

Cover photo
Andrzej Baniukiewicz
Worked at Department of Environmental Protection
Attended Virginia Polytechnic Institute and State University
Lives in Saint Petersburg, Florida
5 followers|10,098 views
AboutPostsPhotosVideos+1's

Stream

Andrzej Baniukiewicz

Shared publicly  - 
 
                            Psychologia Morderstwa


Od ostatniej wojny minęły dwa lata. Europa była zniszczona pięcioletnim konfliktem pomiędzy narodami które próbowały narzucić swoją hegemonię innym oraz tymi, które broniły swojej niepodległości. Według annałów polityki światowej wojna się już zakończyła ale jej skutki, w róźnych formach, trwały o wiele dłużej.
Wioska Podolna znajduje się na samej północy Polski. Od brzegu Bałtyku oddziela ją kilkusetmetrowy Wał Pomorski - piaszczyste wzniesienie tu i tam zalesione świerkami. Na tym wale w okresie wojny dokonywały się ciężkie walki z okupantem z zachodu.  Jeszcze długo po tym jak na dobre ucichły huki wystrzałów, na piasku i tuż pod jego powierzchnią można było natrafić na pozostawione pistolety i karabiny, a nawet lekkie działa i pociski armatnie. Niektórzy mieszkańcy tamtych okolic na miejscu rozbrajali półmetrowej długości  pociski, wyjmowali z nich lont i używali go do rozpalania ognia w węglowych kuchniach. 
Podolną przedziela dwukierunkowa szosa przebiegająca wzdłuż polskiego wybrzeża i jednocześnie stanowiąca główną drogę wsi. Po obu jej stronach znajdują się chaty rolników i ich pola uprawne oraz chaty rybaków zajmujących się połowem ryb z Bałtyku. W jednej z chat mieszkał trzydziestoparoletni rolnik o imieniu Mateusz, były żołnierz wojska polskiego, który kilka lat wstecz brał udział w walkach przeciwko niemieckiemu najeźdźcy.  Z wojny Mateusz wyszedł z raną w nodze, na którą teraz utykał co sprawiało, że jego ciało przechylało się na jedną stronę podczas chodzenia. Oboje rodzice zginęli podczas wojny, został więc sam na gospodarstwie z psem uwiązanym na łańcuchu w budzie przy domu. Samemu musiał zaorać i zasiać osiem hektarów ziemi leżącej przy zagrodzie a na jesieni zebrać plony. Nie była to łatwa praca dla samotnego mężczyzny, tymbardziej że traktorów w wiosce jeszcze wtedy nie było i do najcieższch prac polowych pozostawał jedynie koń ciągnący pług.   Z rana trzeba było sypnąć kurom ziarno, nakarmić świnie w oborze, widłami posprzątać nieco wokół nich oraz posypać im świeżej słomy. W tym czasie pies budził się i wyłaził ze swej budy, przeciągał się rozkosznie i poszczekując przypominał Mateuszowi o swej obecności i o pustej misce.   Za oborą leżało pole, które trzeba było wpierw zaorać, potem zasiać i co pewien czas wypielić. Nierzadko po wyjściu na pole okoliczna dzieciarnia ujrzawszy Mateusza podbiegała do niego i witała go przezwiskami
kuternoga,
kulawy Mateusz,
utykający!
Mateusz niejednokrotnie odwiedzał swoich sąsiadów i prosił o lepszą kontrolę nad dziećmi, tak ażeby przestały mu dokuczać i trzymały się zdala od niego:
Byłem ranny na wojnie, kula zniszczyła mi kolano a teraz lekarze nic więcej nie mogą mi pomóc – tłumaczył im Mateusz. Powiedzcie swoim dzieciom, ażeby dały mi spokój. Gdybym mógł to bym chodził normalnie; zresztą zanim zostałem postrzelony biegałem podobnie jak one. Ale od tamtej pory muszę kuśtykać i trzeba się z tym pogodzić. Sąsiedzi przyrzekali przemówić swym dzieciom do rozsądku i może też to robili. Po skargach bywały dni ciche, dzieciarnia trzymała się zdala od Mateusza i wydawało się, że problem ostatecznie zanikł. Jednakże za każdym razem kilka dni później problem odżywał na nowo niczym jak Fenix z popiołów. Znów słychać było wołanie:
kuternoga,
inwalida wojenny, ... .
Upłynął może z rok czasu a naigrywanie się z Mateusza nadal docierało do niego kiedykolwiek pokazał się na dworzu. Któregoś dnia idąc poboczem szosy do sklepu wielobranżowego został zauważony przez grupkę dzieciaków bawiących się przy jednym z gospodarstw. Ujrzawszy Mateusza dzieciaki porzuciły zabawę i pobiegły w jego kierunku. Idąc grupką parę kroków za nim zaczęły naśmiewać się z jego kalectwa wykrzykując cały arsenał przezwisk których używały wiele razy wcześniej. Jeden z idących za nim chłopców podbiegł do Mateusza i popchnął go w plecy licząc na to, że ten straci równowagę i upadnie na ziemię. I faktycznie, Mateusz całym ciałem pochylił się do przodu i o mały włos nie wylądował na szosie. W ostatniej chwili udało mu się podeprzeć na zdrowej nodze, odzyskać równowagę i uniknąć upadku. A kiedy stanął już bezpiecznie na obu nogach odwrócił się w kierunku chłopca który go popchnął, z kieszeni marynarki wyciągnął pistolet i bez wahania strzelił prosto w niego. Wśród goniącej za nim dzieciarni nareszcie zapanowała cisza.

                                                    *

Sala sądowa sądu wojewódzkiego była zapełniona gawiedzią aż do ostatniego miejsca. Zabójstwo w tej części kraju i to w dodatku zabójstwo dziecka było w tamtych czasach rzadkością, tak więc wzbudziło wielkie zainteresowanie wśród miejscowej ludności jak również i jej silny gniew. Wprowadzanego w kajdankach na salę Mateusza przywitało buczenie i gwizdy. Po odczytaniu aktu oskarżenia sędzia zadał pytanie:
Czy oskarżony przyznaje się do winy?
Po chwili zastanowienia, padła krótka odpowiedź:
Nie, proszę Wysokiego Sądu.
Ponownie przez salę przeszła fala gniewnego buczenia i gwizdy. Sędzia sięgnął po młotek i od gawiedzi wymusił ciszę. Następnie powstał prokurator i ustawiwszy się twarzą do ławy przysięgłych swoimi słowami opisał tragiczne w skutkach pójście Mateusza do sklepu. Swoją mowę oskarżycielską zakończył słowami:
Dokonany czyn kwalifikuje się do typowego morderstwa, za które uważam, że oskarżony zasłużył na karę śmierci.
Kolejno, głos zabrał obrońca. Mowę rozpoczął od przedstawienia swojego klienta i opisu jego życia jakie toczył w małej wiosce Podolna. Wspomniał o udziale Mateusza w ostatniej wojnie, ranie jakiej się wtedy nabawił i ciężkiej pracy na gospodarstwie, które przypadło mu w spadku po rodzicach. Nie szczędził słów na opis dzieciarni z pobliskich domów, które biegały za Mateuszem i nieustannie wytykały mu kalectwo. Mateusz niejednokrotnie interweniował u ich rodziców, lecz niestety bezskutecznie, i właściwie spora wina za śmierć jednego z dzieci powinna być przypisana ich rodzicom. 
Po wstępnych mowach oskarżyciela i obrońcy nastąpiło przesłuchiwanie oskarżonego i świadków, w tym dzieci, które biegały za Mateuszem oraz ich rodziców.  Dzieci wydawały się czuć winne zaistniałego wypadku. Podczas przesłuchania sprawiały wrażenie przygnębionych i miały spuszczone głowy. Ich rodzice natomiast próbowali przekonać pytające strony o swej niewinności i bronili się słowami:
Przecież szereg razy mówiliśmy im, żeby mu nie dokuczały, żeby mu dały spokój i nie biegały za nim. Co więcej mogliśmy w tej sprawie zrobić?
Było już dobrze po południu kiedy skończono przesłuchiwanie ostatniego świadka. Nastąpiła około dwuminutowa przerwa podczas której oskarżyciel przejrzał sporządzone notatki, powstał z krzesła i zwrócił się do ławy przysięgłych by wygłosić końcową mowę. Nakreślił wizerunek dzieci z okolicy w której mieszkał Mateusz, ich wspólne zabawy i radość z tego, że mogły swobodnie biegać po terenie wolnym od okupanta. 
Dzieci wydawały się być bezpieczne, nie musiały się obawiać że ktoś może do nich strzelać. To były tylko dzieci, natomiast oskarżony jest osobą dorosłą i powinien powstrzymać się przed tak okrutnym ich ukaraniem. Nie chciało mu się być dostatecznie cierpliwym i czekać aż wydorośleją i zmądrzeją – perorował tubalnym głosem prokurator. Na podstawie analizy faktów dokonanej dzisiaj tu w tej sali zalecam uznanie oskarżonego winnym zabójstwa i zalecam karę śmierci – tymi słowami oskarżyciel publiczny zakończył swą mowę po czym powrócił na swoje miejsce na ławie.
W sali sądowej na pewien czas zapanowała cisza. Obrońca Mateusza wsparł głowę na ręce opartej o stół i zmęczonymi oczami patrzył przed siebie, ot gdzieś w nieskończoność. 
Tyle razy im tłumaczyłem, że sprawcą były powracające przezwiska, których nie dało się już dłużej znieść – w myślach wyrażał swe zdziwienie adwokat. Przecież gdzieś jest granica wszystkiego, również i wyczerpania i tolerancji. Dlaczego im jest tak trudno to zrozumieć? Próbowałem im o tym mówić przez kilka godzin ale widać, że nadal do nich ten argument nie trafia. Myślę, że do tej gry wyczerpałem już wszystkie swoje karty. Być może nic mi już nie pozostało. Chyba, ... chyba, że ... .
Pogrążonego w swoich myślach adwokata przywrócił do rzeczywistości stanowczy głos sędziego: 
Obrona jest proszona o przedstawienie swoich ostatnich argumentów.
Adwokat wstał z krzesła i udał się na środek sali. Bez żadnych notatek w rękach spokojnym tonem zaczął opowiadać dzieciństwo Mateusza spędzone w wiosce Podolna, krzątanie się przy majątku rodziców oraz  zabawy na polu podobne do tych jakie urządzały sobie dzieci w czasach kiedy Mateusz już jako dorosły mężczyzna samemu zajmował się całym gospodarstwem.  I kiedy sam musiał oporządzić oborę, zaorać parę hektarów ziemi, a potem posiać na nim zboże, utykając na jedną nogę, wielokrotnie musiał słuchać przezwisk okolicznej dzieciarni przypominającej mu jego ułomność. 
Mateusz parokrotnie kontaktował się z sąsiadami prosząc o kontrolę ich dzieci i zaprzestanie wołania za nim. Ale jak akta sprawy sądowej ujawniają, jego prośby okazały się nieskuteczne. 
Po kilkunastu minutach opowiadanie o życiu Mateusza dobiegło końca. Obrońca zamilkł a wszyscy zebrani na sali oczekiwali od niego przedstawienia prośby o zrozumienie sytuacji oskarżonego i o łagodny wymiar kary. Ale stało się coś innego. Obrońca wziął głęboki oddech w płuca i po raz drugi rozpoczął tą samą opowieść. Kiedy po kilkunastu minutach doszedł do końca, przerwał na kilka sekund i postanowił po raz trzeci przedstawić dzieciństwo i dorosłe życie Mateusza w Podolnej. 
Skoro tylko padły słowa Mateusz urodził się w roku ... sędzia poprawił się na krześle, chrząknął pod nosem i z widocznym zniecierpliwieniem począł zginać ołówek trzymany w dłoniach niemalże do punktu jego złamania. Po całej sali przeszedł szum poprawiającej się na krzesłach gawiedzi. Obrońca zdawał się nie reagować na zniecierpliwienie zebranych i spokojnie, monotonnym głosem kontynuował swoją mowę obronną. Zabrała ona kolejne kilkanaście minut i wreszczie dobiegła do końca. 
Obrońca zamilkł. Przez kilka sekund badawczym wzrokiem wpatrywał się w   oczy sędziego, następnie obrócił się ku ławie przysięgłych i z kolei ją starał się przeniknąć swoim wzrokiem. 
No, może nareszcie obrońca przedstawi swoje sugestie odnośnie wyroku na Mateusza – zebrani na sali w myślach wyrażali swe nadzieje. Ale i tym razem nic takiego się nie stało. Ku zaskoczeniu wszystkich znajdujących się na sali, obrońca kolejny raz rozpoczął  opowiadanie o życiu Mateusza. Skoro tylko sędzia usłyszał pierwsze słowa Mateusz urodził się w roku ... wyprostował na krześle zgarbione plecy i uderzając pięścią w sędziowski stół z furią zawołał:
Dosyć!
Na sali zapanowała grobowa cisza. Gdyby w pomieszczeniu znajdowały się komary czy muchy niewątpliwie można by było słyszeć ich bzyk. Wtedy obrońca Mateusza obrócił się w stronę sędziego, podszedł kilka kroków ku niemu i z wystawionym przed sobą palcem powiedział spokojnym głosem:
I w takim właśnie momencie, Wysoki Sądzie, padł strzał.
Następnie odwrócił się plecami do niego i poszedł w kierunku swojego miejsca.

                                            *

Narada ławników nie trwała długo. Kiedy spowrotem pojawili się na sali rozpraw sędzia zapytał ich o werdykt.
Niewinny – orzekli ławnicy.
                                     
 ·  Translate
1
Add a comment...

Andrzej Baniukiewicz

Shared publicly  - 
 
 
Hipoteza źródła homoseksualizmu
 
 
Dopuszczasz możliwość reinkarnacji? Jeśli nie, pomiń resztę tego artykułu ponieważ moja teza oparta jest na wierze w reinkarnację.
 
Populacja ludzka rośnie z czasem w zastraszająco szybkim tempie. Na początku XXI wieku wielkość jej przekroczyła siedem miliardów a obecny rok i następne powiększa ją co najmniej o 84 miliony. Lata wstecz znalazłem oszacowanie ilości ludzi którzy do tej pory żyli na Ziemi i odczytałem liczbę 50 miliardów. Czy oznacza to, że tyle dusz ludzkich żyje tu i w zaświatach? Niekoniecznie i możliwe że nie.
 
Teoria reinkarnacji sugeruje, że każdy z nas niejednokrotnie przebywał na tej planecie lub innych szereg razy. Zwolennicy tej teori uważają, że duch ludzki rozwija się, cyklicznie oblekając się w  materię. Kiedy populacja ludzka była mała w stosunku do obecnej, powrót dusz na planetę dokonywał się w dużych odstępach czasu. Osobiście, dopuszczam okres szeregu wieków lub tysiącleci pomiędzy kolejnymi powrotami. Jednakże, liczba urodzeń mierzona w miliony rocznie niesłychanie skróciła okres czasu przebywania duszy pomiędzy śmiercią i ponownymi urodzinami.
 
Dusza, która opuściła ciało fizyczne zabiera ze sobą doświadczenie, talenty, umiejętności i emocje nabyte lub rozwinięte podczas ostatniego pobytu w materialnym świecie. Dusza potrzebuje czasu ażeby uwolnić się od tych emocji, upodobań i uczuć oraz przygotować się do kolejnego zejścia na świat. Kiedy ten czas skraca się do nie więcej niż kilkudziesięciu lat dusza nie całkiem uwalnia się od odczuć jakich doświadczyła w ostatniej inkarnacji i przenosi je na następną. I one mogą stać się źródłem różnorakich problemów w kolejnym życiu.
 
Jednym z najmocniejszych uczuć sterujących ludzkim postępowaniem jest pragnienie seksualne. Kiedy dwie kolejne inkarnacje dokonują się krótko jedna po drugiej przy jednoczesnej zmianie płci, z żeńskiej na męską lub odwrotnie, niedawno przybyły na świat osobnik odczuwa pragnienie seksualne do osobnika tej samej płci i to we wcześniejszym wieku niż osobnik heteroseksualny zaczyna interesować się płcią przeciwną.
 
Kiedy po krótkim czasie przybywania w świecie duchowym dusza reinkarnuje w ciele o tej samej płci co ostatnio, pragnienie seksualne może być podwyższone, jednakże bez cech homoseksualnych. Moja hipoteza sprowadza się do tego, że źródeł homoseksualizmu należy doszukiwać się w zbyt dużej liczbie urodzin na Ziemi. Gdyby byłoby możliwe przeprowadzenie oszacowania procentowej ilości homoseksualistów względem całkowitej populacji ziemskiej żyjącej obecnie oraz w minionych wiekach, wyniki mogłyby potwierdzić lub obalić moją hipotezę. Z mojej hipotezy wynika, że ze zwiększoną populacją ludzką względna ilość homoseksualistów na Ziemi powinna się powiększać. Gdyby ta hipoteza okazała się słuszna, homoseksualizmu nie należałoby kategoryzować jako choroba, ani nie należałoby leczyć go wstrząsami elektrycznymi, ani też w żadnym przypadku nie ma powodu być z niego dumnym. 
 ·  Translate
1
Jadwiga Ulrich's profile photo
 
Bardzo interesujace. Very interesting.
 ·  Translate
Add a comment...

Andrzej Baniukiewicz

Shared publicly  - 
 
Me and my novels on Amazon Kindle
1
Add a comment...

Andrzej Baniukiewicz

Shared publicly  - 
 
                                  Zanim powstał wszechświat


                            Poważne opowiadanie fantastyczne
                                       
        Przestrzeń kosmiczna istniała wiecznie, nieskończona w swym wymiarze ale nie pusta.  Przestrzeń ta wypełniona była niezwykle małymi impulsami energi.  Impulsy energi, które można wyobrazić sobie jako miniaturowe ‘fotony’ poruszały się chaotycznie po przestrzeni z prędkością znacznie przewyższającą prędkość światła. Ponieważ dalej w tekście będę o nich pisał, nadałem im oddzielną nazwę  - astra (skrót od starogreckiego ἀστραπή oznaczającego ‘błysk’). 

    Nikt nie jest w stanie wyjaśnić pochodzenia przestrzeni i wypełniającej ją impulsów energi i być może nie ma potrzeby zaprzątać sobie teraz tym głowy.  Skoro istnieje kosmos, coś czy ktoś musi istnieć wiecznie; różnica poglądów polega jedynie na założeniu co lub kto jest wieczny. Samego zaś założenia wiecznego istnienia nie sposób jest się pozbyć.

    Impulsy energi byly dwojakiego rodzaju, jedne umownie nazwijmy białymi a drugie ciemnymi, aczkolwiek nazwa ta nie odnosi się do ich barwy.  Obecna kosmologia operuje  pojęciem ciemnej energi ale jej pochodzenie nadal stanowi sporą zagadkę dla kosmologów wierzących w jej istnienie. Rolą jej w istniejącym modelu wszechświata ma być wytwarzanie negatywnej grawitacji, tzn. parcia od wewnątrz, przeciwdziałając siłom grawitacyjnym, które  skierowane są ku wnętrzu wszechświata.

    Ciekawe jest co nastąpiłoby gdyby impuls energi białej zderzył się z impulsem energi ciemnej.  Pierwszym podejrzeniem jakie prawdopodobnie zrodziłoby się w głowie kosmologa byłoby to, że zderzenie dwóch impulsów astra o przeciwstawnych cechach zakończyłoby się całkowitą anihilacją. Oczywiście nie byłoby to prawdą ponieważ aksiomat mówiący, że ‘z niczego nie może powstać coś’ jest również prawdziwy czytając go w odwrotną stronę, tzn. że ‘coś nie może zamienić się w nicość’. Pouczają nas o tym chociażby zasada zachowania energi oraz zasada zachowania masy. (Jedynie poważne prace naukowe z XX i XXI wieku dopuszczają tworzenie się materi z pustej przestrzeni wszechświata. Jednakże, to na co obecnie są  skierowane oczy Czytelnika nie jest byle jaką pracą naukową ale ... poważną fantazją! Dlatego odrzucamy pojęcie anihilacji.) Właściwa odpowiedź na zadane pytanie jest ta, że zderzenie się impulsu białego z impulsem ciemnym spowodowałoby mini-eksplozję, tzn. gwałtowne wzajemne odbicie się.   Jednakże takie kolizje nie następują ponieważ istnieje specyficzne wzajemne oddziaływanie pomiędzy obiema rodzajami energi:  Podczas gdy impulsy energi o odmiennych cechach odpychają się, impulsy energi o tych samych cechach posiadają tendencje do łączenia się w jedno. 

     Być może Czytelnik domyśla się już do czego zmierzam w swoim opisie:  do lokalnego rozdzielania się energi białej od energi ciemnej.  Proces tworzenia się impulsów energi o coraz większej sile przypomina nieco zjawisko kuli śnieżnej zsuwajacej się po stoku:  wraz z zsuwaniem się w dół kula powiększa swoją masę. Nie przypisuję żadnego czasu procesowi łączenia się impulsów energi w coraz to większe skupiska, jedynie wyobrażam sobie, że jest to proces nieslychanie długi.  
 
    Wraz ze wzrostem kuli energi, coraz więcej impulsów astra przemieszczających się w pobliskiej przestrzeni zostaje wyłapywanych siłami wzajemnego przyciągania i proces formowania się kuli przebiega coraz szybciej.   Częstotliwość tworzenia się kul energi białej jest równa częstotliwości tworzenia się kul energi ciemnej.  Nieskończona w trzech wymiarach przestrzeń kosmiczna  wygląda jakgdyby była wypełniona pryszczami czy bąbelkami  przemieszczającymi się w polu wzajemnego oddziaływania i odpychającymi się  wzajemnie kiedy energie są różnego rodzaju lub przyciągającymi się aż do połączenia się kiedy energie są tego samego rodzaju.  
           
    Formowaniu się kul energi towarzyszy zadziwiające zjawisko biogenetyczne.  Fizyka wyszczególnia różne rodzaje energi takie jak energia kinetyczna, energia mechaniczna czy energia cieplna oraz opisuje przejścia jednego rodzaju energi w drugi. Jednakże, skumulowana energia pierwotna – zarówno biała jak i ciemna – wraz ze wzrostem swej mocy zaczyna przemieniać się w … energię życia.  (Termin ten wystepuje w  bioenergetyce, więc mam  prawo go użyć bez narażenia się na krytykę za rzekome fantazjowanie.)  Po przekroczeniu pewnego progu mocy, w rosnącej kuli energi zaczyna rozwijać się świadomość własnego istnienia oraz możliwość myślenia. Kula energi spowalnia, tzn. prędkość przemieszczania się w przestrzeni zmniejsza się od prędkości przewyższającej prędkość światła do znikomego jej ułamka. Stopniowo kula energi przemienia się w żywą Postać! Ponieważ kosmos wypełniony jest impulsami dwóch rodzajów energi, wspomniane wyżej bąbelki są Postaciami o niesłychanej mocy oraz  dwóch przeciwstawnych sobie natur. Ze względu na to przeciwieństwo, Postacie znajdują się we wzajemnym konflikcie.

    Gdyby było możliwym ogarnąć wzrokiem nieskończoną przestrzeń kosmiczną widziałoby się wiele skupisk energi,  białej i ciemnej, część z nich przemienionych w żywe Postacie.  Widok ten przypominałby gotującą się wodę w której powstają i nikną bąbelki, z tą różnicą, że bąbelki kosmiczne nie zanikają po wyrzuceniu z siebie nadmiaru energi. Bąbelki zanikają w wyniku wzajemnego zderzania się! Przypomnijmy sobie, że Postacie tego samego rodzaju, np. ciemne, wzajemnie przyciagają się. Ponieważ w otoczeniu każdej Postaci istnieje szereg innych podobnych Postaci, następuje wzajemne przyciaganie się, wspierane odpychaniem pochodzącym od Postaci odmiennego rodzaju. Siły te  doprowadzają do kolosalnych zderzeń, w wyniku których Postacie kompletnie rozpadają się na elementarne impulsy energi, astra, z których początkowo zostały uformowane. Swiadomość istnienia oraz możliwość myślenia i działania nie jest w stanie zapobiec przypadkowym kolizjom doprowadzającym do ich całkowitego rozpadu. Po prostu siły wzajemnego oddziaływania są zbyt duże by im się można było w jakikolwiek sposób przeciwstawić.

    Podsumujmy krótko ogólną strukturę kosmosu: Kosmos jest nieskończoną trójwymiarową przestrzenią wypełnioną skupiskami energi znajdującymi się w różnym stanie formowania się, a przez to i różnej mocy, i pojedynczymi impulsami energi błądzącymi pomiędzy nimi z oszałamiającą prędkością. Srednia gęstość skupisk energi nie zmienia się ani w czasie ani w przestrzeni i jest to słuszne dla energi obu rodzajów. Proporcja skupisk energi białej do skupisk energi ciemnej w całym kosmosie jest wyrównana. 
 
    Gwoli ścisłości pragnę powiadomić Czytelnika, że poważne prace naukowe z XX i XXI wieku dopuszczają aż jedenaście wymiarów przestrzeni kosmicznej. Skoro jednak nasze opowiadanie ma być poważną fantazją, obstajemy w nim przy trójwymiarowej przestrzeni, jedynej zrozumiałej dla każdego pozbawionego fantazji śmiertelnika takiego jak ja.

    Powróćmy jeszcze do opisu kosmosu. Jeśli przypadkiem Postacie o przeciwstawnej naturze zbliżą się zbytnio do siebie następuje wyrzucenie strumienia energi w kierunku zbliżającej się drugiej Postaci celem utrzymania jej w bezpiecznej odległości. Taka reakcja jest zwykle obustronna, przez co na przeciw sobie faktycznie wyrzucone zostają dwa strumienie energi.  Moc ich jest proporcjonalna do mocy samych Postaci, które niekoniecznie muszą być sobie równe. Zderzenie się wyrzuconych strumieni energi powoduje eksplozję kosmiczną w wyniku której powstaje nowy, materialny wszechświat. Konkurencja Postaci przeciwnych rodzajów uwidacznia się w tym, że wszechświat poza materią wypełniony jest dwoma rodzajami energi - białej i ciemnej - które wzajemnie odpychają się.  Materia powstałego wszechświata powstaje z obu rodzajów energi, w proporcji odpowiadającej mocom obu Postaci. Podobna proporcja zachowana jest w ilości białej i ciemnej energi wszechświata. Gdyby było możliwym spojrzeć nam na rozległy kosmos, byłoby w nim widać mnóstwo różnorodnych wszechświatów, których struktura materi zależałaby wyłącznie od mocy najbliższych im, wzajemnie zwaśnionych, Postaci. Ich różnorodność ujawniałaby się w występowaniu pierwiastków nieznanych w naszym wszechświecie, i przez to innych gwiazd, galaktyk i praw rządzącymi ich ewolucją.

    Do poznania tego co po eksplozji działo się dalej z naszym wszechświatem odwołuję Czytelnika do pogadanek współczesnych astronomów i fizyków pracujących w pocie czoła nad teorią ciemnej materi, ciemnej energi, czarnych dziur i Bóg wie nad czym jeszcze na podobieństwo starożytnych Greków, którzy do orbit ciał niebieskich dodawali coraz to nowe fikcyjne epicykle po to tylko by ich model nieba zgadzał się z kłopotliwymi obserwacjami. I to wszystko dokonywane jest w imię postępów nauki!

    Do zrozumienia zaś dlaczego Postacie wypełniają wszechświat  nieszczęśliwymi, bezsilnymi istotami odwołuję Czytelnika do kapłanów i religioznawców. Jeśli Czytelnik nie usłyszy przekonywującej, logicznej odpowiedzi na pytanie ‘dlaczego?’ to przynajmniej może usłyszy słowa  nadziei na uzyskanie wiekuistego szczęścia kiedyś tam po opuszczeniu materialnego świata. ‘Kiedyś’, które jak pustynny miraż wiecznie się od niego oddala.

Andrzej  Baniukiewicz
Saint Petersburg, Florida
Maj 2014
 ·  Translate
1
Add a comment...

Andrzej Baniukiewicz

Shared publicly  - 
 
Hypothesis of grain structured photon

    In the 1920's, Edwin Hubble observed that there was a simple correlation between the distance separating galaxies from Earth and the shifting of their light waves towards redness. He interpreted this as the result of the galaxies moving away from us. This discovery became the basis of a new theory that the universe was dynamic and expanding. His discovery complemented a suggestion of a Belgian priest, Abbe Lemaitre, that a single super-explosion gave the universe its beginning. Since the distance from Earth to the most distant perceivable galaxies is estimated to be around 13.8 billion light years away, this is the age attributed to the universe and its reaches. 
 
    But is this the correct age and measurement of the universe? Cosmic objects seen close to the threshold of visibility are classified as being the youngest objects, formed shortly after the super-explosion popularly known  as Big Bang. If we accept the estimate that they started giving out light around half a million years after the super-explosion, the light they emitted long ago, right after they went ablaze, should disappear from the space that was, back then, a sphere with a radius of half a million years times the speed of expansion shortly after explosion. These objects couldn't release light beyond that spherical space, which continuously expands, because there was no outside yet. (The Big Bang shouldn't only be associated with the explosion of material but also with the explosion of space.) The only possibility to observe those youngest objects billion years after super-explosion is that the universe expanded with the speed many times faster than the speed of light. A daring assumption has been made that in a fraction of a second into its existence, the universe expanded to an enormous size, and that event was named inflation. Technically, the speed of expansion of the universe being higher than the speed of light does not contradict a theory of relativity which doesn't apply to it, but rather to the cosmic objects moving around inside the created space. However, as far as I know, no cosmic objects have been observed to drift away from us at speeds even close to light speed. Neither universe is expected to expand now so rapidly.
 
    The cosmological model popularly known as The Big Bang Theory didn't seem quite correct to me. And this model didn't clarify everything to professional astronomers either. (Albert Einstein, Arthur Eddington and Fred Hoyle, among others, did not feel comfortable with Big Bang Theory.) By observing the oldest cosmic objects, it emerged that these objects (seem to) drift away from us slower than objects that were created later. That, in turn, would indicate a temporal acceleration in the expansion of the universe. However, for that to be possible, a force stronger than gravity, and one going against the gravitational pull would be necessary. Without any known sources of such a force in the perceivable world, a hypothesis was formed about dark energy, which possesses qualities of exerting negative pressure homogeneously spread out through space. In other words, it was assumed by default that this energy is what is causing now the universe to expand. And as it expands, the density of matter decreases faster than the density of dark energy, whose influence ultimately begins to dominate and causes the expansion of the universe to accelerate.
 
    A particular hypothesis came to my mind about the structure of a photon, which greatly simplifies the generally accepted cosmological model. A photon is an energy impulse which has qualities of both matter and waves. In 1900 Max Planck postulated that a photon carries energy equal to the frequency of an electromagnetic wave multiplied by a constant number, known in quantum physics as Planck's constant. I, however, offer the modest proposal that every photon is a package of elementary impulses of energy, which I will call als (from the Ancient Greek symbols ἅλς which mean „grain”.) An als is the smallest possible impulse, indivisible and so weak that when isolated, it exerts no effects detectable by the human eye nor any instrument currently known to man. It can be regarded as the counterpart to the Higgs particle, which is the most basic building block of matter.
 
    Every emitted photon consists of a certain amount of alses, which minimally vibrate chaotically within a photon but manage to stay together with a force which resembles viscosity. This force keeps alses together and creates an invisible barrier from which alses trapped inside bounce back.  However, there is a small probability that an als approaching the barrier finds itself outside, leaves the photon (the phenomenon called in quantum mechanics a tunneling) and starts travelling through the cosmos. The further the travel of the electromagnetic wave, and the greater the number of alses in a photon (i.e. the greater the amount of energy), the higher the chances of such a separation. Such a grainy structure would explain the shifting of the spectrum of far away objects towards redness as well as the increase in shifting together with the increase in distance from the observer.
 
    Are the furthest observable galaxies, which are about 13.8 billion light years away from us, the indicators of the boundaries of the universe? Not necessarily. The above mentioned hypothesis of grain structured photon predicts that every emitted photon, after travelling a certain critical distance, loses enough energy to become too weak to be observed - it is reduced to single one or a small handful of alses. Perhaps that critical distance is approximately 13.8 billion light years. That would seemingly create the impression that the universe had such dimensions and the observer was located in the middle of it.
 
    The above hypothesis eliminates the need to accept the assumption that the universe is expanding and that it came to be as a result of the Big Bang. But first of all it explains the supposed acceleration of expansion of the universe: the apparent acceleration is a result of the decrease in probability of an als being released during the travel of a photon through cosmic space with the decrease in the number of basic impulses of energy within a photon. In other words, a photon with less energy (one that travels to its observer from a far distance) looses energy slower than a photon with more energy (one coming from an object closer by). Mathematically speaking, the dependence of the rate of extinguishing of a photon on a distance is nonlinear. Such a loss of energy in turn, according to Planck's law, causes a decrease in frequency of the electromagnetic wave, moving it towards red. It was precisely this effect that was observed by astronomers in the 1990s and led them to conclusion that the universe is flying apart. So, maybe a cosmological constant, introduced by Einstein and dark energy are the mistaken concepts, after all.
 
    The above proposed hypothesis of a grain structured photon may be used additionally to explain the phenomenon of gravity. Assuming for a moment that this hypothesis is accurate, one would expect cosmic space to not be a complete vacuum but rather filled with electromagnetic radiation composed of multitudes of als moving in every direction. Upon reaching any cosmic object, this radiation exerts pressure similar to that which is exerted by any other stream of photons. At the moment that two material objects find themselves close to one another, they „obscure” each other. A stream of als impulses coming from the direction of the second object is reduced proportionally to the mass of the obscuring object, just like cosmic pressure, which in turn causes both objects to attract each other. If the hypothesis of the grainy structure of photons and the erosion of elementary impulses during electromagnetic wave movement through space were correct, then the sought for gravitational waves could be nothing other than reduced cosmic pressure coming from the direction of all matter in the universe.
 
    While reading magazines about stereophonic equipment I've come across the following sentence a number of times: the simpler a device is, the better it is. This rule has proven to be true in the past in the field of Astronomy as well: having the Earth and the sun switch places rendered adding more and more epicycles to the sun's orbit superfluous. The model of the solar system became simpler and more accurate. And the same goes for the above hypothesis, which would eliminate the need for a number of other hypotheses which have been introduced up till now in order to achieve a model of the universe which corresponds with the observations of troublesome phenomena.
 
Andrzej Baniukiewicz, Ph.D.
Saint Petersburg, Florida
May, 2014
1
Add a comment...

Andrzej Baniukiewicz

Shared publicly  - 
 
The hypothesis of the source of homosexuality 


Do you allow for the possibility of reincarnation? If not, skip the rest of this article because my thesis is based on the belief in reincarnation. 

Human population increases with time at a frighteningly rapid pace. At the beginning of the twenty-first century, the size of it surpassed seven billion, and in the current year and the subsequent the increase by at least 84 million is expected to be noticed. Years ago, I found an estimate of the number of people who have lived on Earth until now, and I read the enormous number 50 billion. Does this mean that so many human souls live here and in the hereafter? Not necessarily, and probably not. 

The theory of reincarnation suggests that each of us lived on this or some other planet number of times. Proponents of this theory believe that the human spirit continues to develop periodically entering into the matter. When the human population was small in relation to the present one, the return of souls on the planet came to pass in long intervals. Personally, I allow a period of several centuries or even millennia between consecutive returns. However, the number of births per year, measured in millions per year, extremely shortened the time period of a soul being between death and rebirth. 

The soul that has left the physical body takes with itself the experience, talents, skills and emotions acquired or developed during the last stay in the material world. The soul needs time to break free from these emotions, tastes and feelings, and to prepare for the next descent into the world. When this time is shortened to no more than several decades soul is not entirely freed from feelings experienced in the last incarnation and it transfers them to the next one. And they can be a source of various problems in the next life. 

One of the strongest feelings controlling human behavior is a sexual desire. When two successive incarnations take place shortly one after the other while changing gender from female to male, or vice versa, individual recently arrived at the world feels sexual desire for an individual of the same sex. This sexual desire comes into sight at an earlier age than at heterosexual person who becomes interested in the opposite sex. 

When after a short time of sojourn in the spiritual world soul is reincarnated in the body of the same gender as the last, sexual desire may be elevated, but without evidence of homosexuality. My hypothesis comes down to this that sources of homosexuality should be sought in too many births on Earth. If it would be possible to carry out estimates of the percentage of homosexuals in relation to the total population of the Earth's living now and in the past centuries, the results could confirm or disprove my hypothesis. From my hypothesis it follows that with increase of the human population the relative amount of homosexuals on Earth should also increase. If this hypothesis proved to be correct, homosexuality should not be categorized as a disease, nor should be cured by electric shocks. But also there is no reason to be proud of it.
1
Add a comment...

Andrzej Baniukiewicz

Shared publicly  - 
1
Add a comment...

Andrzej Baniukiewicz

Shared publicly  - 
 
 
                                 Before our universe was created

                                       Serious imaginative story


Space existed forever, infinite in its dimensions but not empty. This space was filled with the extremely small quanta of energy. These quanta can be thought of as miniature 'photons' moving erratically with the speed of well above the speed of light. The frequency of oscillation of a quantum is the smallest possible in whole cosmos. As I referred to them in the following text many a times, I coined name for them - astra (an abbreviation of the ancient Greek ἀστραπή meaning ‘flash').

No one is able to explain the origin of space and of quanta of energy that traverse it, and perhaps there is no need to bother now. Provided there is the space, something or someone has to exist forever; difference of opinion is based only on the assumption of what or who is eternal. The very assumption of eternal existence is no way to get rid of.

Quanta of energy were of two kinds, one conventionally called white and the other dark, although the names do not refer to their color. Current cosmology uses the idea of dark energy but its origin is still rather a puzzle. Its role in the existing model of the universe is to generate negative gravity, i.e. the pressure from within, counteracting the gravitational forces which are directed towards the inside of the universe.

Interesting dilemma is what would occur if the quantum of white energy collided with the quantum of dark energy. The first supposition that probably would be raised in the head of a cosmologist would be that the collision of two astras of opposite kinds resulted in a total annihilation. Of course, this would not be true because principle, or wisdom,  saying that 'out of nothing something cannot be created ' is also true reading it in the opposite direction, i.e. that 'something cannot bring forth nothingness'. These are simple conclusions of the principle of conservation of energy as well as the principle of conservation of mass. (Only some scientific works of the twentieth and twenty-first centuries allow the formation of matter from an empty space. However, the text lying in front of the Reader's eyes is not just any academic work but ... a serious fantasy! Therefore, we reject any notion of annihilation.) The correct answer to the question is that the collision of a white astra with dark astra would cause a mini-explosion, i.e. a violent mutual reflection. However, such collisions do not occur because there is a specific interaction between the two types of energy: while quanta of energy with opposite characteristics repel each other, quanta o energy with the same characteristics have a tendency to combine into one.

Perhaps the Reader already surmises what I am tending to: to the local separation of the white energy from the dark energy. The process of creating quanta of energy of increasing strength is a bit like a snowball effect sliding off the slope: the slipping down ball increases its mass. I do not attribute any time to the process of coalescence of the quanta of energy in ever larger clusters, only I believe that the process is unimaginably long. The frequency of oscillation of the cluster of energy increases with it strength.

With the increase of the energy of the cluster, more and more astra traversing the nearby space is intercepted by the forces of mutual attraction, and the formation of the cluster goes faster and faster. The frequency of formation of clusters of white energy is equal to the frequency of formation of clusters of dark energy. The infinite three-dimensional space looks as though it was filled with pimples or bubbles flying in the space of interaction  -  repulsing one another when the energies are of a different kind and attracting one another (until the coalescence) when the energies are of the same kind.

Formation of clusters of energy is accompanied by amazing ‘violation’ of biogenesis. Physics lists the different types of energy such as kinetic energy, mechanical energy or thermal energy, and describes the transition of one type of energy into another. However, the cumulative primary energy - either white or dark - with the increase of its power begins to transform into ... the energy of life. (The term occurs in bioenergetics, so I have the right to use it without exposure to criticism for alleged dreaming.) After exceeding a certain threshold of power, in a growing cluster of energy awareness of its own existence and the ability of thinking begins to develop. Movement of cluster of energy slows down, i.e. the speed of traversing the space lessens from being in excess of the speed of light to a negligible fraction of it. Gradually the cluster of energy is transformed into a living Being! Because the space is filled with two types of clusters of energy, the aforementioned bubbles are Beings of incredible power, and of the two opposing natures. Because of their opposite characters, the Beings are in mutual conflict. Their frequencies of oscillation are proportional to accumulated energy and the best they can be characterized by the simple word: ‘immense’.

If it were possible to sweep infinite space, one would see many clusters of energy, white and dark, some of them already transformed into living Beings. This view would be like boiling water where bubbles are formed and disappear, with the difference that the cosmic bubbles do not fade when their excess energy is thrown out. The bubbles disappear as a result of mutual collisions! Recall that Beings of the same kind, such as dark, mutually attract. Because in the proximity of each Being there are a number of other similar Beings, the mutual attraction takes place, backed by repulsion derived from Beings of a different kind. These forces lead to colossal collisions, which result in the Beings complete disintegration into elementary pulses of energy, astras, from which were initially formed. Consciousness of existence and the ability of thinking and acting are not able to prevent accidental collisions causing their total destruction. Just interaction forces are too large for Them to be able in any way to oppose.

Let us briefly summarize the general structure of the cosmos: cosmos is an infinite three-dimensional space filled with clusters of energy being in various states of formation, and thus of the different power, and single quanta of energy wandering between them with very large speed. Average density of the clusters of energy does not change either in time or in space, and it is true for both kinds of energy.

(For the sake of truth, I would like to inform the Reader that serious scientific works of the twentieth and twenty-first centuries allow eleven dimensions of space. But if our story is to be a serious fantasy, we insist on the three-dimensional space, the only intelligible to every person devoid of absurd fantasy, like me.)

After this digression, let's go back to the description of our cosmos. If, by chance, Beings of the opposite nature come too close to each other, eruption of energy in the direction of the approaching Being takes place in order to keep It at a safe distance. This reaction is usually bilateral, so actually two streams of energy are thrown against each other. Their power is proportional to the power of the Beings, which may not necessarily be equal. Clash of the projected streams of energy causes an omnipotent explosion which produces new material universe. Competition of Beings of the opposite kinds is reflected in the fact that the universe beyond matter is filled with two kinds of energy - white and dark - which mutually repel each other. Matter of the created universe arises from both kinds of energy, in proportion to the powers of both Beings. A similar proportion is maintained in the amount of white and dark energy of the universe. If someone were able to look at the vast cosmos, he/she would see a great quantity of different universes, which structures depend solely on the strength of two nearest Beings. Diversity of the universes manifests in the presence of specific elements ( some of them missed in our universe), in the various kinds of stars, galaxies and the laws governing their evolution.

To know what has happened to our universe after the explosion, popularly named Big Bang, I refer the Reader to the lectures and books of modern astronomers and physicists working in the sweat of their brow on the theory of dark matter, dark energy, black holes, wormholes, time travel, and God knows what else in the likeness to ancient Greeks, who for the orbits of celestial bodies added more new fictitious epicycles just to get their model of the sky in keeping with troublesome observations. And all this is done in the name of scientific progress!

To understand why the Beings fill the universe with unhappy, helpless living creatures I refer the Reader to the priests and religious scholars. If the Reader won’t hear a convincing, logical answer to the question 'why?' at least he might get the words of hope to obtain an eternal happiness sometime after leaving the material world. 'Sometime', which like a mirage in the desert drives perpetually away from him.


Andrzej Baniukiewicz
Saint Petersburg, Florida
May 2014
1
Naiem Ahmad's profile photoAndrzej Baniukiewicz's profile photo
2 comments
 
Although written my stories are fiction, I tried to put real information into them, or at least my serious suspicions. I wish you had read my novel 'Nibiru, the Forgotten Planet', because it contains a range of information about the solar system that was passed us by civilization from the planet Nibiru. In it I also included my own theories about the universe, its origin and alleged expansion and gravity. (My most essential thesis can be found in the article on 'Hypothesis grain structured photon' posted here on my Google+ page). Generally speaking, I feel for anyone who is currently learning about the universe. For me, a former astronomer, current theories, such as that of gravitational waves, are misleading and unacceptable. In case of alleged gravitational waves, I have a question what is the physical phenomenon that results in the conversion of matter into energy, aside from known nuclear processes taking place in the atomic bomb? Because gravitational waves are energy! And why the matter has not yet dissipated into energy after billions of year of existence of the universe?
Add a comment...

Andrzej Baniukiewicz

Shared publicly  - 
 
      
               Prawdziwa Historia Dziewczynki z Zapałkami

                                  Andrzej  Baniukiewicz

Pan Hans Christian Andersen wprowadził młodych czytelników opowiadaniem  Dziewczynka z Zapałkami w spory smutek.  Biedna dziewczynka wysiadująca na mrozie by sprzedać przechodniom zapałki zamarzła przed bramą domu i połączyła się z babcią w niebie. Aczkolwiek wiele ze swoich opowiadań Pan Hans pisał ze swojej wyobraźni, czasami zdarzało mu się wykorzystać historie zasłyszane w mieście od kobiet plotkujących przy stoiskach z warzywami na lokalnym rynku miejskim na który zwykł chodzić wczesnymi rankami dwa, trzy razy w tygodniu.

I stąd właśnie powstała smutna historyjka o biednej dziewczynce pozostawionej sobie samej w mroźny zimowy wieczór u wejścia do kamienicy w której mieszkała.  Niestety, Pan Hans dość późno podjął decyzję wykorzystania zasłyszanej historyjki do swojej kolekcji opowiadań.  W międzyczasie baby na targowisku wymieniły się szeregiem innych plotek, prawdziwych, półprawdziwych i zupełnie niewiadomo skąd wziętych a Pan Hans chętnie wyłapywał je swoimi sporymi uszami bo jak wiecie za jego życia nie było jeszcze radia a i gazet było mało. Kiedy pewnego wieczora podjął decyzję napisania Dziewczynki z Zapałkami, w Dani w Kopenhadze gdzie mieszkał pan Hans panowała już nowa pora roku i nasz szanowny gawędziarz pomieszał kilka zasłyszanych opowiastek, a że był w pochmurnym nastroju właśnie tamtego wieczora, spod piora wyszła zupełnie odmienna historyjka od tej, którą ja również miałem okazję usłyszeć od grubej przekupki w zielonym palcie sprzedającej warzywa.  A historia którą mnie opowiedziano przebiegała tak:

Zimowym wieczorem podmiejski młody mężczyzna, Rolf, powracał swoją bryczką do domu znajdującego się około dwóch mil poza miastem. Powietrze było chłodne, jego nogi zmęczone ale Rolf był zadowolony z dnia spędzonego na zakupach różnych rzeczy potrzebnych do gospodarstwa jakie prowadził w miejsce sędziwego ojca którego ciężka, wieloletnia praca przy trzodzie chlewnej i praca na roli wpędziła do fotela stojacego blisko pieca kaflowego sporej, wiejskiej kuchni.  Rolf siedział na koźle i patrzył jak zabudowania głownej ulicy handlowej miasta pomału rzadły, światła przeciskającego się przez szyby okien stawało się coraz mniej i droga rozpływała się w ciemności granicy miasta która było tuż tuż. I oto nagle Rolf zauważył z lewej strony ulicy mały błysk światła, małą iskierkę, która za chwilę znikła w ciemności.

E, pewnie moje oczy już zmęczone i podobnie jak nogi potrzebują solidnego odpoczynku – pomyslał Rolf. Już niedługo, gdzieś za 20 minut będę wreszcie u siebie, z piecyka zdejmę spóźniony obiad i gruchnę się potem na łóżko.

Lecz oto nagle iskierka światła zaświeciła się ponownie i tak jak poprzednia szybko zagasła.

Coś musi być niezwykłego przed tą ponurą kamienicą – pomyslał Rolf i postanowił wytrzeszczyć oczy kiedy będzie ją mijał.  I oto będąc najbliżej wejścia do domu jak tylko mogł być zobaczył na schodkach siedzącą dziewczynkę w kusym paletku i czapeczce na głowie. Na nogach miała wełniane pończochy i butki ale niemal do końca zużyte.  Dziecko w rękach trzymało pudełko zapałek i najwidoczniej próbowało zabawiać się paleniem zapałek pocierając je niezdarnie o brzeg pudełka.

W opinii Rolfa coś było tu nie w porządku.  Natychmiast zatrzymał furmankę i pomyślał: godzina już przecież po dziewiątej, na dworzu ciemno już od trzech godzin, nawet przechodniów na ulicy trudno jest spotkać a tu dziecko nie więcej jak czteroletnie samotnie siedzi na kamienistym schodku w zimną, grudniową noc.  Zatrzymał furmanke i zawołał

- helo. 

Dziewczynka podniosła głowę i wzrokiem zaczęła szukać osoby, która do niej wołała.  Spojrzała najpierw na konia, potem na bryczkę i wreszcie na mężczyznę siedzącego na koźle ale jej mała twarzyczka nie przejawiła żadnego wyrazu.  Była wyraźnie senna, zziębnięta i głodna.  Rolf zeskoczył z furmanki. Podszedł parę kroków do przodu i pochylił się nad małą.

- Co ty tu robisz przed domem o tej porze?

- Mama chciała, żebym sprzedała zapałki i zarobiła trochę pieniążków.

 - A czemu mama sama tego nie zrobi?

- Jest chora i nie może pracować.  Teraz to i nie wychodzi z domu. Jak nie sprzedam tych zapałek to nie będzie dzisiaj kolacji u nas, a mama jest bardzo słaba i będzie tylko jeszcze gorzej.

Rolf z natury był bardzo energicznym mężczyzną.

- Jak ci na imię mała?   
                   
- Agnes - padła odpowiedź.

Choć ze mną, poszukamy lekarza dla mamy a potem jedzenia bo robi się późno. Pamietał, że jak przejeżdzał przez ostatnie skrzyżowanie widział na ścianie jednego z domów wywieszkę: ‘Johan Peterson, Medyk Domowy’. Trzymajac dziewczynkę za rękę skierował swe kroki prosto do domu lekarza i zapukał do drzwi. Otworzył mu starszy pan w szlafroku, z siwymi włosami i tegoż samego koloru wąsami. W pierwszej chwili medyk nie był skory ubierać się i wychodzić z domu o tak późnej porze jednakże ponaglenia młodego mężczyzny oraz wiadomość, że chora mieszka kilka domów od niego trafiły do przekonania starszego człowieka, więc ubrał się, wziął swoją medyczną walizeczkę i poszedł za Rolfem i dziewczynką.

W półciemnej izbie zobaczyli kobietę około 25 lat leżącą na zniszczonym łóżku które możnaby nazwać wyrkiem.  Obok stał niewielki stolik na którym dogorywała paląca się świeczka.  Nie trzeba było długo przyglądać się, by poznać, że w domu panowała krańcowa bieda. Lekarz powyjmował swoje przyrządy z walizki, zbadał płuca i oczy kobiety i rozpoznał zapalenie płuc oraz osłabienie organizmu spowodowane niedostatecznym odżywianiem.  Zapisał jakieś lekarstwa, które mogły kobiecie pomóc jedynie wtedy jeśliby ktoś je dla niej wykupił.

Rolf wyjął z kieszeni kilka koron, zapłacił za wizytę i odprowadził lekarza do drzwi.  Nastepnie odwrócił się do leżącej na łóżku i zapytał:

- Jak ci na imie?

- Louise - odpowiedziała z trudem kobieta.

- Lekarz zauważył, że jesteś niedożywiona. Z czego żyjesz?

- Straciłam pracę i wsparcie mojego mężczyzny. Nie mam z czego żyć.

Rolf wolnym spojrzeniem ogarnął wkoło nędzny pokój w jakim mieszkała chora i jej nieletnia córeczka, następnie zatrzymał wzrok na kobiecie i powiedział:

- Spróbuję dostukać się do apteki po lekarstwa jakie przepisał ci lekarz. Zajrzę jeszcze do piekarza po chleb dla was. Nie opuszczam cię teraz tylko wychodzę ale niedługo powrócę spowrotem.

Miasteczko które możnaby uznać za przedmieście Kopenhagi mrużyło powieki  i przygotowywało się do snu. Jednakże determinacja Rolfa otworzyła jeszcze na chwilę drzwi apteki i sklepik piekarza tak więc powrócił ze wszystkim do chorej po co poszedł.

- Jestem ponownie - powiedzial Rolf i położył swoje zakupy na stoliku przy chorej. Następnie cofnął się do tyłu o dwa kroki w stronę drzwi wyjściowych i przedstawił sie:

- Jestem Rolf z gospodarstwa niedaleko miasta. Mój ojciec z uwagi na zły stan zdrowia przedwcześnie przekazał mi swój majątek do zarządzania. Sam jeszcze mi trochę pomaga ile tylko może ale głównie na mnie spadło obrobienie paru hektarów pola oraz stodoły z bydłem przy którym trzeba robić cały okrągły rok. Teraz powracam do swojego majątku z paroma rzeczami które zakupiłem w mieście. Ze względu na późną porę nie mogę zatrzymać się tutaj na dłużej, choć widzę, że potrzeba ci pomocy jeszcze w niejednej sprawie. Jeśli się zgodzisz, wezmę twoją małą ze sobą do domu. Zjemy dobrą kolację, dziecko prześpi się do rana a jutro powrócimy furmanką tu do ciebie. Przywiozę ci świeże jaja i masło oraz warzywa z moich ostatnich zbiorów. Wtedy pomyślimy co dalej z wami robić.

Jak powiedział tak też i zrobił. 

Następnego ranka mała Agnes żwawo biegała po gospodarstwie Rolfa goniąc kury i przypatrując się świnkom, które znała tylko z obrazków, naśladowała ryczenie krów wypuszczanych z obory na codzienny wypas oraz z psem gospodarza zabawiała się w berka. Rolf w międzyczasie przygotował obiecany prowiant i wstawił go na furmankę. Kiedy był już gotowy do drogi zawołał małą i oboje pojechali do miasta. W ciemnym, wypełnionym stęchlizną mieszkanku zastał Louise leżącą w łóżku.

- Słuchaj Louise, odezwał się do niej na progu. W takich warunkach jak te obecne nie wyzdrowiejesz  oraz nie wychowasz dziecka. Pomyślałem sobie wczoraj w domu, że mógłbym was zabrać do siebie i przetrzymać aż do twojego wyzdrowienia. Mój ojciec zajmie się tobą i małą do czasu kiedy nie powrócisz do zdrowia. Potem, załatwimy ci jakiś pokoik u moich sąsiadów, gdzie oboje będziecie mogły zamieszkać na dłużej. Ja mam robotę na gospodarstwie od świtu do nocy. Mogłabyś pomóc mi przy oporządzeniu zwierząt, głównie w pracach w oborze.  Będę ci placił 360 koron na miesiąc co powinno ci starczyć na utrzymanie was dwoje. Teraz muszę dokończyć zakupów w mieście i pozałatwiać parę spraw w magistracie. Ty tymczasem posil się tym co przywiozłem i pomyśl o wyniesieniu się na wieś. Jak widzisz w mieście nastały kłopoty z pracą a i obecna zima będzie uciążliwa dla każdego mieszkańca.

                                            *     *     *

Minął rok od czasu kiedy Rolf przypadkiem spotkał małą Agnes palącą zapałki na brzegu uliczki w pobliskim miasteczku w mroźny zimowy wieczór. Louise wynajmowała mały ale przytulny pokoik u sąsiadki Rolfa, wdowy po wieśniaku Hansenie który przedwczesnie zmarł na chorobę płuc. W gospodarstwie Rolfa pracy było bez liku, tak więc Louise a z nią mała Agnes całe dnie spędzała krzątając się wokół jego domu.  Była znow zima. Słońce dawno już zaszło za horyzont tylko na niebie iskrzyły się gwiazdki. Agnes ubrana w ciepłe ubranko siedziała przed domem bawiąc się zapałkami w  oczekiwaniu na wigilijną wieczerzę, którą jej mama wspólnie z Rolfem przygotowywała w kuchni.  Była szczęśliwa. Matka wykurowała się i wzmocniła dzięki lepszym warunkom a ona sama była ubrana i wolna od pracy zarobkowej do której jeszcze było jej za wcześnie. Wokół domu panował mrok. Dziewczynka zadarła główkę do góry i patrzyła z zachwytem na iskrzące się gwiazdki na niebie. Zdawało się jej, że gwiazdki mrugają do niej przyjaźnie i posyłają uśmiechy. Patrzyła i patrzyła na niebo aż wreszcie ocknęła się jakby ze snu. Wyjęła kolejną zapałke i potarła o brzeg pudełka.  Mały ognik zapłonął w ręku dziecka i oswietlił biały dymek ulatujacy z płomyka. Agnes swoimi dziecięcymi oczkami patrzyła jak dymek oddalił się nieco od niej aż wreszcie ukształtował w mały kulisty obłoczek. I wtedy rozpoznała w nim twarz swojej zmarłej babuni dobrotliwie uśmiechającej się do niej.  W otaczającej ciemności dziecko usłyszało jakże dobrze znany, ciepły głos babuni:

- Modliłam się za ciebie mała oraz za twoją mamę. Teraz widzę, że sobie radzicie. Bóg widać wysłuchał moje prośby. Mogę więc spokojnie odejść do miejsca które jest dla mnie przeznaczone. Ale powrócę na spotkanie z tobą kiedy twój czas nadejdzie. I choć tak bardzo cię kocham, Agnes, będę się dalej gorąco modliła, żeby nie nastapiło to zbyt prędko.

Wpatrzoną w niknący obłoczek dymu jakby obudził ze snu głos matki stojącej w drzwiach i wołajacej z tyłu: Agnes, kolacja czeka na stole.

Saint Petersburg, Florida
May 2014
 ·  Translate
1
Add a comment...
Work
Employment
  • Department of Environmental Protection
    Engineer
Places
Map of the places this user has livedMap of the places this user has livedMap of the places this user has lived
Currently
Saint Petersburg, Florida
Education
  • Virginia Polytechnic Institute and State University
Basic Information
Gender
Male
Andrzej Baniukiewicz's +1's are the things they like, agree with, or want to recommend.