Profile cover photo
Profile photo
BEATA REDZIMSKA
832 followers -
4 krotna mama 4 kreatywnych pociech, ktore od rana do nocy tworzą kreatywny nieład. A mama zamiast sprzątac - bloguje. Z pasji do blogowania powstało Vademecum blogera, w ktorym staram się zebrac wszystko to, co może przydac się w prowadzeniu bloga. Jednoczesnie piszę bloga Moda na bio, czyli naturalne metody na zdrowie i urode jako mama i chemik-antychemik (tylko z wyksztalcenia - przeciez Nobody is perfect)
4 krotna mama 4 kreatywnych pociech, ktore od rana do nocy tworzą kreatywny nieład. A mama zamiast sprzątac - bloguje. Z pasji do blogowania powstało Vademecum blogera, w ktorym staram się zebrac wszystko to, co może przydac się w prowadzeniu bloga. Jednoczesnie piszę bloga Moda na bio, czyli naturalne metody na zdrowie i urode jako mama i chemik-antychemik (tylko z wyksztalcenia - przeciez Nobody is perfect)

832 followers
About
Posts

Post has attachment
Co zrobić, by dzieci pokochały warzywa i owoce?

Bo podobno jeżeli dziecko za pierwszym razem odrzuca nowy smak (np dane warzywo czy owoc), to trzeba próbować podsunąć mu je ponownie. I jeszcze raz, i jeszcze...

Dopiero przy 8-ym podejściu dziecko zaczyna przyzwyczajać się do nowego i docenia jego smak. Niestety. Większość mam (w tym ja) daje za wygraną wcześniej. Choć odkąd zapoznałam się z tą statystyką, próbuję wytrwalej.

Dobre nawyki należy wyrabić w dziecku. Już od dziecka. Przykładem. Dając samemu ten dobry przykład.

Bo trudna sztuka edukacji smaku zaczyna się jak najwcześniej. Tu pewne nie zdziwię Was, powtarzam to za specjalistami: gotowane słoiczki z przecierami dla dzieci (choć ułatwiają, nam mamom życie) nie są takie dobre dla dziecka. Jego edukacja smaku utyka w martwym punkcie. Dziecko jedząc coś takiego, przyzwyczaja się do żywności pozbawionej smaku i mocno przesolonej. Sól maskuje brakujący smak.

Dodatkowo tutaj nie należy lekceważyć innego ryzyka: że podamy dziecku zbyt wcześnie coś, na co jego organizm jeszcze nie jest gotowy.

Co z kolei zakłóci wrażliwą równowagę jelitową i uczyni bardziej podatnym na alergie. W przyszłości. Niestety sama jako niedoświadczona mama popełniłam ten błąd. Mój syn cierpi na alergię i choruje na astmę. A ja tak cieszyłam się, że tak chętnie sięga po różnorodne smaki....


http://bit.ly/2B7kL8d

Post has attachment
Anglicyzmy w języku francuskim: Skąd w języku francuskim wzięło się: CRUMBLE i TRENCH COAT. Bo jak na złość pewnie wyrażenia anglojęzyczne przyjęły się w dziedzinach, które są uważane za domenę Francuzów: mody i kuchni.

Np angielskie crumble czyli ciasto z kruszonką, czy trench coat - prochowiec.

Crumble, ciasto z kruszonką, po francusku też CRUMBLE…

Od angielskiego czasownika – TO CRUMBLE – émietter – kruszyć

Popularność tego ciasta można wytłumaczyć genezą jego powstania. Pierwsze crumble sięgają czasów II wojny światowej.

Bo Anglicy, czy bardziej Angielki przygotowywały to ciasto w pewnym sensie w warunkach polowych. Zastąpiły mężczyzn zmobilizowanych na front i równolegle do pracy zawodowej – prowadziły dom. Nie miały więc dużo czasu na gotowanie.

A jeszcze ze względu na nieustanne bombardowania i problemy z zaopatrzeniem – crumble było najprostszym z możliwych ciastem. Tylko trochę mąki, cukier, margaryna. Szybko wrzucone do foremki do pieczenia. Do tego dodawano zdobyczne owoce. Następnie te owoce jeszcze posypywano z wierzchu ciastem (mąką wymieszaną z tą margaryną i cukrem). Co po upieczeniu dawało taki efekt nieuczesania.

Ironia losu i historii CRUBLE okazało się hitem.

Podobnie z zakresu mody: TRENCH COAT, czyli prochowiec.
Po francusku – manteau de tranchées, ale bardziej pospolicie TRENCH COAT.

Wymyślił go i opracował słynny brytyjski krawiec Thomas Burberry w 1914 roku.
Ten element garderoby wyjściowo pomyślany jako płaszcz dla brytyjskich oficerów. Idealny na frontowe warunki: sięgał do kolan, chronił mundur przed zapryskaniem. Nieprzemakalny. Przewidziany dla brytyjskich oficerów wysyłanych na front w deszczowy klimat panujący na północy Francji i Belgii.
Tak właśnie debiutował trench coat. Jeszcze podczas I Wojny Światowej.

Okazał się (pozostając przy terminologii wojskowej) strzałem w dzisiątkę. Przyjął się do tego stopnia, że w czasie II Wojny Światowej nosili go żołnierze większości walczących armii. Trench coat ponad podziałami.

I tak, Francuzi może i trochę wbrew sobie na codzień speakają po angielsku.
Te wszystkie: trench coat, crumble, cookies, mug czy punch (po naszemu poncz), które weszły do języka francuskiego….

Czy znacie jakieś inne?

http://bit.ly/2jcE6d3

Post has attachment
Dlaczego my kobiety tak siebie nie doceniamy? 😍😍😍😍

Jestem w tym pierwsza. Ale gdziekolwiek się nie rozjerzę: wszędzie jest podobnie, jak w mojej głowie:

Kobiety pracują, ale jakoś nie mogą uwierzyć, że to, co zrobiły jest na prawdę dobre.

No może nie wszystkie. Niektórym udaje się przezwyciężyć, wznieść się ponad ten zabójczy (docelowo zabójczy dla naszej kreatywności i motywacji) tok myślenia.

😍😍😍😍😍Bo kobieta - jako gatunek ludzki - sporo potrafii i w pewnym sensie ta jej początkowa, wyuczona czy nabyta niewiara w siebie jest do przezwyciężenia i wykrzewienia. I do czegoś się przydaje:

Kobieta cicho, acz skutecznie robi swoje i idzie naprzód.

😍Nigdy nie marzyłam o sukcesie. Ja sobie na niego zapracowałam. - Estée Lauder amerykańska założycielka koncernu kosmetycznego, miliarderka.

😍Skupiłam się na tym, by mój sklep był wyjątkowy. twórczyni marki Nasty Gal

😍Nellie Bly, nawet jeżeli jej nie znacie, nigdy o niej nie słyszeliście, to właśnie dzięki Nellie Bly fikcja wymyślona przez Juliusza Verne „W 80 dni dookoła świata”, stała się faktem.

Bo Nellie Bly objechała cały świat w 72 dni, 6 godzin, 11 minut i 14 sekund. A pomyślnie zakończyła swoją podróż 25 stycznia 1890 roku w wieku 25 lat. Ponad 100 lat temu...

Tak, bo takie od zawsze były kobietki: odważne, przebojowe (na swój sposób), z uporem dochodzące swego. Tak trzymać, kobitki.

https://vademecumblogera.pl/2016/12/kobieta-potrafi.html

Post has attachment

Post has attachment
To 5-ta rocznica bloga. Trochę się rozpisałam z tej okazji .... osobiście. To był dla mnie trudny rok. Wiele się nauczyłam o sobie i o swoich ograniczeniach. O tym, w czym jestem dobra i o tym, czego nigdy nie zrobię.
Zdałam sobie sprawę, że jako osoba elektronadwrażliwa, u której kontakt z przedmiotami podłączonymi do WiFi wywołuje chroniczny ból głowy, nie zostanę przedsiębiorcą internetowym. Do czego dążyłam przez lata i czym wypracowałam sobie tę swoją elektronadwrażliwość. Rozczarowanie.
Pewnych rzeczy i pewnych ograniczeń nie jesteśmy w stanie przeskoczyć. Musimy się do nich zaadoptować. W pewnym sensie muszę wymyśleć się na nowo. Nie rezygnując z blogowania. Bo blogowanie uzależnia.
Na przestrzeni ostatnich 6-ciu lat blogowanie było dla mnie takim motorem napędowym. Tymbardziej, że my emigranci, z dala od kraju, jesteśmy bardziej spragnieni kontaktu z rodzimym językiem.
Muszę się przystosować do tej nowej sytuacji i wymyślić się na nowo, wypróbować nowe formy przekazu: dlatego nagrywam podcasty i jestem na YouTube.
W tym roku odebrałam też kilka bolesnych lekcji od życia i od blogowania.
Można wkładać w to dużo czasu i energii i czekać na rezultaty bez końca. W grudniu tego roku Vademecum Blogera obchodzi swoje piąte urodziny. Poświęciłam temu projektowy bardzo dużo czasu i uwagi. To takie trochę moje piąte dziecko.
Nawet jeżeli coraz bardziej mam poczucie, że drepczę w miejscu. Jeszcze kilka tygodni temu zastanawiałam się pod wpływem wpisu Pawła Tkaczyka, czy raczej nie powinnam ubić tego psa.
Tak zrobiło kilka znajomych osób (pod wpływem tamtej lektury, uwolniło się od takiego psa). Ja bardziej zastanawiam się czy ubijając tego psa, nie ubiłabym siebie.
Gdzieś, kiedyś, komuś napisałam, że moje podejście do blogowania mogłabym zamknąć w trzech słowach: Wiara, nadzieja i miłość.
Dlatego niewzruszenie robię to dalej. http://bit.ly/2AyybZo

Post has attachment
Nagrywanie podcastów: Gdzie przechowywać podcasty?

Dlaczego podcasty?
Doceniam możliwości, jakie dają podcasty: zarówno twórcy jak i ich odbiorcy (czy konsumentowi):

😎😍😎 Jako już coraz bardziej nałogowa konsumentka podcastów cenię sobie tu wygodę i oszczędność czasu.

Bo np mogę dowiedzieć się wielu fajnych rzeczy przy tzw okazji. Przecież mogę słuchać podcastów: sprzątając, gotując, prasując – tu akurat jest moja ulubiona formułka.

🤣😍A dla twórców jest to niesamowicie fajna forma komunikacji z odbiorcą. Bo osoby, z których głosem obcujemy, chociaż robimy to tak na odległość, wydają się nam dużo bliższe.

😎🤣😍Z drugiej strony nie musimy przejmować się tym, jak wypadniemy przed kamerą….

UFFFFFFFFF To moja bolączka: te roztargane, niepokorne, tak nieusłuchane włosy…. Które bezskutecznie staram się ogarnąć przed kamerą. I tak zawsze ułożą się po swojemu, a nie po mojemu…. Tego nie widać na podcaście…

🤣😎😍Co więcej, możemy sobie nawet przygotować tu małą ściągaweczkę, z tym co mamy do powiedzenia.

Przy nagrywaniu podcastów: naprawdę nie ma zaporowej bariery finansowej.

Jak dokładnie, krok po kroku to robię od strony technicznej staram się wyjasniam tym razem w formie filmiku. Nieśmiało polecam się i przypominam, że jestem na You Tube, wypruwam tu z siebie żyły, tworzę tu bazę takich filmików instruktażowych, spędzam przy tym co najmniej pół dnia za każdym razem wycinając te wszystkie nadprogramowe yyyyyyyy iiiiiii eeeeeeeeee.

Ale w efekcie sporo uzbierało się tam filmików instruktażowych za free. A jeszcze mało kto o tym wie. Tymczasem może znajdziecie tam coś dla siebie.....


http://bit.ly/2iRVRlf

Post has attachment
Nauka francuskiego: Skąd wzięło się wyrażenie słono płacić: une addition salée.

W dzisiejszej lekcji francuskiego mam dla Was porcję słówek o łapaniu okazji, robieniu interesów, czyli generalnie o zakupach, kupowaniu taniej i wyprzedażach. A przy okazji krótkie wyjaśnienie skąd wzięło się wyrażenie:

Słono za coś płacić: une addition salée.

Otóż to wyrażenie pojawiło się w XVII wieku. Wywodzi się od jednego z głównych podatków pobieranych w owych czasach – jak sama nazwa wskazuje – podatku od soli.

Sól, handel solą stanowił wówczas monopol królewski. Handel solą kontrolował król. Może nie osobiście. Miał od tego ludzi. Ale żeby kupić sól trzeba było udać się do specajlnych magazynów – spichrzów solnych – tzw greniers à sel.

A tam, żeby jeszcze bardziej „wyżyłować” ceny – sól sprzedawano w ograniczonych ilościach. Podaż rodzi popyt. A mówimy przecież o czasach, w których nie było lodówek.
A sól była wtedy produktem pierwszej potrzeby. W owych czasach sól po prostu była nieodzowna, by móc dłużej przechować mięso. Czyli de facto, by nie jeść zepsutych, przeterminowanych produktów.

Stąd ten łapczywy podatek od soli odcisnął trwałe piętno na społeczeństwie.

Przecież wiadomo, że ten, kto ma monopol na cokolwiek, nie musi dwoić się i troić, by to sprzedawać. Może obejść się bez odrobiny marketingu. I tak cały dochód trafia bezpośrednio do jego kieszeni. Bo podaż rodzi popyt.

Czy się to komuś podoba, czy nie. A podatek od soli, generalnie prócz tych nielicznych, którzy cokolwiek na nim zyskiwali, nikomu się nie podobał.

Do tego stopnia odcisnął swoje piętno na francuskim społeczeństwie (ale i nie tylko francuskim, bo i u nas przecież funkcjonuje to wyrażenie), że mimo zniesienia podatku od soli w 1790 roku, powiedzenie słono płacić – une addition salée – dosłownie słona faktura – pozostało do dziś.

http://bit.ly/2wvsh6B

Post has attachment

Post has attachment

Post has attachment
Jak wywołać większe zaangażowanie na Facebooku?

Bo im większe uda się nam wywołać zaangażowanie, tym większy Facebook przyznaje zasięg danej publikacji.

Bo tu już nie chodzi tylko o to ilu mamy followersów. Choć to ładnie wygląda. Ale czasami wręcz szkodzi. Jeżeli okazuje się, że są to same martwe dusze, które i tak nie zareagują. Te tylko niepotrzebny balast. To tylko rykoszetem przycinają nam zasięg. Czyli jednym słowem: więcej szkody niż pożytku.

Ostatnio pewno popularna blogerka parentingowa zdradziła, że na skutek przerwy w blogowaniu, kiedy publikuje coś na fanpagu (bądź co bądź posiadającym jakieś 150000 obserwujących), Facebook pokazuje tę publikację raptem…. trzymajcie się dobrze: 1500 osobom. Bez żebrolajków i podpłacania.

Bo algorytm Facebooka w uproszczeniu działa w ten sposób, że najpierw testuje na małej grupce obserwujących zaangażowanie, jakie wywoła dana publikacja. A dopiero potem w zależności od niego, pokazuje ją dalej. Albo i nie. Co oznacza, że w tej (drugiej) sytuacji jej zasięg kończy się, zanim jeszcze się zaczął…. Sorry Winetou.

Biznes is biznes. A Facebook to biznes. I to coraz bardziej dochodowy. Chce dobrze wykonywać swoją robotę, czyli więcej dawać ludziom tego, czego chcą, a mniej tego, czego nie chcą.

Dlatego tu wszystko sprowadza się do tego, by wywołać zaangażowanie. Alleluja.

Ale tu znowu się doczepię i znajdę małe ALE. Bo to też jest pewne uproszczenie. Bo o ile wiadomo, że generalnie emocje wywołują większe zaangażowanie. Nie zawsze będą to takie emocje, o które nam chodziło.

Bo w sumie nie jest sztuką obrazić kogokolwiek. A docelowo obrażony człowiek prawdopodobnie zareaguje na obraźliwą według niego notkę – niszczącym komentarzem. Czyli jest reakcja… Ale może niekoniecznie taka, jakiej byśmy chcieli.

Od pewnego czasu przeprowadzam na swoim fanpagu eksperyment … Kosztował mnie on sporo (kilkadziesiąt) odlubień fanpaga.

Przekonałam się na własnej skórze, że nic tak nie dzieli ludzi, jak polityka.

Co z tego, że pewne posty dotykające polityki wywołują spore zaangażowanie – mierzone liczbą komentarzy. Skoro równolegle licznik polubień fanpaga posuwa się w przeciwną stronę: ubywa nam obserwujących. Bo z emocjami też trzeba uważać.

Generalnie przekładają się one na większe zaangażowanie, czyli docelowo na większe zasięgi. Co z tego, że większe emocje to większe zasięgi… Skoro polaryzujemy wokół siebie czytelników. Zostają tylko ci, którzy podzielają nasze poglądy polityczne. A jaki to ma sens, kiedy nie piszemy o polityce?
Ale już konkretnie na przykładach.
http://bit.ly/2AtFRdK
Wait while more posts are being loaded