ALE O CO CHODZI?

Jeśli wciąż wierzysz w teorię, że bank działa jako pośrednik, a w kredycie "frankowym" pożyczał waluty, to koniecznie przeczytaj poniższe:

1. Tzw. "kredyty frankowe" nie są ani prawnie, ani ekonomicznie kredytami walutowymi (dewizowymi).
Klienci nie dostali dewiz (czego wymagało Prawo Dewizowe).

2. Tzw. "kredyty frankowe" to kredyty waloryzowane (indeksowane/denominowane) kursem franka, gdzie kurs franka służył tylko jako mnożnik (indeks) przy wypłacie i spłacie złotówek.
Banki twierdzą, że taka umowa jest dopuszczalnym wyjątkiem od Prawa Bankowego ....

3. ALE:
a) W zobowiązaniach pieniężnych dopuszczalne jest stosowanie miernika waloryzacyjnego wyłącznie o ile jest on skorelowany z inflacją (np. wskaźnik GUS, Wibor), lub pozostaje w związku działalnością zawodową klienta (np. podatek rolny ustalany w/g ceny zboża).
Natomiast kurs franka już od wielu lat przed akcją kredytową był ODWROTNIE proporcjonalny do inflacji w Polsce (o czym banki wiedziały), zatem z definicji nie mógł być przyjęty jako prawidłowy miernik waloryzacyjny.
Europejskie sądy wprost podkreślają, że CHF nigdy nie wchodził do koszyka walut Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Szwajcaria nie jest członkiem EU, jej gospodarka jest stabilna ale marginalnie mała, natomiast helwecka waluta ma przede wszystkim charakter spekulacyjny. Słowem - kurs CHF został BŁĘDNIE przyjęty przez banki jako inflacyjny miernik wartości.

b) W Polsce nie stosuje się podwójnej waloryzacji (Kodek Cywilny wyraźnie mówi o "mierniku", w liczbie pojedynczej). Od roku 1989 i ustaw Balcerowicza rolę miernika waloryzacyjnego w kredytach spełnia zmienne oprocentowanie (Dz.U. 1989 nr 74 poz. 440).
Zatem jeśli waloryzacja kursem franka, to dopuszczalna jest wyłącznie STAŁA marża, a nie marża+Libor (o czym też banki wiedziały - Uchwała Siedmiu Sędziów SN: III CZP 141/91).

c) Z uwagi na waloryzację kursem oraz zmiennym oprocentowaniem banki pobierają odsetki od kwot już zwaloryzowanych, a nie nominalnych. To jest prawnie NIELEGALNE.

d) Banki w Polsce zastosowały w zasadzie potrójną waloryzację (bo zmiennym oprocentowaniem i DWOMA KURSAMI: kupna i sprzedaży). I mimo, że nie było żadnego przepływu walut pomiędzy bankiem a kredytobiorcą - pobierały tzw. spread walutowy.
Stosowaniu różnych kursów w przepływach fikcyjnych jest zakazane: mówi o tym literalnie znowelizowane Prawo Bankowe (gdzie "kurs" występuje w liczbie pojedynczej) oraz orzecznictwo Unii Europejskiej (np. na Węgrzech SN uznał spready za nielegalne).

e) Co więcej, banki zastrzegły sobie wyłączne prawo ustalanie obu kursów walut (a często i oprocentowania) w/g własnych, nieweryfikowalnych Tabel. Dlatego spready rosły do niebotycznych wartości.
Tego ostatniego nie zdzierżył już Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumenta, który prawomocnymi wyrokami uznał wiele takich nieuczciwych zapisów za ABUZYWNE. A więc nieobwiązujące od początku trwanie umowy. Mimo tego, żaden bank nie uznał za stosowne dostosować się do wyroków sądowych.

f) Przy zawieraniu kredytów banki wymagały zawarcia obligatoryjnych "ubezpieczeń". Były one źródłem dodatkowego, NIEUPRAWNIONEGO zysku banków, i zupełnie nie chroniły kredytobiorców. Wyroki sądów w tym zakresie są lekceważone.

g) W przypadku tzw. kredytów denominowanych, w których równowartość kwoty kredytu została określona (a nie wyrażona) w walucie, mamy do czynienia z BŁĘDNIE ustanowionymi hipotekami. Że są to kredyty złotowe mówi literalnie Prawo Bankowe (które, na podstawie kursu, nakazuje dopiero "wyliczyć kwotę kredytu"), a także opinie NBP, Biura Studiów i Analiz Sądu Najwyższego, ZBP, oraz zasada walutowości wyrażona w KC.

h) "Księgowe franki" pojawiające się w bilansach banków służą wyłącznie zabezpieczeniu ryzyka kursowego banków. Natomiast tzw. płynność banków jest zapewniona poprzez ZŁOTOWE DEPOZYTY polskich deponentów. Jest to wyraźnie udokumentowane w raportach rocznych wszystkich "ufrankowionych" banków (np. Millennium 2007: " ... portfel walutowych kredytów hipotecznych oraz FINANSUJĄCYCH je depozytów złotowych").

i) Dzięki zastosowaniu instrumentów finansowych banki są w pełni zabezpieczone przed ryzykiem kursowym, a więc NIC NIE TRACĄ w przypadku spadku kursu waluty. Natomiast klienci są narażeni na niczym NIEOGRANICZONE ryzyko walutowe. Koszty zabezpieczenia banków ponoszą kredytobiorcy, płacąc spready.

j) Co więcej, dzięki inżynierii finansowej banki zarabiają na kredytach "frankowych" wyższe oprocentowanie niż wynika to z umów (zamieniają Libor na wyższy Wibor). Co w połączeniu z indeksowaniem sald kredytów wciąż rosnącym kursem waluty powoduje, że zarabiają na nich więcej niż na kredytach złotowych.

k) Tzw. kredyty frankowe były często udzielane kredytobiorcom, którzy nie mieli zdolności kredytowej w złotówkach. Jest to rażące naruszenie Rekomendacja S, która dopuszczała oferowanie kredytu indeksowanego/denominowanego wyłącznie, gdy klienta była stać na 120% raty kredytu złotowego! Zatem w setkach tysięcy kredytów niektóre banki świadomie łamały zalecenia Nadzoru. To samo zastrzeżenie dotyczy zalecenia dokładnego informowania kredytobiorców o ryzyku walutowym. 

l) Niektóre banki (np. GetIn) zawierały umowy pożyczki, podczas gdy w praktyce realizowały mechanizm kredytu. Pożyczka a kredyt - to dwie, całkowicie różne instytucje prawne. W tej pierwszej bank pożycza pieniądze (które musi wcześniej posiadać), natomiast w kredycie bank tworzy (kreuje) zapis księgowy (nie pieniądz) w chwili uwalniania transz. Do tworzenia "środków pieniężnych" w kredycie żadne oszczędności ciułaczy nie są wcześniej potrzebne. Jeśli zatem bank zawarł umowę pożyczki, a realizuje kredyt, to łamie zarówno samą umowę, jak i Prawo Bankowe. 

...) Ale wszystkich powyższych informacji kredytobiorcy nie mogli wyczytać z treści umów ... bo ich tam nie ma.
Dlatego, tak chętnie stosowany chwyt erystyczny, "Widziały gały co brały" - jest całkowicie nieuzasadniony. Bo jeśli "jesteś dorosłym, więc umiesz czytać" to czy na pewno zrozumiałeś, że w kredytach gdzie bank "udostępnia środki pieniężne" oczywiście nie dochodzi do pożyczania pieniędzy? Bo przecież od razu zrozumiałeś, że "udostępnienie" to nie pożyczka tylko kreacja, a "środki pieniężne" to nie pieniądze!    
 

O co walczą "Frankowicze":
1. O przestrzeganie prawa w naszym kraju.
Kilka banków w Polsce celowo, wielokrotnie, i całkowicie bezkarnie naruszyło obowiązujące prawo. To jest fakt absolutnie bezsporny. I dotyczy to zarówno kredytów waloryzowanych, jak i złotowych. Oszuści lekceważą prawo tylko dlatego, że szantażują nasze państwo niezdefiniowanym terminem: "stabilności systemu bankowego".

2. O pozostawieniu w kieszeniach rodaków ponad 100 MLD złotych, wnikających z ewidentnych oszustw bankowych.
Banki "sprzedały kredytów" na łączną sumę ok. 50 mld franków po średniej cenie 2.34 zł, by teraz "waloryzować" je po ok 4.00 zł. Do tego dochodzą spready (w/g KNF ok. 15 MLD zł), nienależne "ubezpieczania" oraz odsetki naliczane od indeksowanych sald. Nie na absolutnie żadnego uzasadnienia ekonomicznego, aby Polacy zapłacili ponad 100 MLD zł z własnych kieszeni, tylko po to, aby ograniczyć ryzyko upadku dwóch prywatnych banków o wartości księgowej 5-6 mld (każdy).
Co więcej, owe MLD-y pozostawione w kieszeniach polskich gospodarstw i tak przecież zasilą zapisy księgowe w bankach (w formie lokat lub zakupów), a więc staną się podstawą do udzielenia nowych kredytów. Nie ma zatem absolutnie żadnego ryzyka ograniczenia akcji kredytowej przez banki (jest raczej pewność, że te pieniądze pozostaną w Polsce).

3. O prawdę w przekazie medialnym.
Tzw. frankowicze chcą uczciwe spłacić swoje zobowiązania. Nie domagają się żadnej pomocy finansowej w tym względzie. Oczekują wyłącznie, konstytucyjnie zapewnionej, dbałości o przestrzegania prawa w Polsce. Nie odbędzie się to kosztem innych kredytobiorców, czy pozostałych grup społecznych. Przecież posiadacze samochodów benzynowych nie doznają krzywdy wobec oszukanych właścicieli diesli, którym Volkswagen musi zapłacić odszkodowanie.
W/g Konstytucji, to nie klienci banków są odpowiedzialni za stabilność sektora finansowego, ale odpowiednie organy nadzorcze państwa! TK w orzeczeniu P7/09 z 2011r jasno wskazuje: "Charakter instytucji zaufania publicznego wynika nie z zaufania do grupy zawodowej bankowców, ale z postrzegania banków jako instytucji pozostających pod specjalnym nadzorem państwa."
Zgodnie z polskim prawem koszty ryzyka (w tym prawnego) banków ponoszą ich właściciele i udziałowcy, a nie deponenci. Jeśli jednak deponenci obawiają się upadku "ufrankowionego" banku, to pełne bezpieczeństwo zapewnia przeniesienie oszczędności do banku uczciwego: http://ratujswojepieniadze.pl/

4. O prawo do wyrażenia obywatelskiego nieposłuszeństwa.
Skoro, mimo ewidentnego naruszenia polskiego prawa, zarówno władza ustawodawcza jak i wykonawcza, nie wywiązują się ze swoich Konstytucyjnych obowiązków, a banki (patrz: bezczelna wypowiedź Prezesa ZBP) domagają się odebrania oszukanym prawa do Sądu (sic!) - Obywatele mają wręcz obowiązek zwrócenia uwagi na ten stan rzeczy. Bo "władza zwierzchnia w Rzeczpospolitej Polskiej należy do Narodu".
 
Shared publiclyView activity