Profile cover photo
Profile photo
Tomasz Nowak
68 followers
68 followers
About
Posts

Post has attachment
W Sieci nic nie ginie -
... zwłaszcza reklamy kredytów bankowych z danych lat:
https://frankowicze.tumblr.com/
Kredyty we frankach - CHF
Kredyty we frankach - CHF
frankowicze.tumblr.com
Add a comment...

Post has attachment
Czasami ktoś z Państwa prosi o podesłanie przykładowej reklamacji do banku. Poniżej tak przykładowa wymiana zdań z PKO BP
(Jeszcze chyba ze stycznia, ale wciąż aktualna).

Idąc od końca:

- "reklamacja do odpowiedzi"
https://drive.google.com/open?id=0B7GGTFDSnefSLURXM0h2QndEZW8

- odpowiedz banku na pierwsza reklamację
https://drive.google.com/open?id=0B7GGTFDSnefSYUVqSm84SjVXV1k
Add a comment...

Post has attachment
PRZYKŁAD ANALIZY RAPORTU ROCZNEGO BANKU
na podstawie banku kierowanego przez TW Ernesta, z 2008

Ponieważ wygląda na to, że - za namową Prezesa - będziemy szukać prawa i sprawiedliwości w Sądach, dlatego warto choć trochę się do tego przygotować.

Jedną z głównych strategii "ekspertów bankowych" jest próba wykazania przed Sądem, że nasze kredyty są rzekomo dewizowe, bo bank się ... zabezpieczał instrumentami pochodnymi. Co jest oczywiście bzdurą.

W załączniku (przepraszam za roboczą formę) znajdziecie skróconą analizę raportu rocznego jednego z banków, z okresu boomu kredytowego.
Na początku chciałem posłużyć się danymi banku kierowanego przez TW Michała, ale pomyślałem, że warto docenić też TW Ernesta - a niech się chłop cieszy, zanim trafi za kraty ;-)

Zatem NOBLE Bank SA - 2008:
https://drive.google.com/open?id=0B7GGTFDSnefSeUNpTFpBWTAxMEU
Add a comment...

Post has attachment
Kaczyński, oddaj nasze 100 mld-ów!
czyli krótka historia PISu w aferze "frankowej"

https://drive.google.com/open?id=0B7GGTFDSnefSLUNldjYwQXlaWHc
Add a comment...

Post has attachment
"Kredyt" to nie "Umowa o kredyt" !

Na specjalne życzenie Zenona Frankstera (frankowicz.info), kilka słów wyjaśnienia czym się różni mechanizm finansowania, nazywany też kredytowaniem lub kredytem, od umowy o kredyt (umowy kredytu). Często bowiem dosyć zamiennie stosujemy termin „kredyt” z terminem „umowa o kredyt”. A to nie jest to samo. Różnica jest zasadnicza - i odpowiada mniej więcej różnicy jaka występuje pomiędzy terminem „samochód” a „umową najmu samochodu”.

I o ile w Prawie o ruchu drogowym znajdziemy definicję pojazdu samochodowego (jest to pojazd silnikowy, którego konstrukcja umożliwia jazdę z prędkością przekraczającą 25 km/h, z wyłączeniem ciągnika rolniczego), to już Prawo bankowe przezornie „kredytu” nie definiuje! Bankowcy bowiem sobie tego nie życzą. To, co definiuje Prawo bankowe – to zaledwie wymagane elementy potrzebne, aby w zgodzie z prawem, taką umowę o kredyt zawrzeć.


Zanim wyjaśnimy czym jest kredyt jako taki, to krótko o pieniądzu dłużnym. Otóż wszelkie zobowiązania korzystające z odroczonej płatności posługują się instytucją pieniądza dłużnego. Można sobie łatwo wyobrazić sytuację, w której kupujemy w sklepie pralkę, a sprzedawca wystawi fakturę z terminem płatności do 7 dni. Ponieważ cena pralki nie jest ogromna, i czas rozliczenia faktury nie jest bardzo odległy, sprzedawca godzi się najczęściej respektować taki „pieniądz dłużny” – czyli zobowiązanie opóźnionej zapłaty. Nawet w stosunku do osób, których nie zna ;-)

Inaczej ma się sprawa w przypadku dużo wyższych sum, i dużo dłuższych opóźnień w terminie zapłaty. Gdybym np. chciał kupić samochód za 100 tyś, a zapłacić dopiero za 5 lat – sprzedawca zapewne przyjrzy mi się uważnie, stwierdzi, że na Rockefellera nie wyglądam (nie jestem jak on wiarygodny) – i odeśle mnie do Banku, po kredyt.

A Bank powie tak -
„Drogi Kliencie, widzimy, że emitowanego przez Ciebie pieniądza dłużnego nikt nie chce respektować w tak wysokiej kwocie, i na tak długi okres. Ale jesteśmy tutaj by Ci pomóc. Więc ja, Bank, będę Twoim żyrantem!
Mam w sejfie 100 tyś złotych, których potrzebujesz. Umówimy się tak, że do chwili aż Ty nie zarobisz potrzebnych na samochód pieniędzy, ja, Bank będę gwarantować sprzedawcy, iż w każdej chwili może z owych 100 tyś skorzystać. Ponieważ jestem zawsze wypłacalny, bo dba o to państwo i jego bank centralny, zatem moje gwarancje są bardzo wiarygodne.
Oczywiście nie wypłacę sprzedawcy gotówki wprost, bo pieniądze dla bezpieczeństwa ;-) trzymam w sejfie. Zasilę jego konto „środkami pieniężnymi”, to jest tzw. pieniądz bankowy, zwany też kredytowym, albo obligacyjnym – czyli taki zapis księgowy, który daje prawo do przelewu, lub do ewentualnej wypłaty gotówki. Znając statystykę wiem, że sprzedawca w 90% owej gotówki fizycznie nie potrzebuje – niech więc prawdziwy pieniądz sobie leży „w suchym”.
Za to, Drogi Kliencie, że będę Twoim żyrantem przez długi okres, i do chwili aż zarobisz na samochód gwarantuję Twoje zobowiązania w ten sposób, by sprzedawca tego negatywnie nie odczuł, i biorę na siebie ryzyko Twojej niewypłacalności - zapłacisz mi odsetki. To będzie mój zarobek.
W celu realizacji finansowania Twojego samochodu, podpiszemy umowę o kredyt. Będzie to podstawa prawna do tego, bym mógł ową „gwarancję” wytworzyć, czyli wykreować pieniądz bankowy. Ponieważ jest on oderwany od znaków pieniężnych (gotówki), to prawnie będzie istniał już od chwili podpisania umowy. A ekonomicznie, z chwilą utworzenia odpowiednich zapisów w księgach banku, np. podczas wypłaty transz.”


Więc teraz już powinno być jasne, że:

1) Kredyt to jeden z mechanizmów finansowania, w którym powstaje pieniądz bankowy, czyli „środki pieniężne”. Jest to zapis księgowy (oderwany od znaków pieniężnych), który jest zobowiązaniem banku do realizacji przelewu, lub ewentualnie wypłaty gotówki. Kredyt co do zasady jest bezgotówkowy;

2) Pieniądz bankowy (kredytowy, obligacyjny, żyrowy, „z powietrza”) – nie jest pieniądzem w rozumieniu ustawy. Pieniądzem jest wyłącznie gotówka, i tylko ona ma zdolność bezwzględnego umarzania zobowiązań (wierzyciel nie może odmówić przyjęcia gotówki). Można natomiast odmówić przyjęcia pieniądza bankowego (np. obsługa toy-toya, albo taksówkarz nie muszą respektować przelewów bankowych albo zapłaty kartą);

3) Do kreacji pieniądza bankowego bank nie potrzebuje równoważnej ilości gotówki. Z uwagi na fakt, że zasadniczo rozliczamy się bezgotówkowo, właśnie przelewając owe „środki pieniężne”, bankowi wystarcza ok 10-12% gotówki, by zapewnić bezpieczną płynność. Dzięki temu posiadając 100 tyś złotych bank może udzielić kredytów na kwotę 10x większą. I od 1 mln naliczać odsetki.

4) Podkreślmy – bank zarabia na odsetkach od wykreowanego pieniądza kredytowego#, a nie na samym pieniądzu bankowym. Ten ostatni pełni bowiem rolę „gwarancji” bankowej do chwili spłaty kredytu przez klienta – i sukcesywnie znika z systemu w przypadku spłaty rat kapitałowych. Bank na tym nie zarabia. No chyba, że sobie kwotę kredytu zwaloryzuje franeczkiem ;-);

# Właściwie powinienem dokładniej napisać, że bank zarabia na różnicy oprocentowania pomiędzy kredytem, a depozytem (bo ten drugi także powstaje w akcie kreacji pieniądza dłużnego)

5) Inną formą kredytowanie jest pożyczka pieniężna. W tym przypadku dochodzi do przekazania własności – bank przekazuje pożyczkobiorcy na własność znaki pieniężne (gotówkę). Ale oczywiście zastrzega zwrot. Ponieważ bank czasowo przekazał własność, nie interesuje go na co, i w jakiej formie klient z niej korzysta – ważne by zwrócił o czasie, z odsetkami. Pożyczka co do zasady jest gotówkowa. Żeby udzielić pożyczki bank musi mieć gotówkę. M.in. dlatego oprocentowanie pożyczek jest wyższe niż kredytów;

6) Dla uproszczenia: gotówka to pieniądz, który już ktoś zarobił. „Środki pieniężne” utworzone w kredycie – to pieniądz którym, dzięki systemowi bankowemu, rozliczamy się dziś, mimo, że „zostanie zarobiony” dopiero w przyszłości.

7) Zarówno pożyczka, jak i kredyt są formą finansowania (lub kredytowania, jak chcą niektórzy). Klient uzyskuje możliwość umorzenia swoich zobowiązań – realizacji zapłaty za towar lub usługę;

8) Termin „środki pieniężne” („suma pieniężna”) jest bardzo pojemny. Obejmuje zarówno pieniądze (gotówkę), jak i pieniądz bankowy (kredytowy), a także weksle, inkasa, wszelkie prawne formy opóźnienia płatności, etc.

9) Podobnie pojemnym terminem jest „udostępnić” („oddać do dyspozycji”), który obejmuje zarówno wypłacenie (gotówki), jak i umożliwienie skorzystania z pieniądza bankowego (np. dokonania przelewu).

10) W związku z powyższym, art. 69 Prawa bankowego dotyczący umowy, w której „oddaje się do dyspozycji określoną sumę pieniężną”, daje, wg mnie (!), podstawę zarówno do udzielenia kredytu jak i pożyczki. Stąd też pewna dychotomia w nazewnictwie bankowym, i zamienne stosowanie terminów „pożyczka pieniężna” oraz „kredyt gotówkowy”;

11) Umowa o kredyt bankowy (umowa kredytowa) opisana w Prawie bankowym – nie definiuje kredytu jako takiego (bo tego bankowcy sobie przecież nie życzą ;-). Umowa o kredyt specyfikuje tylko wymagane ustawą elementy potrzebne do poprawnego zawarcia kontraktu;

12) Wszelkie próby definicji „kredytu”, na podstawie elementów „umowy o kredyt”, często podejmowane przez sądy, należy uznać za błędne.
Niestety, niepoprawne są też definicje spotykane w propozycjach ustaw frankowych, typu: "kredyt indeksowany to kredyt ...".
Podobnie, za całkowicie pozbawione sensu należy uznać „wyrazy ubolewania” wyrażane niejednokrotnie przez doktrynę (patrz: Ofiarski), że znowelizowane prawo bankowe nie zdefiniowało kredytów indeksowanych i denominowanych. Nie zdefiniowało, bo nie mogło! Skora nie ma definicji kredytu, to tym bardziej nie może pojawić się definicja k. denominowanego lub indeksowanego. Mogą natomiast pojawić się wymagane prawem elementy takich umów (np. „sposoby określania kursu”).


Po tym przydługim wyjaśnieniu już chyba nikt nie powinien mieć kłopotów z odczytaniem poniższych stwierdzeń:

Prof. Dybowski - " ... Pieniądzem bankowym są sumy pieniężne zgromadzone na rachunkach bankowych, całkowicie oderwane od znaków pieniężnych. W omawianym przypadku suma pieniężna jest reprezentowana przez odpowiednie wpisy w księgach bankowych, które jednak w świetle art. 31 Ustawy o Narodowym Banku Polskim w żadnym razie nie mogą być uznawane za znaki pieniężne. Pieniądz bankowy to w istocie wierzytelności klientów w stosunku do banków, które z punktu widzenia ekonomicznego spełniają funkcje pieniężne. Pieniądz ten jest tworzony przez wpłaty na rachunki bankowe oraz w drodze kredytu udzielanego przez banki."
[„System Prawa Prywatnego. Prawo zobowiązań – część ogólna” t. 5 pod red. prof. Radwańskiego].

NBP - „… występują dwa rodzaje pieniądza: pierwszy rodzaj to pieniądz emitowany przez bank centralny [gotówka] …, drugi rodzaj to kreowany przez banki komercyjne w postaci kredytu …”
https://www.nbportal.pl/slownik/pozycje-slownika/system-rezerw-czastkowych

NBP - „ … dzięki funkcjonowaniu systemu rezerw cząstkowych, pieniądz kreować mogą także banki komercyjne, głównie w formie udzielania kredytów bankowych swoim klientom. Pieniądz ten jest traktowany, w teorii i praktyce, tak jak gotówka …”.
https://www.nbportal.pl/slownik/pozycje-slownika/kreacja-pieniadza
Add a comment...

BLISKO, CORAZ BLIŻEJ ...

W odniesieniu do ostatnich wydarzeń (stanowisko ZBP wraz z opinią prof. Ofiarskiego; demolujące orzeczenie uzyskane w sprawie prowadzonej przez mec. Orskiego; glosa mec. Szymańskiego), chciałbym zwrócić uwagę na jedną rzecz.

Obecnie nie ma już dużych wątpliwości, że zarówno kredyty indeksowane, jak i tzw. denominowane, to kredyty udzielone w złotych, w których skorzystano z art. 358/1 par. 2 kc (waloryzacja umowna), celem uzależnienia spłacanych rat od kursu CHF/PLN. Nie roztrząsam na razie, czy w ogóle wolno tak robić (z uwagi na podwójną waloryzację i 358/1 par. 5) , i że niektóre banki (np. PKO BP) do upadłego będą się upierały, że ich kredyty to jednak walutowe – nie w tym rzecz.

Rzecz w tym, że ani Sądy orzekające o oczywistej złotowości, ani glosatorzy nie zmierzyli się jeszcze z wyjaśnieniem, na jakiej zasadzie doszło do zamiany oprocentowania charakterystycznego dla kredytów złotowych (WIBOR), na oprocentowanie charakterystyczne do kredytów walutowych (LIBOR)? Bo sam mechanizm waloryzacji nie daje podstaw do takiej zamiany.

To, że firma handlująca paliwem mogłaby korzystać z kredytu waloryzowanego ceną baryłki ropy, nie daje bowiem podstaw do przyjęcia oprocentowania w formie PETRO-procentów. Przynajmniej art. 358/1 par. 2 nic o tym nie mówi ;-) Skąd zatem LIBOR w kredytach złotowych? …


Niestety nie da się tego wyjaśnić (ani prawnie, ani ekonomicznie) bez odwołania się znienawidzonego przez Sądy terminu „Swap walutowy”. Swap - to po angielsku „zamiana”. I tak to dokładnie, i najprościej, trzeba rozumieć.

W przypadku naszych kredytów ów Swap polega na zamianie rat złotówkowych wg WIBOR, na raty frankowe oprocentowane LIBOR. Taki mechanizm zamiany płatności ratalnych (ekonomiści mówią o „przepływach finansowych”) jest stosowany w Polsce od ok. 20 lat, [1]. Więc już najwyższy czas, aby także Sądy go zauważyły. Tym bardziej, że owa zamiana ma swoją ugruntowaną podstawę prawną, [2]. Więc nie ma co kombinować, i na siłę swapów unikać.


Jak taki Swap działa?
Po pierwsze należy zauważyć, że aby się strony zamieniły, to muszą posiadać różne zobowiązania. Czyli np. jedna strona spłaca coś w walucie a chciałaby w złotych, a druga – odwrotnie (spłaca w złotych, ale wolałaby w walucie, z uwagi na niższe oprocentowanie). Wówczas, strony mogą się umówić na wzajemne przejęcie swoich zobowiązań – a więc zamieniają się na spłaty („ja spłacam Twoje raty, a Ty moje”). Oczywiście zamiana nie ma sensu ekonomicznego (ani prawnego), gdy strony miałyby zobowiązania w tej samej walucie, jednakowo oprocentowane.

Gdzie jest Swap w naszym kredycie?
Odszukanie owej „zamiany” nie jest takie łatwe, bowiem zaoferowano nam hybrydę aż trzech różnych elementów. Ale wśród nich jest też klasyczny Swap. A działa to tak:

a) Dwie strony (Bank i Kredytobiorca) posiadają własne zobowiązania. Np. 360 rat do zapłacenia.
Przyjmijmy, że Bank ma linię kredytową we frankach udzieloną przez „mamusię” (np. 180 tyś CHF), a Kredytobiorca zwykły kredyt w złotych (np. 360 tyś PLN).
Bank spłaca kontrpartnerowi zagranicznemu ratę 500 CHF oprocentowaną wg LIBOR, a Kredytobiorca ma spłacać Bankowi ratę 1000 PLN oprocentowaną WIBOR;

b) Strony dokonały wzajemnej zamiany spłat ratalnych (zamiana = "Swap").
Bank będzie przez 30 lat spłacał za Kredytobiorcę jego kredyt w racie równej 1000 PLN (Wibor), natomiast Kredytobiorca w tym czasie będzie spłacał za Bank jego zobowiązanie w wysokości miesięcznej raty = 500 CHF (Libor).
Kurs zamiany jest stały i ustalony jednoznacznie na początku umowy (1 CHF = 2 PLN), czyli 500 CHF = 1000PLN, przez cały okres spłaty kredytu (30 lat), niezależnie od aktualnego kursu waluty. Stały, zafiksowany kurs zamiany jest cechą charakterystyczną Swap'a.

c) Dodatkowo, kolejną umową, Bank zobowiązał Kredytobiorcę do kupowania tych 500 CHF potrzebnych do Swapa, w przybankowym kantorku (po aktualnym kursie w/g abuzywnych Tabel).
Ale ów przymusowy „kantor” to już jest kolejny element transakcji, obok umowy klasycznego kredytu a) oraz zamiany, czyli Swapa b).

I teraz: sytuację "a + b + c" mieliśmy do roku 2011, a wraz z uchwaleniem ustawy anty-spreadowej możemy też obecnie mieć sytuację "a + b".
Ten drugi schemat: kredyt + swap (CIRS), jest od dawna oficjalnie oferowany przez banki [3].

Niestety sądy (jak do tej pory) i wszelkiej maści eksperci bankowi mają kłopot z odróżnieniem tych trzech niezależnych elementów kontraktu (kredyt złotowy + zamiana płatności ratalnych i oprocentowania + przymusowy kantor).
Problem jest taki, że nie widzą Swapa w pierwotnej zamianie rat (1000 PLN = 500 CHF, i WIBOR na LIBOR). A doszukają się go w "usłudze kantorowej". I wówczas najczęściej stwierdzają, że skoro kurs jest aktualny (a nie wcześniej ustalony), to nie może być Swap. A okazuje się, że może! Tylko swap’a należy szukać w dniu podpisania umowy, gdy nastąpiła potajemna zamiana rat złotowych na frankowe (i WIBOR na LIBOR), a nie szukać go w chwili spłaty rat. Bo to już jest kolejny, inny element umowy – „usługa kantorowa".

Po co o tym piszę?
Z naszego punku widzenia nie jest ważne, czy Sąd rozróżni Swap’a, czy nie. Mamy tyle innych argumentów, aby udowodnić, że zaproponowane nam kontrakty nie sią kredytami zgodnie z art. 69 PrBank, że ten o zaszytym instrumencie finansowym nie jest nam potrzebny. Ważne jest natomiast, aby prawidłowo odczytać orzeczenie TSUE C312/14, i nie dać sobie wmówić, że ono dotyczy polskich kredytów złotowych, waloryzowanych. Orzeczenie to dotyczy wyłącznie kredytów walutowych, a więc takich, które zostały udzielane na Węgrzech. I jestem na 120% przekonany, że w przypadku naszych kredytów, udzielonych w walucie lokalnej, wyrok byłby diametralnie różny.

Co dokładnie stwierdza C312/14?
Zacytujmy dokładnie, [4]:
Punkt 18:
Artykuł 231 kodeksu cywilnego, w wersji mającej zastosowanie do okoliczności w postępowaniu głównym, stanowi:
„1. Jeżeli umowa nie stanowi inaczej, dług wyrażony w pieniądzu powinien być płacony w obowiązującej prawnie walucie w miejscu wykonania zobowiązania.
2. Dług wyrażony w innej walucie lub w złocie jest przeliczany według kursu wymiany obowiązującego w miejscu i w dniu dokonania zapłaty”.
Punkt 24:
Sąd ten stwierdza ponadto, że w wyroku nr 6/2013 PJE, wydanym w ramach ujednolicenia wykładni przepisów prawa cywilnego, Kúria (sąd najwyższy) uznała, iż kredyty denominowane w walucie obcej należy uważać za „kredyty walutowe” w rozumieniu § 231 kodeksu cywilnego. Zdaniem tego ostatniego sądu umowy takie rodzą wierzytelność wyrażoną w walucie obcej.
Punkt 75:
Wynika z tego, z zastrzeżeniem weryfikacji dokonanej przez sąd odsyłający, że transakcji wymiany, jakich dokonuje instytucja kredytowa w ramach zawierania umowy kredytu denominowanego w walucie obcej, takiej jak umowa w postępowaniu głównym, nie można zakwalifikować do usług inwestycyjnych,

A znaczy to tyle, że:
- Zgodnie z węgierskim KC można wyrażać zobowiązania w walucie obcej (jest tylko wymóg obsługi w walucie lokalnej). W Polsce nie można – zasada walutowości i Prawo dewizowe (nawet dziś)!
- Węgierskie kredyty są walutowe w rozumieniu ich KC. Nasze to złotowe, waloryzowane.
- O ile na Węgrzech swap nie ma sensu prawnego (bo jeśli zobowiązanie jest w walucie obcej, to oczywiście już nie można zamienić płatności na walutę obcą), o tyle w Polsce zobowiązanie jest w walucie lokalnej, a więc Swap, czyli zamiana płatności może już mieć miejsce.
- TSUE stwierdza wprost: „z zastrzeżeniem weryfikacji dokonanej przez sąd odsyłający” - to sąd lokalny ocenił, że kredyt jest w walucie obcej. I dalej - że orzeczenie dotyczy wyłącznie umów o kredyt walutowy – „takich jak umowa w postępowaniu głównym”.
A skoro tak – to Orzeczenia C312/14 NIE można aplikować do polskich kredytów!


Czy zatem znajdziemy w naszych umowach Swapy?
Bo skoro mamy zamianę płatności ratalnych (PLN na CHF), zamianę oprocentowania (WIBOR na LIBOR), obecność spreadu (też charakterystyczne dla swapów), to musimy mieć do czynienia z instrumentem finansowym. Ale okazuje się, że … nie do końca! Bo nawet instrument finansowy musi być uczciwy, a więc jasno i dokładnie określony w umowie. A nasze „umowy” takie nie są.


Źródła:
[1] http://www.nbp.pl/publikacje/materialy_i_studia/144.pdf
[2] http://e-finanse.com/artykuly/26.pdf - str. 7
[3] https://web.archive.org/web/20160701000000*/http://www.bph.pl/repo/bph/korporacje/transakcje_skarbowe/stopa_procentowa/CIRS_kredyt.pdf
[4] http://curia.europa.eu/juris/document/document.jsf?text=Banif&docid=172564&pageIndex=0&doclang=PL&mode=req&dir&occ=first&part=1&cid=278797#ctx1

P.S.
Jeszcze jedna ważna informacja ...
Trybunał nie jest taki głupi (czym osobiście mnie pozytywnie zaskoczył ;-), bo zauważył, że kredytów walutowych, sensu stricto, nie ma. Są wyłącznie:
"kredyty walutowe", w rozumieniu § xxx kodeksu cywilnego!
Cudzysłów przy "kredytach walutowych" oraz przywołanie rozumienia KC są nieprzypadkowe ;-)

Co więcej - TSUE wyraźnie dystansuje się od wyroku węgierskiego SN w sprawie walutowości kredytów denominowanych: "Zdaniem tego ostatniego sądu" umowy takie rodzą wierzytelność wyrażoną w walucie obcej.
- więc skoro Węgrzy sobie tak to ustalili, to my, jako TSUE, nie będziemy się już wcinać między tokaj a papryczkę, ale w nasza ocena mogła być inna ...
Add a comment...

Post has attachment
UNIWERSALNY WZÓR WEZWANIA DO UGODY K. DENOMINOWANEGO
(na przykładzie banku BGŻ)

https://drive.google.com/open?id=0B7GGTFDSnefSVGVVT0ttZDVmeGs
Add a comment...

POKONFERENCYJNE REMINISCENCJE

Po konferencji na UW z 9go grudnia,  spisałem sobie na gorąco uwagi do prezentacji prof. Ofiarskiego.

I tak żeby nie zapomnieć:
 
1.   „Zakotwiczenie kredytu denominowanego/indeksowanego do waluty obcej w przepisach prawa bankowego” bo „czynności prawa bankowego (art. 5 ust.2): banki są upoważnione do skupu i sprzedaży wartości dewizowych, w tym waluty obcej” oraz „drugie zakotwiczenie – art. 111 ust 1. pkt 4. – banki są uprawnione do stosowanie własnych tabel kursowych”

Komentarz:
W kredytach indeksowanych / denominowanych bank nie skupuje i sprzedaje waluty klientowi, a jedynie używa „kursu wymiany walut do wyliczania kwoty kredytu, jego transz i rat …”. Kurs – w liczbie pojedynczej i „wyliczenia kwoty kredytu" pojawiają się nieprzypadkowo.
 
Banki oczywiście są upoważnione do stosowanie własnych tabel kursowych, ale już nie do całkowicie dowolnego ustalania zobowiązania kredytobiorcy.
 
Skoro zaproponowane przez banki umowy nie realizują koniecznych cech kredytów indeksowanych / denominowanych określonych przez art. 69 pb, to nie zaliczają się formalnie do tej grupy. A czy w ogóle są kredytami? – o tym później.
 
 
2.   „Niestety nie ma definicji k. denominowanego / indeksowanego, to należy posiłkować się dorobkiem piśmiennictwa ekonomicznego” …  to wariant „kredytu walutowego”, … w przypadku k. denominowanego, to nawet „wartość i wysokość jest wyrażona w walucie obcej”.

Komentarz:
Definicji „kredytu” jako takiego też nie ma w prawie bankowym. I zauważył to już prof. Pyzioł ponad 30 lat temu. PrBank podaje do czego służy umowa o kredyt (to nie kredyt), i jakie powinna mieć elementy.
Tym bardziej nie znajdziemy definicji „kredytu walutowego”. Co więcej, instytucja „kredytu walutowego” nie występuje w ogóle w polskim systemie prawnym. Jest tylko „kredyt”. Może on być oczywiście wyrażony w walucie obcej (waluta kredytu = CHF), gdyby gość dostał bezpośrednio waluty i takie spłacał (czyli bez żadnych klauzul). Ale to jest formalnie „kredyt”.
 
Byłbym bardzo ostrożny z posługiwaniem się  piśmiennictwem ekonomicznym, skoro jest prawnicze. Istnieje cała masa opinii prawnych na temat „złotowości” kredytów indeksowanych i denominowanych. Szukanie w literaturze bankowej kończy się tym, ze zamiast „Komentarza do Prawa Bankowego” mamy 1000 stron komentarza do praktyki bankowej.
Fakt, że podatek rolny płacony jest w równowartości ceny 2.5 q żyta za hektar, też nie nakazuje szukać referencji w agro-literaturze typu „Rolnik szuka żyta”, tylko w 358(1) kc.
 
A skoro już zaglądamy do literatury ekonomicznej odnoszącej się do kredytów uzależnionych od kursu waluty obcej, to należy zauważyć poprawny termin „walutowa ekspozycja kredytowa”, zawierający  zarówno kredyty walutowe, jak i indeksowane oraz denominowane.
 
Wydaje się, że profesor celowo użył „wartość i wysokość” w przypadku kredytu denominowanego. Bo gdyby powiedzieł, że chodzi o „kwotę i walutę”, bo byłoby to nieprawdą.


3.   „LIBOR nie, bo złoty nie jest w koszyku LIBORa. … WIBOR zwyczajowo dla kredytów złotowych…. „a jak wyłączymy klauzulę walutową, to wyłączymy oprocentowanie” … „Moja odpowiedz, czy WIBOR – NIE”

Komentarz:
Jakieś wielkiej różnicy prawnej w indeksach nie ma. Różnica dotyczy w zasadzie wyłącznie miejsca oraz banków, które ustalają kurs. I tak: WIBOR (Warszawa, PLN), LIBOR (Londyn, CHF …), CIBOR (Kopenhaga, DKK), STIBOR (Sztokholm, SEK), OIBOR (Oslo, NOK), BIBOR (Budapeszt, HUF), etc.
Aha, i różnica jest jeszcze tak, że tych od LIBORu już złapali na oszustwie, na naszych od WIBORu jeszcze nie.
 
Klauzula walutowa dotyczy wyłącznie zastosowania kursu waluty jako indeksu waloryzującego. Nic więcej. 358(1).par2. nie mówi nic o oprocentowaniu. Jeśli bank chciałby zmieniać oprocentowanie w kredycie złotowym, to do tego służy np. Swap – dostępny prawnie od wielu lat.
 
Zwyczaj, zwyczajem, ale w sprawozdaniu rocznym Millenium znajdziemy np. „portfel kredytów walutowych finansowanych depozytami złotowymi”. Skoro bank może płacić deponentom WIBOR zarabiając LIBOR, to tym bardziej poradziłby sobie z dwoma WIBORami. Znaczy, że można.

 
4.   „NIE, bo skutki podatkowe, … złotówkowicze mieli gorzej – nie mogli spłacać w dwóch walutach, … stabilność państwa i sprawiedliwość społeczna … „

Komentarz:
Skoro państwo zarabiało nieuczciwie, bo pobierało podatek od nieuczciwych umów - to teraz odda. Nie widzę problemu. I tak na tym zarobi, bo swego czasu musiałoby się zadłużyć w kwocie pobranego podatku.
 
Złotówkowicze w każdej chwili mogą spłacać raty złotowe w walucie obcej, jeśli tylko tego chcą. Bank też się ucieszy, bo pobierze dodatkowo spread. Ale złotówkowicze mogą, ale nie muszą płacić spreadu, a „złotówkowicze indeksowani” – muszą.
 
Osobiście byłbym bardzo ostrożny w stosowaniu  terminów „stabilność państwa” i „sprawiedliwość społeczna”. Nie znamy bowiem rzeczywistych skutków ekonomiczno-społecznych. Może rozwiązanie problemu, czyli konwersja 170 mld zł w kredytach uzależnionych od waluty obcej, zamknie lukę w finasowaniu zagranicznym  (ok 165 mld zł), a przez to  możliwość przenoszenia kryzysu przez system bankowy, od krajów-matek do polskich córek? A może pozbycie się kredytów CHF pozwoli w końcu zmierzyć się z deflacją? Bo od kilku lat RPP nie rozumie gdzie uciekają pieniądze, i dlaczego nie może wypełnić celu inflacyjnego. A może załatwienie sprawy uwolni blokowane obecnie fundusze własne banków (zdecydowane obniży wymogi kapitałowe), dzięki czemu będą chętniej udzielały kredytów i spadnie oprocentowanie WIBOR (czyli dla wszystkich)?  A może to wpłynie na pozytywną wycenę banków przez rynek, i ich akcje na giełdzie odbiją się w końcu od dna? A może oszczędzimy kłopotów dla pół miliona Polaków (200’000 kredytów), mających LTV powyżej 100%, czyli potencjalnych bankrutów? Tego nie wiemy. Bo NBP, który tylko z nazwy jest narodowy, nam nie powie!
 
 
5.       Profesor nawiązał do ustawy Balcerowicza z ’89, która przymusowo wprowadzała zmienne oprocentowanie, włażąc z butami w już zawarte umowy.
 
Komentarz:
Najważniejsze – prof. Ofiarski celowo nie przybliżył tematu, ale trzeba to jeszcze raz podkreślić: Zmienne oprocentowanie, które pojawia się w umowach kredytowych ma m.in. cel waloryzacyjny.  Ale art. 69 nie wymaga od banku, aby z tego korzystał. Bank mógłby stosować stałe (niewysokie oprocentowanie, czyli swoją marżę), i wówczas jest miejsce na dodatkową waloryzację, nawet teoretycznie kursem waluty obcej.
Ale podwójnego mechanizmu waloryzacji być nie może. Więc skoro bank już zdecydował się na zmienne oprocentowanie (np. LIBORem), to musi, po pierwsze stosować 76 pb, a po drugie podlega wówczas pod 358(1).par 5. – co wyłącza możliwość dodatkowej waloryzacji kursem waluty.
Co wtedy?
Dopiero teraz zacznie się dyskusja „wybitnych cywilistów”. Mam nadzieję, ze posłuchamy na kolejnej konferencji … ;-)
Add a comment...

Post has attachment
ZNAJDZ RÓŻNICĘ ...
czyli umowa nienazwana vs. Kredyt + CIRS

Od dłuższego czasu staramy się udowodnić, że tzw. klauzule waloryzacyjne w naszych "'kredytach" to nic innego jak mechanizm o charakterze Swap, a dokładniej - CIRS amortyzowany.
Dla Sądów do tej pory taki argument brzmiał abstrakcyjnie, choć w sprawie prowadzonej przez mec. Garlacz już coś zaczęło się zmieniać. Sąd zauważył m.in., że nasz "kredyt" nie jest zgodny z art. 69 PrBank, a jest to raczej umowa nienazwana, czyli kredyt + coś. Tego "czegoś" jeszcze sędzia Chmiel nie potrafił na razie dobrze nazwać, ale oto mamy dla niego (i nie tylko) KLUCZOWY DOWÓD, [1].

Dostarczył go sam bank, BPH, który w dokumencie zatytułowanym "Strategia CIRS zabezpieczenia ryzyka stopy procentowej i kursu walutowego" (plik: CIRS_kredyt.pdf), pokazał jak przy kredycie złotowym płacić oprocentowanie w/g stopy LIBOR!
Bank wskazał, że konieczna jest kombinacja dwóch niezależnych (sic!) umów: kredytu oraz CIRSa.

Jak to działa?
1) najpierw bank udziela standardowego kredytu złotowego (zgodnego z art. 69 PrBank), oprocentowanego w/g stopy WIBOR;
2) a następnie oferuje zawarcie DODATKOWEJ umowy na instrument finansowy CIRS, dzięki czemu dokonujemy zamiany rat złotowych na walutowe w/g stopy walutowej (niższej).
Dzięki takim dwóm niezależnym umowom klient banku płaci niższe oprocentowanie kredytu w zamian za przyjęcie ryzyka kursowego.

Czy ktoś widzi różnicę ekonomiczną pomiędzy naszym "kredytem", a kombinacją dwóch umów, o których pisze BPH? Bo ja, nie ;-)

Dlaczego ten dokument banku BPH jest taki ważny?

1. Pokazuje, że Swapy, CIRSy są od dawna stosowane przez banki, i że Sądy powinny to zauważyć. (Choć sędzia Chmiel miał rację, że umowa Swap/CIRS należy prawnie do umów nienazwanych.)

2. Bo dokładnie pokazuje ekonomiczny schemat działania naszych "kredytów". Aczkolwiek w schemacie banku BPH kredyt oraz CIRS są wyraźnie oddzielone - to osobne instytucje prawnie.
Novum w kredytach indeksowanych / denominowanych polegało na tym, że pod nazwą „kredytu” banki zaoferowały umowy hybrydowe - łączące aż trzy usługi: klasyczny kredyt złotowy, zamianę płatności ratalnych w oparciu o mechanizm CIRS (zmiana WIBOR na LIBOR), oraz przymusową usługę „kantorową” (do roku 2011).

3. Wskazuje, że nie jest prawdą to co mówią NBP, KNF, i pro-bankowi rzeczoznawcy sądowi, że "jak LIBOR, to kredyt jest walutowy".

4. Dokument [1] pokazuje, jak powinna być przekazana informacja przez bank, zgodnie z wymogami MIFID. Wszystkie ryzyka są prawidłowo wyszczególnione i opisane! Wówczas klient ma jasność, czy chce wchodzić w taki "biznes", czy nie.

5. Jest kolejnym dowodem na to, że nie ma różnicy pomiędzy kredytami indeksowanymi i denominowanymi. Oba działają dokładnie tak samo - najpierw kredyt zlotowy, potem zamiana płatności rat (mechanizm typu CIRS). Jedyna różnica polega na tym, że w kredycie indeksowanym kwota jest określona i wyrażona w złotówkach, a w kredycie denominowanym kwota jest określona we frankach, ale wyrażona w złotówkach (po przeliczeniu). Oba są zatem absolutnie złotowe.

6. Ostatnie, ale równie ważne! Dokument wyjaśnia, że w orzeczeniu TSEU C-312/14, które rzekomo mówi o braku instrumentów finansowych w polskich kredytach - mamy do czynienia z zupełnie inną sytuacją. W przypadku węgierskim takie kredyty, zgodnie z ichniejszym kodeksem cywilnym są walutowe, czyli - zgodne z rysunkiem - w walucie "B". Wówczas CIRS nie miałby sensu, bo nie można wymienić rat w walucie "B" na raty w walucie "B". Zatem jedyne co mógł zrobić Trybunał w tym przypadku, to stwierdzić, że przymusowy "kantor" w przypadku kredytów węgierskich jest nieuczciwy. Co też skrzętnie wykorzystał madziarski SN - delegalizując spready.  
Tak-czy-owak,  C-312/14 nas nie dotyczy!

7. Bank BPH jasno rozrysował wszystko co-i-jak, bo jako bank z kapitałem amerykańskim, nie udaje że jest polski - i nie jest zrzeszony w ZBP!
Za taką szczerość bardzo bankowi BPH dziękujemy, natomiast dokument chętnie wykorzystamy w sądach ;-)


Literatura:
[1] Dokument Banku BPH:
https://web.archive.org/web/20160701000000*/http://www.bph.pl/repo/bph/korporacje/transakcje_skarbowe/stopa_procentowa/CIRS_kredyt.pdf
 
[2] Jak to działa dokładnie:
https://drive.google.com/open?id=0B7GGTFDSnefSajF6Q0p3UHpQRkU
Photo
Add a comment...

Post has attachment
ja-Ja Kubiaka
czyli nic Wam nie powiem!

Właśnie wymieniłem z KNFem 29. (słownie: dwudzieste dziewiąte!) pismo w sprawie udostępnienie informacji publicznej.

Przypomnę tylko, że w marcu zwróciłem się do Urzędu z prośbą m.in. o informację: na jaką łączną sumę (w CHF) zostały dzielone kredyt "frankowe," po jakim kursie, przy jakiej marży, oraz jaki jest kurs sprawiedliwy w/g ustawy prezydenta (średnio, dla wszystkich kredytów).
Po około dwudziestu unikach Urzędu zgłosiłem sprawę do Sądu Administracyjnego - więc Urząd teraz poważnie, bo na 18 (słownie: osiemnastu) stronach odpowiedział mi - "nic Ci nie powiemy".

Po co mi w ogóle te informacje? Ano po to, żeby - po pierwsze, wiedzieć dokładniej co jest przedmiotem debaty, a po drugie, żeby znać orientacyjny podział kosztów rozwiązania pomiędzy kredytobiorców a banki.
Nie ulega wątpliwości, że koszty będą duże. Ale może zamiast epatować społeczeństwo stwierdzeniem, że każde 3-4 MLDy są zabójcze dla stabilności systemu bankowego (więc nic nie można zrobić), może po prostu lepiej określić jakiś "sprawiedliwy" podział (np. 20:80, albo 30:70, albo 50:50 - strzelam) - i niezależnie od kosztów przyjąć jakiś rozwiązanie.
Oczywiście, zawsze będą przypadki indywidualne, w których to sądy określą najbardziej korzystny dla kredytobiorcy sposób, bez oglądania się na "stabilność systemu". Ale dla reszty trzeba opracować jakieś rozwiązanie, które choć trochę zbliżone będzie do sprawiedliwego (cokolwiek by to miało znaczyć).

Tymczasem, KNF robi sobie "ja-Ja kubiaka". Na pierwszych dziewięciu stronach tłumaczy, że wnoszę o informację publiczną (więc OK, bo mam do tego prawo), na kolejnych czterech, że wnioskowane informacja jest "przetworzona" (więc wymaga wysiłku intelektualnego od Urzędu?), a na końcu, że nie wykazałem "szczególnej istotności" informacji, więc mi nic nie powiedzą!


... skoro tak, to znowu Sąd Administracyjny m-ta Warszawy będzie miał zajęcie :-)
 
https://drive.google.com/open?id=0B7GGTFDSnefSLVVDLXhhcVhkbEE
Add a comment...
Wait while more posts are being loaded