Profile cover photo
Profile photo
Planet Error
2 followers -
Miejsce, gdzie zwykłe rzeczy, nie dzieją się, zbyt często!
Miejsce, gdzie zwykłe rzeczy, nie dzieją się, zbyt często!

2 followers
About
Communities and Collections
View all
Posts

Post has attachment

Post has attachment
Jak to mówił Andy Warhoł - "każdy będzie miał swoje 15 minut sławy". Nie spodziewał się chyba jednak, że w przypadku niektórych osobników przyczyną sławy będzie głupota takich rozmiarów, że potencjometr idiotyzmu wywali poza skalę.

Zapraszam do lektury artykułu o internetowych wyzwaniach, tudzież czelendżach.

PS. jak masz nastoletnie dziecko, to sprawdź czym może zajmować się w chwilach wolnych od baletu i gry na fortepianie ...

https://planeterror.pl/internetowe-czelendze-czyli-spelnienie-przepowiedni-andyego-warhola/

#CondomSnortingChallenge #condomchallenge

Post has attachment

Post has attachment

Antologia kina akcji część 2

Taki mój prezent na mikołajki - przegląd osiągnięć kolejnego herosa kina akcji lat 80/90 zeszłego stulecia, czyli Jean-Claude'a Van Damme'a.

Jeśli chcesz wiedzieć, co łączy JCVD z homarem, czy lubi jak facet masuje mu stopy oraz czy pokonałby Stevena Seagala to zapraszam do czytania.

UWAGA 1: Czytanie trochę Ci zajmie, więc albo poświęcasz przerwę obiadową w pracy, albo czekasz do wieczora, nalewasz sobie lampkę soku z gumijagód, w tle odpalasz soundtrack z "Krwawego sportu" i delektujesz się tą przejeżdżką.

UWAGA 2: Grudzień to wiadomo - Święta i czas dzielenia się - więc bierzcie i dzielcie się tym linkiem wszyscy :)

Post has attachment
Pierwsza część mojej antologii kina akcji. Zapraszam do świata Stevena Seagala, w którym nigdy nie można być pewnym, co wydarzyło się w głowie naszego bohatera, co w jego filmach, a co w prawdziwym życiu.
http://planeterror.pl/steven-seagal-czlowiek-ktorego-ego-niszczylo-liczniki-geigera/

Post has attachment

Post has shared content
historia prawdziwa ...
BITWA WARSZAWSKA


Powoli i z trudem otworzył oczy. Nie wiedział, gdzie się znajduje ani jak tam trafił. W głowie dudniło mu jakby całe murzyńskie plemię grało w niej na tam-tamach. Powoli zaczynał zdawać sobie sprawę ze swojej sytuacji. Wokół leżeli przyjaciele, nie dawali znaku życia. Spojrzał na siebie - był na szczęście tylko trochę podrapany. Gdy próbował wstać jego ciało przeszył ból. Na szczęście nie zgubił swojej wiernej szabli, na której wsparł się, aby podnieść się na nogi. Z jakiegoś powodu jego umundurowanie było niekompletne - gdzieś stracił całą górę. Cały czas zastanawiał się, co się wydarzyło, co ma robić dalej. Wiedział tylko, że musi walczyć - ma przecież w dłoni broń, a jego przyjaciele już polegli.

Gdzieś w niedużej odległości słychać było szloch i jęki. Nie wróżyło to nic dobrego - brzmiały jak głosy konających. Bał się, ale jednocześnie wiedział, że musi ruszyć w kierunku tych głosów i pomóc jeśli trzeba. Sam był przecież w nienajgorszej kondycji, a ci tam być może potrzebowali pilnego ratunku. Cały czas oszołomiony, zmusił organizm do wysiłku i skierował swe kroki ku cierpiącym. Zbliżając się zauważył, że głosy, które słyszał należą zdecydowanie do osób, których ból jest ogromny.

Ujrzał kolejnego towarzysza broni, leżącego twarzą do ziemi w przedśmiertnych konwulsjach. Obok niego siedziała szlochająca i próbująca go przywrócić do żywych jakaś młoda niewiasta. W jednej chwili otrząsnął mgłę spowijającą jego umysł i spróbował pocieszyć białogłowę, jednak jego ciało zawiodło go po raz kolejny i zdołał jedynie łamaną polszczyzną wymamrotać: „Kurwa, Mariola, zostaw tego jełopa – się najebał, wyśpi się to do nas trafi jak tylko otworzymy następną gołdę”.


PS. To wszystko wydarzyło się naprawdę – 15 sierpnia w jednej z podwarszawskich miejscowości udało mi się natrafić na mieszane stado damsko-męskie „ekstremalnie świętujących”, nachlanych tak, że ledwo widzieli na oczy, pół gołych w przypadku samców, przy czym jeden ubrany był dodatkowo w tradycyjną polską szablę paradną, które doskonale sprawdzała się jako podparcie w trakcie rzygania (część z nich prawie przejechaliśmy, bo leżeli rozwaleni na ulicy).

Photo

Post has attachment
BITWA WARSZAWSKA


Powoli i z trudem otworzył oczy. Nie wiedział, gdzie się znajduje ani jak tam trafił. W głowie dudniło mu jakby całe murzyńskie plemię grało w niej na tam-tamach. Powoli zaczynał zdawać sobie sprawę ze swojej sytuacji. Wokół leżeli przyjaciele, nie dawali znaku życia. Spojrzał na siebie - był na szczęście tylko trochę podrapany. Gdy próbował wstać jego ciało przeszył ból. Na szczęście nie zgubił swojej wiernej szabli, na której wsparł się, aby podnieść się na nogi. Z jakiegoś powodu jego umundurowanie było niekompletne - gdzieś stracił całą górę. Cały czas zastanawiał się, co się wydarzyło, co ma robić dalej. Wiedział tylko, że musi walczyć - ma przecież w dłoni broń, a jego przyjaciele już polegli.

Gdzieś w niedużej odległości słychać było szloch i jęki. Nie wróżyło to nic dobrego - brzmiały jak głosy konających. Bał się, ale jednocześnie wiedział, że musi ruszyć w kierunku tych głosów i pomóc jeśli trzeba. Sam był przecież w nienajgorszej kondycji, a ci tam być może potrzebowali pilnego ratunku. Cały czas oszołomiony, zmusił organizm do wysiłku i skierował swe kroki ku cierpiącym. Zbliżając się zauważył, że głosy, które słyszał należą zdecydowanie do osób, których ból jest ogromny.

Ujrzał kolejnego towarzysza broni, leżącego twarzą do ziemi w przedśmiertnych konwulsjach. Obok niego siedziała szlochająca i próbująca go przywrócić do żywych jakaś młoda niewiasta. W jednej chwili otrząsnął mgłę spowijającą jego umysł i spróbował pocieszyć białogłowę, jednak jego ciało zawiodło go po raz kolejny i zdołał jedynie łamaną polszczyzną wymamrotać: „Kurwa, Mariola, zostaw tego jełopa – się najebał, wyśpi się to do nas trafi jak tylko otworzymy następną gołdę”.


PS. To wszystko wydarzyło się naprawdę – 15 sierpnia w jednej z podwarszawskich miejscowości udało mi się natrafić na mieszane stado damsko-męskie „ekstremalnie świętujących”, nachlanych tak, że ledwo widzieli na oczy, pół gołych w przypadku samców, przy czym jeden ubrany był dodatkowo w tradycyjną polską szablę paradną, które doskonale sprawdzała się jako podparcie w trakcie rzygania (część z nich prawie przejechaliśmy, bo leżeli rozwaleni na ulicy).

Photo
Add a comment...

Post has attachment

Post has attachment
Jeśli jesteś rodzicem - musisz to przeczytać!
Jeśli chcesz być rodzicem - musisz to przeczytać!
Jeśli jesteś imprezowym singlem - musisz to przeczytać!
WSZYSCY muszą to przeczytać!!!!
Zażywasz - przegrywasz!!!
Wait while more posts are being loaded