Profile cover photo
Profile photo
Audiotrendt
6 followers
6 followers
About
Audiotrendt's posts

Post has attachment
Wzmacniacz zintegrowany A29 – ZAPRASZAMY NA PREZENTACJĘ W Salonie AUDIOtrendt Kraków
www.audiotrendt.com.pl
ul. Sołtysowska 35a/LU nr 1 , KRAKÓW 31-589
tel 12 6861015 tel 12 3586343 (od poniedziałku do piątku między 11.00 – 19.00, sobota 10.00-14.00 )
kom 791 063 315 
kom 509 188 477 
GG 46612831
Wzmacniacz zintegrowany A29
Najważniejsze cechy
• zintegrowany wzmacniacz stereo
• wzmacniacz 80 W w klasie G
• zasilanie dla produktów z serii rSeries
• systemowy pilot CR902
• wejście gramofonowe MM zamiennie z wejściem liniowym
• duża, aluminiowa, ergonomiczna gałka
• oszczędny tryb standby – pobór 0,5 W
Zintegrowany wzmacniacz Arcam A29 to kolejny duży krok naprzód w ofercie firmy Arcam. Staramy się wdrożyć w naszych produktach wszystko to, co wypracowaliśmy w ciągu 40 lat. Wszystko po to, aby zaoferować wzmacniacz, który ustali nowe standardy i zaproponuje wiodący w swojej klasie dźwięk, dzięki któremu słuchanie muzyki będzie czystą przyjemnością.
Bazując na wieloletnim doświadczeniu w projektowaniu wzmacniaczy, w A29 zaaplikowano najlepszej jakości komponenty w przemyślanej, innowacyjnej topologii. Otrzymano w ten sposób produkt, który gwarantuje wiele lat obcowania z muzyką.
Końcówki mocy pracujące w klasie G, transformator toroidalny, tłumione mechanicznie chassis, tranzystorowe stopnie wyjściowe push-pull i niezwykle niskie zniekształcenia i szumy w A29 powodują, że muzyka odtwarzana jest z całą mocą i z wszystkimi szczegółami. Możemy mieć pewność, że usłyszymy muzykę w takiej formie, w jakiej ją stworzył artysta.
A29 został zaprojektowany tak, by wyprzedzić konkurencję: dzięki imponującym 80 watom na kanał przy 8 Ω i 175 watom przy 4 Ω, mamy pewność, że w zawsze dysponujemy olbrzymią rezerwą mocy uzyskiwanej z końcówek mocy, pracujących w najnowszej generacji klasy G, która jest wydajna jak klasa D, a jest przy tym układem analogowym. W trakcie normalnej pracy, zniekształcenia są niższe niż jedna część na milion, dzięki czemu moc jest pod
absolutną kontrolą.
W ostatnich latach poczyniliśmy duże kroki w kierunku poprawy jakości źródeł sygnału i głośników – teraz nadszedł czas, by poprawić jakość konstrukcji wzmacniaczy. Ten przełomowy wzmacniacz to pozycja obowiązkowa dla melomanów, którzy rozumieją, że moc jest niczym bez odpowiedniej kontroli.
DANE TECHNICZNE:
Moc wyjściowa (20 Hz—20 kHz/0,5% THD)
Obydwa kanały, 8 Ω, 20 Hz—20 kHz: 80 W
Jeden kanał, 4 Ω, 1 kHz: 175 W
Zniekształcenia harmoniczne, 80% mocy, 8 Ω, 1kHz: 0,003%
Wejścia
Gramofonowe (MM): 5 mV
Impedancja wejściowa: 47 kΩ + 100 pF
Pasmo przenoszenia (ref. RIAA): 20Hz – 20kHz ± 1dB
Stosunek sygnał/szum (A wtd) 50 W, 5 mV: 80 dB
Margines przeciążenia, 5 mV przy 1 kHz: 23 dB
Wejścia
Czułość nominalna: 1V
Impedancja wejściowa: 10kΩ
Wyjście przedwzmacniacza
Napięcie wyjściowe: 735 mV
Impedancja wyjściowa: 230 Ω
Wyjście słuchawkowe
Maksymalne napięcie wyjściowe, przy 600 Ω: 5V
Impedancja wyjściowa: 1 Ω
Zakres obciążenia: 16 Ω – 2 kΩ
Zasilacz dla rSeries
2. Złączka DC 1 mm: 6V, 500mA
Ogólne
Napięcie zasilające: 110-120 V lub 220-240 V
Zużycie energii (maksimum): 500 W
Wymiary W x D x H (włącznie z nóżkami): 433 x 275 x 85 mm
Masa (net): 9,2 kg
Masa (w opakowaniu): 10,7 kg
Akcesoria: Kabel zasilania sieciowego, pilot systemu CR902, 2 x baterie AAA, Dodatkowy kabel zasilania
Photo

Post has attachment
triangle antal anniversary 30th w pikantej cenie w Salonie AUDIOtrendt Kraków tel 509188477
www.audiotrendt.com.pl
ul. Sołtysowska 35a/LU nr 1 , KRAKÓW 31-589
tel 12 6861015 tel 12 3586343 (od poniedziałku do piątku między 11.00 – 19.00, sobota 10.00-14.00 )
kom 791 063 315 
kom 509 188 477 
GG 46612831
Historia firmy Triangle liczy sobie już 30 lat, a przez ponad połowę tego okresu w jej ofercie znajdują się Antale - od roku 1994, gdy pojawiła się ich pierwsza wersja XTZ. W roku 2004 wprowadzono wersję Antal Es, mającą już układ głośnikowy (ale nie same głośniki!) dokładnie taki, jak wersja aktualnie produkowana - Antal Ex, na bazie której powstała wersja jubileuszowa, nazwana oficjalnie "Antal Limited Edition".
Podobną genezę mają podstawkowe Comete Limited Edition. Pozostała jeszcze jedna modyfikacja, którą trzeba wskazać jako różnicę między wersją standardową a limitowaną, i będziemy mogli w dalszej części pisać po prostu Antal, bo wszystkie kolejne cechy będą odnosiły się do obydwu wersji.
Według firmowych zapowiedzi, w wersji limitowanej głośnik wysokotonowy typu TZ2500 (a więc zasadniczo taki sam, jak w wersji standardowej Antali i innych konstrukcji Esprit) ma tubę aluminiową, wykończoną (wyfrezowaną i wypolerowaną) w taki sposób jak w wysokotonowych przetwornikach (ale innego typu) serii Magellan; oględziny nie do końca potwierdzają taki stan rzeczy - o ile w Magellanach (po ostatnich, zeszłorocznych modyfikacjach) faktycznie mamy takie wykończenie tuby, jak opisane wyżej, a w standardowych Espritach jest ona pokryta jasnoszarym lakierem, to tutaj widać powierzchnię chromowaną - jest idealnie gładka, bardzo jasna i błyszcząca. Co zresztą doskonale pasuje do błyszczącej czerni.
Kolumna Triangle ANTAL LE jest wysoka - najwyższa w tym gronie - i bardzo efektowna wizualnie, nie tylko z powodu tego jednego wymiaru. Zwłaszcza w wersji "piano black" i z błyszczącym wysokotonowym, ale i w standardowym wykończeniu serii Ex, Antal ma sporo (zresztą charakterystycznej dla firmy) "dekoracyjności". Mimo że same membrany, ani nawet ich obręcze, specjalnie się nie błyszczą, to obraz ożywiają różne dodatki na przedniej ściance - wystające metalowe (chromowane) mocowania maskownicy, bardzo duża tabliczka z okolicznościową dedykacją, okazały wylot bas-refleksu (wreszcie z przodu! - co za ulga dla wystraszonych stawianiem kolumn wentylowanych do tyłu blisko ściany, co za okazja dla firmy Triangle, aby ich zdobyć!), i w końcu podpierający przednią część obudowy duży kolec z talerzykiem i ogromny, ale jakże oryginalny, cokół.
System głośnikowy
System głośnikowy w Triangle ANTAL LE jest trójdrożny i ponownie ma tradycyjną konfigurację z wysokotonowym na samej górze, są dwa przetworniki niskotonowe. Mają one średnicę 18 cm i widoczną plecioną powierzchnię części stożkowej (tego jej zewnętrznego fragmentu, który nie jest zasłonięty przez dużą nakładkę przeciwpyłową); producent wspomina tylko o zastosowaniu włókna szklanego, ale sprawa jest bardziej złożona - dosłownie i w przenośni - a to dobre w głośniku niskotonowym, którego membrana powinna być sztywna, a najlepiej służy temu "kanapka" z kilku różnych materiałów.
Tutaj stożkowa część jest sklejona z włókna szklanego (na zewnątrz) i celulozy (pod spodem), usztywniona dodatkowo bardzo dużą nakładką przeciwpyłową. To jeszcze nie tak mocna struktura jak w głośnikach Magellanów, gdzie stożkowa część jest sandwiczem dwóch zewnętrznych warstw z plecionki i wewnętrznego "plastra miodu", ale w tym teście i tak zdecydowanie najbardziej zaawansowana.
Zawieszenie
Zawieszenie jest gumowe, odwrócone, a głośnik średniotonowy zupełnie inny - nie tylko mniejszy (15-cm), ale też z odmiennym układem drgającym. Górne zawieszenie jest tekstylne, "harmonijkowe", sama membrana - lekka, celulozowa, a w jej centrum znajduje się nieruchomy korektor fazy (nie jest ruchomą częścią membrany, dzięki czemu jest ona lżejsza). To dobrze wyspecjalizowany głośnik - producent podkreśla, że ten typ opracowano specjalnie dla modelu Antal.
Filozofia delikatnego zawieszenia i korektora zamiast nakładki, jest podobna jak w średniotonowym B&W, natomiast charakterystyczne chyba tylko dla Triangle jest zastosowanie celulozy w głośniku średniotonowym i jednocześnie niestosowanie jej w podobny sposób w głośnikach niskotonowych - sytuacja taka powtarza się we wszystkich trójdrożnych kolumnach tej firmy. Opiera się to na poglądzie, że mimo wszelkich teoretycznych przewag innych "nowocześniejszych" (Kevlar też ma już ze trzydzieści lat...) materiałów, celuloza ma najbardziej naturalne brzmienie - a to jest szczególnie ważne w zakresie średnich tonów, gdzie nasze ucho ma największą czułość i zdolność do wykrywania fałszów, natomiast na basie, gdzie występują duże amplitudy, liczy się bardziej czysta mechanika, sztywność i wytrzymałość.
Głośniki
Jak wskazały nasze pomiary, głośnik średniotonowy sięga dość nisko, jest zdecydowanie filtrowany dopiero poniżej 100 Hz, więc będzie miał swój udział również w przetwarzaniu części zakresu basowego.
Wysokotonowy - to przetwornik tubowy z tytanową membraną, komorą kompresyjną, ostrym korektorem fazy, którego profil wraz z profilem samej tuby został przez Triangle tak dopracowany, aby głośnik nie zawężał charakterystyk kierunkowych w zakresie najwyższych częstotliwości (jest to bolączką przeciętnych przetworników tubowych.
Odsłuch
Antal to ważna "postać" w głośnikowym świecie, wyrazista i charyzmatyczna, nieobojętna wielu audiofilom. "Postać" z jajami. Współczesne Triangle ANTAL LE są jednak wyraźnie innymi konstrukcjami - firma Triangle w ciągu kilkunastu lat, jakie minęły od testu pierwszych modeli, nieraz udowodniła, że też się zmienia... doszło nawet do tego, że dwa lata temu kupiłem - na własny, prywatny użytek - Magellany Cello. Nie jako jedyne kolumny, "naj-naj", z którymi chcę być do końca życia, ale jako jedne z tych, których warto dłużej posłuchać, bo pokazują coś nowego, angażują, są "pozytywnie zakręcone".
Na drugim biegunie mamy brzmienie szlachetne, wyrafinowane, neutralne, w sumie też pozytywne... ale wymagające. Recenzent z takim stażem, jak ja, nie musi ubierać się w fałszywą skromność - bez trudu doceniam brzmienia tego typu, jednak nie zawsze mam na nie ochotę... Na Triangle też nie zawsze, ale częściej niż kiedyś, zwłaszcza gdy są to modele z wyższej półki. Antale SE to jeszcze nie poziom Cello, ale ten sam styl, świetnie łączący tradycję Triangle (dawne Antale...) i szkołę brzmienia lepiej zrównoważonego, aktywnego w całym pasmie.
Kluczowe dla sukcesu są tu... tony średnie! Nie dlatego, że wyraźnie wyeksponowane - również bas i góra są aktywne, lecz to środek niesie najwięcej emocji. W całym pasmie jest nasycenie i witalność, brzmienie jest bardzo przekonujące i angażujące. Specjalna dźwięczność i koloryt Antali wcale nie dają łatwych podstaw do ustalenia, jaki zakres został wyeksponowany lub wycofany, choć "dzieje się" tak wiele, że - będąc podejrzliwym - można sądzić, iż coś zostało dodane lub ujęte. Góra pasma tworzy ze środkiem spójny konglomerat (chociaż wiem, że pomiary pokazują coś trochę innego) i mimo że trochę rozjaśnia, to nie wyostrza, i wciąż można twierdzić, że służy średnicy, dopełnia ją, a nie gra na własny rachunek.
Były też momenty, kiedy pięknie pokazywał się dolny środek i energia wysokich tonów nie odciągała od niego uwagi, pozwalała wybrzmieć mu głęboko i z animuszem, z wibracją i atakiem; ostatecznie cały zakres średniotonowy ma piękną dynamikę, co łatwo usłyszeć w wejściu dęciaków i uderzeniach werbla - niezamienionego ani w poduchę, ani w kartkę papieru. Wokale pokazywane są z nie mniejszymi emocjami (o ile tak zostały nagrane), lubią wyjść do słuchacza, nabierają ciała, nie są przy tym wyolbrzymiane.Wspomniana dobra kondycja "dolnego środka" nie oznacza (zbyt) dużej masy, a raczej energię; dźwięk jest bliski, bez żadnej mgiełki.
Uderzenia w blachy mają moc i atak, co Triangle ANTAL LE oddaje z nasyceniem większym niż... tuba JBL-a! Tak, to jest dobre i ważne odniesienie - brzmienie z Antali jest bardziej energetyczne i bezpośrednie niż z LS60, które grają spokojniej, bardziej wnikliwie, chłodniej - Triangle może nie są ciepłe, bo są... gorące - nie chodzi tu bowiem o ciepłe kluchy, lecz o muzyczne rozgrzanie, soczystość i plastyczność. Dynamice nie przeszkadza tu wcale odrobina miękkości; to wszystko razem wydaje się niemal nie do pogodzenia, a jednak gra!
Taką właśnie różnorodność i wielokierunkowe uzdolnienia wykazuje też bas - momentami tłusty, ale nieustannie dynamiczny i z "wykopem". Łączy w wyjątkowy sposób efektowną obfitość, płynność i uderzenie. 
Całe brzmienie jest spójne i płynne - dużo delikatności, a więcej swobody, generuje większą, zbliżoną do słuchacza i gęsto obsadzoną scenę. Mocny, obfity, dziarski dźwięk, który wcale nie zdobywa tych możliwości kosztem dobrego zrównoważenia. W ciągu ostatnich dziesięciu lat role się niemal odwróciły... B&W podąża w kierunku improwizacji i kreacji, do których trzeba ucho trochę przyzwyczaić, a Triangle wyszlachetniało. Co nie znaczy, że straciło jaja. Przez 30 lat jaja dorosły. I wcale nie są zmęczone.
Photo

Post has attachment
Audia Flight FL THREE S - fantastyczny wzmacniacz, zapraszamy na odsłuch elektroniki marki Audia Flight w Salonie AUDIOtrendt Kraków
www.audiotrendt.com.pl
ul. Sołtysowska 35a/LU nr 1 , KRAKÓW 31-589
tel 12 6861015 tel 12 3586343 (od poniedziałku do piątku między 11.00 – 19.00, sobota 10.00-14.00 ) 
kom 509 188 477 
GG 46612831
Siedziba firmy Audia snc, właściciela marki Audia Flight, znajduje się w Civitavecchia, na włoskim wybrzeżu, w centralnej części „buta”, jakieś 70 km od Rzymu. Firma założona została w 1996 roku przez Massimiliano Marzi oraz Andrea Nardini; za rok obchodzić więc będzie 20-lecie istnienia. Podobnie jak inni luminarze świata audio, np. Anssi Hyvönen (Amphion), Kazuo Kiuchi (Harmonix, Reimyo), obydwaj dżentelmeni doświadczenie wynieśli z pracy w przemyśle elektronicznym.
Testowana przez nas dawno temu końcówka mocy Audia Flight 100, wprowadzona do sprzedaży w 1997 roku, a więc zaledwie rok po powstaniu firmy, była ogromnym sukcesem, dzięki któremu zagościła ona w pismach audio na całym świecie, a później również w sklepach i wreszcie w domach melomanów. W rok czegoś takiego wymyślić się nie da – nie łudźmy się. Rok założenia firmy był bowiem tylko momentem rejestracji, a panowie pracowali wspólnie nad nowym układem wzmacniacza w latach 1994-1996. W wyniku tych prac powstał układ z prądowym, a nie napięciowym sprzężeniem zwrotnym, pozwalający na szybkie oddanie transjentów i łatwą kontrolę obciążenia. Dzisiaj może się to wydawać normalne (Accuphase robi tak we wszystkich swoich wzmacniaczach), ale wówczas było zupełną nowością.
Potomkowie modelu ‘100’ należą do serii Classic, jednej z trzech produkowanych obecnie w Civitavecchia. Dwie pozostałe to Three oraz topowa Strumento. Choć jeszcze tego na stronie producenta nie widać, seria Three przeszła gruntowny lifting, upodobniający jej wygląd do Strumento, poprawiający również układ elektroniczny, a w nazwie pojawiła się literka ‘S’. Ale czas był już najwyższy – poprzednie wcielenie testowanego urządzenia weszło do produkcji w styczniu 2009 roku.
FL Three S to wzmacniacz zintegrowany, półprzewodnikowy o charakterystycznym wycięciu w przedniej ściance, oddającym górną część logo firmy. Oprócz wyższej niż poprzednio mocy (2 x 75 W/8 Ω vs 2 x 100 W/8 Ω), uwagę zwraca bardzo szerokie pasmo przenoszenia: 1 Hz - 450 kHz (+3 dB) i duża szybkość narastania sygnału: > 80 V/µs. Wyraźnie widać, że to te elementy były w centrum uwagi projektantów.
W podstawowej wersji, wbrew obecnie obowiązującej modzie (bo nie można tego inaczej nazwać), wzmacniacz jest klasyczną integrą, z pięcioma wejściami liniowymi, z czego jedno, oznaczone numerem 5, jest wejściem zbalansowanym.
Żeby jednak nie zostać w tyle, zaoferowano użytkownikowi możliwość przystosowania wzmacniacza, albo możliwość jego późniejszej rozbudowy. Podobnie jak we wzmacniaczach Accuphase’a, np. E-470, dostępne są dwa opcjonalne moduły: przedwzmacniacza gramofonowego MM/MC, z rozbudowanym układem zmiany obciążenia, oraz przetwornika cyfrowo-analogowego. Test dotyczy sekcji liniowej urządzenia.
Jest ono bardzo ładnie zbudowane, solidnie i z wyczuciem. Widać, że nie powstało wczoraj, ponieważ w jego działaniu znajdziemy kilka fajnych „dżingsów”, jak na przykład działanie układu „mute”. Zazwyczaj to po prostu przekaźnik w torze sygnału. Tutaj po naciśnięciu guzika gałka siły głosu dostojnie zjeżdża do zera, a gdy naciśniemy ponownie wraca do poprzedniej pozycji. Fajne i funkcjonalne – chronimy siebie i kolumny przed nagłym skokiem sygnału. Wzmacniacz dostępny jest ze srebrną lub czarną ścianką przednią. W obydwu przypadkach reszta obudowy będzie miała jednak kolor ciemnotytanowy.
Włoski wzmacniacz wygląda niezwykle atrakcyjnie – to ostatecznie włoska robota, pod każdym względem. Patrzymy na FL Three S i wiemy, że zaprojektował go ktoś, kto wie, co to smak, ale też, że ten ktoś nie zapomniał o podstawowej roli, jaką wzmacniacz pełni, tj. wzmacnia sygnał i jest częścią systemu audio. Urządzenie ma bowiem stylową ściankę przednią, jest jednak przy tym duże, ciężkie i solidnie wykonane.
Jest coś w stylistyce urządzeń z włoskiego „buta”, co nadaje im wspólny rys. Myślę, że zgodzi się ze mną nie jeden i nie dwóch czytelników „High Fidelity”. Ale jest w tym coś więcej niż tylko polor – mam wrażenie, że włoscy projektanci myślą o produkcie holistycznie (sorry za modne słowo). Wydaje mi się – a nawet jestem tego pewien – że myślą oni o produkcie jako jednorodnej całości. To znaczy, że projektując jego wygląd robią to, mając w głowie dźwięk, jaki chcieliby uzyskać lub/i jaki uzyskali. I nie ma znaczenia, czy to działanie świadome, czy instynktowne (freudyści powiedzieliby: podświadome), ponieważ liczy się wynik.
Jeśli to prawda, to gładkość, lekkość stylistyczna, jaką charakteryzują się projekty plastyczne włoskich urządzeń, są odbiciem sposobu kształtowania przez nie dźwięku. W brzmieniu testowanego wzmacniacza nie ma nic z chęci pokazania kto tu „rządzi”. Z drugiej strony nie ma nic fircykowatego, „rokokowego”, że tak powiem, gdzie ozdobnik jest ważniejszy od materii. To zespół cech, składających się na inny od znaczącej oferty, z jaką spotkamy się w salonach audio, pomysł na dźwięk.
Najbliżej jest mu do brzmienia… kolumn z zamkniętą obudową. Wiem, to nieczęste takie krzyżowe porównania międzyrodzajowe, ale jeśli mają państwo doświadczenie z takim przekazem, to od razu będziecie wiedzieli o co chodzi. Dźwięk w takim graniu jest kontrolowany i lekko zdystansowany. Pierwszy plan jest za linią łączącą głośniki, wobec czego nic nie „wyskakuje” przed nami. Nie ma także rozciągania sceny dźwiękowej daleko poza kolumny, niczego na siłę. W bezpośrednim porównaniu z efektownie brzmiącymi wzmacniaczami, dla przykładu Haiku Bright MkIII z jednej strony i Accuphase E-470 z drugiej, „Trójka” może się wydać mdła. To nie tak. Posłuchajmy jej dłużej, a będziemy wiedzieli, dla jakiej muzyki została stworzona (tj. jakiej muzyki słuchają, jaką muzykę KOCHAJĄ jej twórcy) i jest duże prawdopodobieństwo, że to będzie NASZ sposób przekazywania informacji przestrzennej. Bez spinania się, bez żyłowania – gładko, lekko, ale też dokładnie.
Mikrodynamika jest w tym graniu niebywała – i to ona, wraz z bardzo dobrym różnicowaniem barwowym, powoduje, że wszystko w tym dźwięku żyje. Dynamika w skali makro wydaje się lekko uspokojona – to część nieco zdystansowanego grania o którym mówiłem. W małej skali, jeśli chodzi o poszczególne instrumenty, wydarzenia – to dynamit. Ale tak samo jest w kolumnach, które przywołałem – w porównaniu z nimi znakomita większość klasycznych rozwiązań, tj. z bas-refleksem, wydaje się skompresowana. Z Audią o kompresji nie ma mowy.
Jest jednak pewna cecha, w kontekście której trzeba ją przywołać: wzmacniacz wyraźnie pokazuje kompresję dźwięku słuchanych przez nas nagrań; sama do dźwięku jej nie wnosi, ale jeśli użyto jej w nadmiarze gdzieś wyżej w torze, to ją pokaże. Mówię o kompresji dokonanej w studiu, tj. o zmniejszaniu dynamiki, o jej uśrednianiu (a więc subiektywnym podnoszeniu siły głosu). Technika ta znana jest od zarania procesu nagrywania, jednak w ostatnich 10 latach została wynaturzona, to karykatura. Producenci i wytwórnie chcą, aby „ich” płyta brzmiała najgłośniej, aby od razu waliła między oczy. Da się to zrobić właśnie kompresując dźwięk, minimalizując dynamikę.
Przy okazji powiem więc o czymś, co słyszałem od kilku różnych wydawców płyt, komentujących sens wydawania winyli nacinanych z plików cyfrowych. Uważają oni, że płyta LP może zagrać o wiele lepiej niż ten sam materiał grany z odtwarzacza CD lub z odtwarzacza plików, nawet bardzo wysokiej klasy dlatego, że na potrzeby LP jest przygotowywany inaczej. Przy masteringu płyty CD i plików (np. na iTunesa) dokonuje się dużej kompresji – „wojna” o uwagę słuchacza wciąż trwa. Z kolei przygotowując master wydania winylowego ludzie za to odpowiedzialni mają wolną rękę, wytwórnie nie widzą w tym pieniędzy, więc im „odpuszczają”. Kompresja jest oczywiście stosowana, ale zgodnie z regułami sztuki, a nie w pijanym zwidzie. Dlatego właśnie płyty LP brzmią zwykle lepiej niż te same tytuły na płytach CD i w plikach, nawet jeśli sygnał dla wszystkich jest ten sam – cyfrowy.
Wróćmy do Audii. Urządzenie przy mocno skompresowanych płytach dystansuje się do nich. Czyli pokazuje bardziej płaskie brzmienie, mniej kolorową barwę. Inne, raczej te drogie urządzenia radzą sobie z tym w ten sposób, że wchodzą głębiej w nagranie i ratują je wysoką rozdzielczością i jeszcze lepszym różnicowaniem barwowym. Audia nie jest w tym słaba – po prostu ma konkretne brzmienie, a w nim na takie coś nie ma miejsca.
Z kolei jeśli nagranie jest fajnie przygotowane, sensownie wydane, wzmacniacz odwdzięcza się niezwykłym realizmem. I nie chodzi nawet o purystyczne nagrania, jak firm Naim Label i ECM – choć z nimi będzie jazda! – a po prostu o dobre granie. Nawet takie, jak z płyty Songs About Jane grupy Maroon5. Zabrzmiała ona z feelingiem, ładnie. Nie miała wysokiej dynamiki, ale też nie mogła – to klasyczna produkcja tego typu. Ale też było różnicowanie barwy, dobra równowaga tonalna, komunikatywność.
Testowane urządzenie jest przy tym na tyle rozdzielcze, że bez problemu pokazuje różnice między poszczególnymi tłoczeniami i masterami. Płytę o której mowa mam w dwóch wersjach (obydwie z Japonii): klasyczne wydanie z 2002 roku i wydanie rocznicowe „10th Anniversary Edition” na płycie SHM-CD. Klarowność, przejrzystość i definicja tego drugiego są o wiele lepsze, o czym Audia poinformowała od razu. Wszystko w tym graniu żyje i brzmi dźwięcznie. Nawet wówczas starsza wersja miała na tyle czaru, że bez problemu można jej było wysłuchać. Urządzenie nie podkreśla góry pasma, ale podaje ją w bardzo czysty, wyważony sposób. Tak więc nawet z nagraniami, których wysokie tony do czystych nie należą, nie będzie to problemem, nie będzie rozjaśnień, wyostrzeń itp.
Włoski wzmacniacz najlepiej zagra z kolumnami, które mają własny wyraz, własny sposób na dźwięk. Myślę, że Graham Audio LS 5/9, Spendory, Harbethy, ale i JBL-e to dobry kierunek. Słuchałem Audii z Modelem 4319 tej ostatniej firmy i to był dynamit – moc, rozdzielczość i do tego łatwo uchwytny wyraz, charakter. Bas wzmacniacza nie jest jakoś szczególnie definiowany i chodzi w nim o ładną barwę, dobre połączenie ze środkiem pasma. Nie liczyłbym na głębokie, szybko tłumione zejścia. Wprawdzie nic się nie wlecze, ale też nie jest to kontrola idealna.
Wzmacniacze zintegrowane wyposaża się w wyjście słuchawkowe niemal od „zawsze”, tj. od lat 60. ubiegłego wieku. W latach 90. zostały one jednak porzucone – słuchawki wydawały się wówczas „passe”. Rewolucja związana z cyfrowymi odtwarzaczami przenośnymi mp3, których synonimem został iPod firmy Apple (choć korzysta z innego systemu kompresji sygnału – AAC), spowodowały jednak, że to obecnie jedna z najszybciej rozwijających się części branży audio i nie tylko, także komputerowej.
Wraz ze słuchawkami do łask wróciły też wyjścia dla nich we wzmacniaczach zintegrowanych. Teraz wzmacniacz bez takiego gniazda wydaje się niekompletny. Równocześnie jednak boleśnie odświeżono nam pamięć – przeważająca ilość takich gniazd jest tylko dodatkiem, nie wiem nawet, czy ktoś z nich korzysta. Bazując na odsłuchach wielu, wielu produktów jestem skłonny powiedzieć, że nie.
Kiedy więc słyszę tak dobrze grające Sennhiesery HD800, tak świetnie brzmiące Audeze LCD-3 podłączone bezpośrednio do wzmacniacza, mam na końcu języka kilka brzydkich słów, które chciałbym skierować pod adresem tych wszystkich, którzy o to w swoich produktach nie dbają, którzy mają to głęboko gdzieś.
Audia zagrała materiał ze wszystkich płyt, jakie w ten sposób przesłuchałem z dynamiką, świetną barwą i kulturą, które powodują, że nie trzeba myśleć o zewnętrznym wzmacniaczu słuchawkowym. Chyba, że mamy do wydania jakieś 5000 zł, to można próbować walczyć. Jeśli nie, to nie ma to sensu, lepiej zainwestować w dobre słuchawki. Otrzymamy z nimi zrównoważone brzmienie, delikatnie podniesione względem tego, co mamy na wyjściu głośnikowym, ale nie będzie z tym żadnego problemu. Fajne, rasowe granie – zarówno z dynamicznymi przetwornikami Sennheisera, jak i magnetostatami Audeze.
Podsumowanie
Rockmani, zwolennicy bliskiego, namacalnego dźwięku, ci, którzy szukają w muzyce przede wszystkim dużej energii na pewno znajdą wzmacniacz dla siebie – ale gdzie indziej. Audia jest dla tych, którzy cenią sobie nastrój, spojrzenie na nagranie z perspektywy, finezję.
To nie jest nudny dźwięk – rozdzielczość, różnicowanie i mikrodynamika są fantastyczne, bardzo mi się podobały. Wzmacniacz zagra równie dobrze muzykę o dużym rozmachu, zarówno soundtrack do Gladiatora, który obchodzi w tym roku 15 rocznicę, jak i fortepian solo.
I jest przy tym bardzo dobrym wzmacniaczem słuchawkowym, co pozwoli zaoszczędzić spore pieniądze, które można przeznaczyć na lepsze słuchawki. Dodajmy do tego udany przedwzmacniacz gramofonowy, którego brzmienie rozwija to, co słychać z wejść liniowych, a wyjdzie na to, że Audia Flight FL Three S to solidna propozycja dla ludzi, którzy nie zmieniają urządzeń dla samej zmiany, a dla tych, którzy chcą po prostu zestawić fajny zestaw z charakterem i skupić się na samej muzyce.
Wzmacniacz porównywany był z systemem złożonym z przedwzmacniacza Ayon Audio Spheris III i końcówki mocy Soulution 710, w teście odsłuchowym, w porównaniu A/B/A ze znanymi A i B. Współpracował z kolumnami Harbeth M40.1 oraz JBL Model 4319. Sygnał dostarczany był z odtwarzacza CD Ancient Audio Lektor AIR V-edition przez interkonekty Siltech Triple Crown. Sygnał do kolumn przesyłany był kablami głośnikowymi Acoustic Revive SPC-2.5TRIPLE C-FM. Zasilany był kablem sieciowym Crystal Cable Absolute Dream.
Wzmacniacz jest ciężki, ma sztywną obudowę i dobre nóżki. Warto jednak pomyśleć o jeszcze lepszym odsprzęgnięciu go od podłoża. Chociaż stał na półce Finite Elemente Pagode Edition, podstawiłem go dodatkowo na nóżkach Franc Audio Accessories Ceramic Disc Classic. Ponieważ masa rozkłada się we wzmacniaczu nierównomiernie, przednią nóżkę (używam trzech) przesunąłem w kierunku transformatora.
FL Three S to stereofoniczny wzmacniacz zintegrowany, półprzewodnikowy. Ma on dużą obudowę i jest ciężki – ciężar ten w dużej mierze zawdzięcza bardzo dużemu transformatorowi zasilającemu. Przednia ścianka ma okienko w kształcie loga firmy, w którym umieszczono alfanumeryczny wyświetlacz z niebieskim filtrem. Na wyświetlaczu odczytamy wybrane wejście, a także aktywację trybu mute oraz to, czy wyłączyliśmy wyjście głośnikowe. To ostatnie jest ważne, ponieważ wpięcie słuchawek nie odcina głośników. Wyświetlacz można przyciemnić.
Wybrane wejście wyświetla się jako Line 1, Line 2 itd., ale możemy też nadać im własne nazwy. Mute działa w ciekawy sposób – sygnał nie jest od razu odcinany, a wyciszany – w ścieżce sygnału nie ma przekaźników, a wzmacniacz ścisza (mechanicznie) się głosu, kręcąc gałką. Powrót jest taki sam. Niestety to, jak mocno gałka jest odkręcona, nie jest zbyt widoczne – informuje o tym małe zagłębienie na gałce. Przydałoby się pokazać to na wyświetlaczu.
Oprócz wyświetlacza i gałki na przedniej ściance mamy jeszcze małe, ładne guziczki, którymi zmieniamy wejście, aktywujemy mute i odcinamy głośniki, jak również włączamy urządzenie z trybu standby. Mechaniczny wyłącznik sieciowy, całkowicie odłączający wzmacniacz od sieci, jest na tylnej ściance, przy gnieździe sieciowym. Przy gałce siły głosu jest jeszcze gniazdo słuchawkowe typu „duży jack” fi 6,3 mm.
Użytkownik otrzymuje do dyspozycji pięć wejść liniowych, z czego jedno, oznaczone numerem 5, jest wejściem zbalansowanym. Wzmacniacz ma budowę niezbalansowaną, a sygnał zaraz za gniazdem XLR jest desymetryzowany. Wejście to okablowane jest w standardzie DIN, tj. z pinem „gorącym” nr 2. Mamy też dwie pary wyjść RCA – z przedwzmacniacza, tj. z regulowanym poziomem sygnału, oraz „Rec”, do nagrywania, czyli z poziomem zależnym tylko od poziomu sygnału wejściowego. Gniazda głośnikowe są pojedyncze. Całości dopełniają małe gniazda trigger 12 V.
Ale są też dwie zaślepki, przeznaczone na opcjonalne moduły. Jeśli zamontujemy płytkę z przedwzmacniaczem gramofonowym wówczas pod jedną z nich znajdziemy przełączniki służące do ustawienia wzmocnienia i obciążenia wkładki. Żeby się do nich dostać trzeba odkręcić dwie małe śrubki i zdjąć pasek metalu. Druga zaślepka może być zamieniona z wejściami cyfrowymi – wzmacniacz może wówczas pełnić również funkcję przetwornika cyfrowo-analogowego. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na to, że coraz częściej się od tego rozwiązania odchodzi.
Środek urządzenia podzielony jest na dwie części sporym radiatorem. Po jeden jego stronie jest duży transformator toroidalny, ekranowany i zalany materiałem tłumiącym drgania, a obok mniejszy transformator, również toroidalny. Ten mniejszy zasila logikę urządzenia, a większy układy audio – przedwzmacniacz końcówki mocy. Ma on dwa uzwojenia wtórne – każdy kanał ma swój własny zasilacz.
Wzmacniacz zmontowano na dużej płytce drukowanej. Nietypowo ustawiono przekaźniki, którymi wybieramy wejście – nie przy tylnej ściance. Układ całości jest tu obrócony względem niej o 90º, wymuszone to zostało przez ustawienie radiatora w poprzek obudowy. 
Przedwzmacniacz zmontowano z użyciem układów scalonych, a końcówka mocy jest na tranzystorach. W torze widać ładne elementy bierne – precyzyjne oporniki i polipropylenowe kondensatory. Regulacja siły głosu to domena niebieskiego potencjometru Alps.
Wzmacniacz postawiono na ładnych nóżkach z aluminium i gumy. Można nim sterować z metalowego pilota zdalnego sterowania, na którym guziczki mają taki sam kształt, jak te we wzmacniaczu. Kształty guzików przywodzą na myśl piloty Marantza sprzed kilku lat, dodajmy bardzo ładne. Dobra, solidna robota!
Dane techniczne (wg producenta)
Moc maksymalna: 
- 2 x 100 W/8 Ω
- 2 x 160 W/4 Ω 
Wzmocnienie: 26 dB
Pasmo przenoszenia: 1 Hz - 450 kHz (+3 dB)
Szybkość narastania sygnału: > 80 V/µs
Całkowite zniekształcenia harmoniczne (THD): < 0,03%
Stosunek sygnału do szumu: > 95 dB
Impedancja wejściowa:
- RCA - 51 kΩ/150 pF
- XLR - 30 kΩ 
Pobór mocy:
- max. 400 W 
- standby 0,5 W
Wymiary (SxWxG) : 450 x 110 x 440 mm
Waga: 16,5 kg
Photo

Post has attachment
Klipsch RP-260F i inne modele, w Salonie AUDIOtrendt Kraków zapraszamy na prezentację !!!
www.audiotrendt.com.pl
ul. Sołtysowska 35a/LU nr 1 , KRAKÓW 31-589
tel 12 6861015 tel 12 3586343 (od poniedziałku do piątku między 11.00 – 19.00, sobota 10.00-14.00 )
kom 791 063 315 
kom 509 188 477 
GG 46612831
W najnowszym numerze miesięcznika Hi-Fi Choice znajduje się test kolumn głośnikowych Klipsch model RP-260F. Dzięki: znakomitej stereofonii i wysokiej efektywności, energii, żywiołowości i nienagannej dynamice, nisko schodzącemu basowi, konturowości rytmiczności i szybkości, kolumny zdobyły wyróżnienie „Najlepszy Zakup”.
Nieskrępowana energia
Biorąc pod uwagę cenę testowanych kolumn oraz ich wykonanie, ale przede wszystkim brzmienie, jestem skłonny stwierdzić, że są to jedne z najlepszych kolumn w tym segmencie cenowym. RP-260F może nie należą do najtańszych zespołów głośnikowych, ale nie są na tyle drogie, żeby zakwalifikować je do średniej półki cenowej – między 6 a 10 tysięcy za parę. Aby stać się posiadaczem RP-260F, wystarczy posiadać ok. 4 tys. zł, co w moim odczuciu jest niewielką kwotą jak na tak dobre kolumny. Co otrzymujemy za te pieniądze? Odpowiedź jest prosta – bardzo wiele! Przede wszystkim kolumny o bardzo wysokiej efektywności, dzięki którym możemy nagłośnić pokój średniej wielkości, a nawet większy – do 35 metrów kwadratowych – i to stosując wzmacniacz o przeciętnej mocy. Podczas testu, między innymi w pomieszczeniu o powierzchni 25 metrów kwadratowych, udało mi się uzyskać wysokie poziomy głośności, łącząc RP-260F z 40-watowym zintegrowanym tranzystorowym wzmacniaczem S1 marki Goldenote. Takich efektów nie uzyskałbym z kolumnami o przeciętnej skuteczności, na przykład Dynaudio czy Chario. Nowe RP-260F sprawiają wrażenie kolumn, które chcą jak najbardziej umilić pracę wzmacniaczom – obojętnie z jakim wzmacniaczem połączycie te podłogowe kolumny, wcale nie będziecie musieli mocno kręcić w prawo pokrętłem głośności, aby uzyskiwać już naprawdę przyzwoite głośności – prawda jest taka, że Klipsch najczęściej zadowoli się dużo niższą mocą niż większość innych kolumn. Ta wysoka skuteczność wiążę się z fenomenalną dynamiką w obydwu skalach i błyskawiczną odpowiedzią na zmieniający się rytm. Poza tym nawet przy wysokich poziomach głośności wzmacniacz nie pracuje na skraju swoich możliwości, więc mniej zniekształca, przez co brzmienie cechuje się lepszą kontrolą i klarownością.
Kolumny marki Klipsch z pewnością polubią fani ostrego rockowego łojenia – odsłuch kilku albumów zespołu Marilyn Manson utwierdził mnie w tym przekonaniu. Ta muzyka wręcz eksplodowała za pośrednictwem RP-260F, a szczególnie duże wrażenie oprócz dynamiki zrobiła na mnie stereofonia. Przy okazji testów wielu wcześniejszych modeli kolumn poprzedniej serii często zachwycałem się stereofonią i tym, jak duży udział ma w tym głośnik tubowy dzięki czuwającej nad właściwym rozchodzeniem się fal dźwiękowych tubce Tractrix Horn. Całkowicie przeprojektowana, nowa tubka idzie pod tym względem jeszcze dalej, dzięki czemu doświadczyłem zupełnie nowych wrażeń związanych z przekazem przestrzeni. Słuchając Marilyn Manson, wyglądało to tak, że instrumenty oraz wokal znajdujące się na pierwszym planie były ostro zogniskowane i nałożone na potężne dźwięki drugiego i trzeciego planu. W efekcie podczas odsłuchu większości tych mocniej zagęszczonych utworów te amerykańskie kolumny podłogowe budowały przede mną dosłownie ścianę dźwięku z obficie upakowanymi, ale też ponad przeciętnie ostro zlokalizowanymi poszczególnymi instrumentami. Nowe tubki Tractrix Horn w kreacji przestrzeni wykonują kawał dobrej roboty i muszę przyznać, że pod tym względem sprawdzają się jeszcze lepiej od poprzednich modeli, instalowanych we wcześniej produkowanych kolumnach serii Reference. RP-260F ochoczo odtwarzają każdy dźwięk i nie ma znaczenia czy chcemy za ich pośrednictwem posłuchać jazzu, klasyki czy rocka. Każdy z tych gatunków muzycznych brzmi tak energicznie, jak podczas wykonania na żywo. Klipsch poprzez ponadprzeciętnie energiczny przekaz oraz z rozmachem budowaną scenę dźwiękową potęguje wrażenie obcowania z artystami jak na żywo. Dosłownie czujemy na własnej skórze każdy dźwięk czy wibrację Poza tym słuchając tych kolumn, można odnieść wrażenie, że nic nie umknie naszej uwadze, nawet najmniejsze i najsubtelniejsze dźwięki. Kiedy potrzeba, to kolumny potrafią gruchnąć potężnym basem, ale też mają wielką zdolność do różnicowania kontrastu dynamicznego w skali mikro, a więc tam, gdzie z pozoru dźwięki są bardziej ulotne, ale w ostatecznym rozrachunku mają równie duży wpływ na charakter brzmienia, jak duże skoki głośności w skali makro. Dwa stożki nisko-średniotonowe nieustannie nadążają za rytmem wyznaczonym przez ponadprzeciętnie efektywny tubowy głośnik wysokotonowy – ich szybkość i sprężystość brzmienia jest imponująca. Dzięki temu nie tylko zakres średnich tonów brzmi witalnie, powodując że wokale otrzymują prawidłowy ciężar i wypełnienie, ale również instrumenty operujące w zakresie niskich tonów nie są ograniczone przez zbytnie uszczuplenie czy też nadmiernie dociążone przez zbyt masywny i wolną reagujący bas. Jednym słowem słychać, że stożki zostały skonstruowane pod dyktando głośnika wysokotonowego wyposażonego w tubę Tractrix Horn. Dzięki temu mamy do czynienia z brzmieniem koherentnym i jednolitym w całym paśmie – co nie było takie oczywiste w przypadku wielu innych kolumn, których miałem okazję słuchać na przestrzeni wielu lat, a które to wyposażone były w tubowe głośniki wysokotonowe czy też elektrostaty lub membrany wstęgowe. Tam zwykle dochodziło do rozwarstwienia się brzmienia na dwa style, gdzie górne rejestry generowane przez egzotyczne tweetery najczęściej pod względem szybkości reakcji górowały nad tradycyjnymi głośnikami stożkowymi. W przypadku Klipscha ten problem nie występował ani wcześniej, ani tym bardziej teraz – dźwięk cechuje się idealną spójnością dynamiczną oraz jednolitą barwą, reprodukowaną tak samo przez wszystkie przetworniki, co naprawdę ma duże znacznie w kontekście naturalności brzmienia.
Podsumowanie 
Magia brzmienia tubowych głośników w przypadku amerykańskiego Klipscha nabiera zupełnie nowego wymiaru. Nowo opracowane tubowe przetworniki okazują się jeszcze lepsze od poprzednich, wróciły również membrany Cerametallic, ale na tym nie koniec. Zmiany objęły również skrzynki, które teraz zdecydowanie lepiej się prezentują, a także zastosowano nowy tunel bas-refleksu minimalizujący szumy i turbulencje. Wysoka efektywność tych kolumn przekłada się na łatwość w ich wysterowaniu przez znakomitą większość wzmacniaczy. Poza tym dzięki temu, że RP-260F należą do jednych z najskuteczniejszych kolumn na ryku w ogóle, można je napędzać nawet kilkuwatowymi lampami i słabowitymi tranzystorami bez obaw o przeciążenie stopni końcowych. Jeśli więc poszukujecie efektywnych kolumn podłogowych, za pomocą których będziecie chcieli nie tylko słuchać w domowym zaciszu muzyki przy wysokich poziomach głośności, ale również organizować prywatki, to może się okazać, że te amerykańskie zespoły głośnikowe trafią w Wasz gust. To bezpośrednio i efektownie brzmiące kolumny dla ludzi ceniących sobie w muzyce energiczny i żywiołowy przekaz poparty precyzją w odwzorowaniu wszelkich zjawisk w obydwu skalach dynamiki.
Do kupienia OnLine www.audiotrendt.com.pl
Do posłuchania i kupienia w salonie stacjonarnym: AUDIOtrendt, Kraków, ul. Sołtysowska 35a, Pon.-Pt. od 11.00 do 19.00, sobota od 10.00-14.00 ZAPRASZAMY
Photo

Post has attachment
Salon AUDIOtrendt Kraków zapraszamy na prezentację CAMBRIDGE !
Miło nam poinformować, że dostępne są już w sprzedaży amplitunery 
CAMBRIDGE z nowej serii CX
CX120 oraz CX200 w kolorze czarnym!
Aktualny cennik CAMBRIDGE:
http://www.audiocenter.pl/…/…/2015/04/cennik_CA_24042015.pdf
www.audiotrendt.com.pl
ul. Sołtysowska 35a/LU nr 1 , KRAKÓW 31-589
tel 12 6861015 tel 12 3586343 (od poniedziałku do piątku między 11.00 – 19.00, sobota 10.00-14.00 )
kom 791 063 315 
kom 509 188 477 
GG 46612831
Photo

Post has attachment
Handmade in Germany AURUM C5 CD i A5 WZMACNIACZ z kolumnami quadral AURUM WOTAN VIII i AURUM ORKAN VIII - zapraszamy na prezentację !!!
www.audiotrendt.com.pl
ul. Sołtysowska 35a/LU nr 1 , KRAKÓW 31-589
tel 12 6861015 tel 12 3586343 (od poniedziałku do piątku między 11.00 – 19.00, sobota 10.00-14.00 )
kom 791 063 315 
kom 509 188 477 
GG 46612831
Photo

Post has attachment
 Salonie AUDIOtrendt znajdziecie Państwo najlepsze marki kolumn i sprzętu, gdzie stosunek jakości do ceny jest najlepszy !
Zapraszamy na odsłuch sprzętu w naszej sali akustycznej w Salonie AUDIOtrendt Kraków !
Dzisiaj odsłuchujemy głośników JBL 4312E, PIEGA TWEN, QUADRAL AURUM ORKAN VIII, z elektroniką AURUM C5 i A5, oraz Naim NAIT 5si i Cambridge CXN. Sprzęt podłączony do listwy Gigawatt PF2, kablami zasilającymi tej samej firmy Gigawatt LC2 MK3, elektronika połączona jest interkonektami Van den Hul The Integration Hybrid, połączenie elektroniki z kolumnami realizowane jest na kablach KIMBER KABLE 4PR, serdecznie zapraszamy.

www.audiotrendt.com.pl
ul. Sołtysowska 35a/LU nr 1 , KRAKÓW 31-589
tel 12 6861015 tel 12 3586343 (od poniedziałku do piątku między 11.00 – 19.00, sobota 10.00-14.00 )
kom 791 063 315 
kom 509 188 477 
GG 46612831
Photo

Post has attachment
Zapraszamy do naszego salonu na prezentację gramofonów marki
Pro-Ject
www.audiotrendt.com.pl
Photo

Post has attachment
Promocja ampli tunerów DENON w Salonie AUDIOtrendt Kraków.
W zestawie ze słuchawkami AVR-X4100W+AH-MM300 i AVR-X3100W+AH-MM300.
Promocja ważna od 22 maja 2015, do 31 lipca 2015 !!!
www.audiotrendt.com.pl
ul. Sołtysowska 35a/LU nr 1 , KRAKÓW 31-589
tel 12 6861015 tel 12 3586343 (od poniedziałku do piątku między 11.00 – 19.00, sobota 10.00-14.00 )
kom 791 063 315 
kom 509 188 477
Wirtualny spacer po Salonie AUDIOtrendt:
Photo

Post has attachment
CAMBRIDGE AUDIO CXN
Zapraszamy do salonu audiotrendt na prezentację

www.audiotrendt.com.pl
Photo
Wait while more posts are being loaded