Profile

Cover photo
Piotr Jaśniewicz
Lives in Wrocław, Poland
1,479,132 views
AboutPosts

Stream

Piotr Jaśniewicz

Shared publicly  - 
 
Warto być przyzwoitym

W wieczór wigilijny 1981 r. wygłosiłem dla moich przyjaciół, z którymi zostałem uwięziony w obozie w Jaworzu koło Drawska, przemówienie optymistyczne: "Po raz dziewiąty w życiu spędzam Boże Narodzenie w więzieniu. Może to nietaktowne, że wam to dziś mówię. Ale chcę wam dodać otuchy: można to przeżyć i pozostać sobą. Nikomu nie życzę dziewięciokrotnych świąt za kratami. Ale trzeba zachować nadzieję. I my znów będziemy mogli święcić Boże Narodzenie w domu, wspólnie z naszymi rodzinami. Nie życzę wam przede wszystkim, żebyśmy szybko wrócili do domu, choć każdy z nas by tego bardzo chciał. Życzę wam, abyście wrócili do domu w takiej kondycji, by móc waszym żonom, dzieciom i wszystkim waszym przyjaciołom spojrzeć w oczy. Nie jest pewne, kiedy nas wszystkich zwolnią. Ale ważniejsza od zwolnienia jest zewnętrzna i wewnętrzna postawa, z którą opuścimy to miejsce".

Mimowolnie patetyczne, słowa te musiały zabrzmieć jak wyzwanie w rozpaczliwej sytuacji, gdy nasza własna ojczyzna została napadnięta przez naszych własnych rodaków.

Życie nauczyło mnie dzielić się nadzieją na przyszłość. Owocuje to dla innych, a szczególnie dla prześladowanych i dla nas samych. To jest wiara, którą w sobie zachowałem. Wierzę, że pomaga w tym Duch Święty.

Wszystko, cokolwiek próbowałem w moim życiu uczynić dobrego, było mi oddane więcej niż stokrotnie, tysiąckrotnie może. Rachunek mojego życia dowodzi, że warto być przyzwoitym człowiekiem.

A owo "pozostać przyzwoitym", owo doświadczenie, że konieczne jest w ważnych kwestiach pozostać nieugiętym, nie dać się poniżyć, to chciałem wtedy w obozie przekazać moim towarzyszom niedoli. Podczas drugiej wojny światowej pomagałem Żydom. Potem oni pomagali i mnie. Nie uczyniłem wiele, a tak wiele mi oddano. Taki po prostu byłem, tak mnie wychowano. Moi rodzice i dziadkowie nie byli żadnymi intelektualistami.

To byli zwyczajni, porządni ludzie, którzy chcieli żyć po ludzku. Ojciec mawiał: "Jest mi obojętne, skąd kto pochodzi. Musi być uczciwy - i to wystarczy". To proste zdanie zachowało dla mnie sens na całe życie.

Z kolei porada organizacyjna, czy, jak się potem miało okazać, porada organizacyjno-polityczna, brzmiała tak: "Synku, nie kłam, bo kto kłamie, to może ukraść, a kto ukradnie, to może zabić. Nie kłam, choć nie musisz mówić wszystkiego. A przede wszystkim nigdy i niczego lekkomyślnie nie podpisuj. Zanim coś podpiszesz, zastanów się, nie raz, ale wiele razy, poradź się mnie albo mamy, albo nauczyciela w szkole się poradź, ale niczego nie podpisuj lekkomyślnie. Zdarza się, że ktoś podpisuje, myśląc, że złożył podpis na czystej kartce, a tymczasem podpisał weksel, który musi spłacać do końca życia".

Władysław Bartoszewski
 ·  Translate
1

Piotr Jaśniewicz

Shared publicly  - 
 
Polska dla każdego

To nie jest dom tych czy tamtych. Wszyscy w nim mieszkamy. Kolejne rządy mają prawo ustawiać swoje meble czy przemalowywać ściany, ale nikomu nie wolno burzyć jego fundamentów.

Bielsko-Biała, pierwszy Bunt

Patryk Hola lektor i tłumacz języka angielskiego

Ewa Furtak: Na manifestacjach KOD jest wiele osób w średnim wieku i starszych, a młodych twarzy niewiele.

Patryk Hola: Trzeba zmienić modę. Na razie w modzie jest wrzucanie na Facebooka memów z uchodźcami nadzianymi na piki czy paradowanie w koszulkach z orłem białym. Musimy wylansować modę na demokrację. Wielu młodych ludzi kompletnie nie ma pojęcia, czym zajmuje się np. Trybunał Konstytucyjny. Nie interesują się tym.

Sam wcześniej nie angażowałem się w żadne ruchy społeczne. Podobnie jak wielu innych trzydziestoparolatków.

Dlaczego?

- Jesteśmy pokoleniem X. Mam wśród znajomych wielu wspaniałych, świetnie wykształconych i bardzo inteligentnych ludzi. Potrafimy się uczyć, pokonywać kolejne szczeble kariery, rozkręcać własne firmy, zarabiać. To nam świetnie wychodzi. Ale nie umiemy współpracować z ludźmi, bo większość z nas to indywidualiści.

Ja też taki byłem. Udział w zeszłotygodniowym marszu to był mój pierwszy taki bunt. W sobotę w Bielsku-Białej ma być kolejna manifestacja, tym razem pod pomnikiem Reksia. Na pewno mnie nie zabraknie.

Dlaczego?

- Sytuacja mnie zmusza. Obrona demokracji to mój obowiązek. Wcale nie chodzi mi o manifestowanie niechęci wobec PiS. Akceptuję wynik wyborów i zgadzam się, że rządzący mają prawo do wprowadzenia różnych zmian, także takich, które niekoniecznie mi się podobają. Ale nie takich zmian! Trybunał Konstytucyjny czy konstytucja to fundamenty domu, w którym wszyscy mieszkamy. Kolejne rządy mają prawo ustawiać w nim swoje meble czy przemalowywać ściany, ale nikomu nie wolno burzyć jego fundamentów.

Jak wyobraża pan sobie Polskę za cztery-pięć lat?

- Jestem optymistą. W kilka tygodni tak wielu ludzi zmobilizowało się do wspólnego działania. Mam nadzieję, że ten zapał i chęć, by robić coś razem, już w nas zostanie. To, co się teraz dzieje, może sprawić, że za kilka lat będziemy innymi, lepszymi ludźmi. Bardziej świadomym społeczeństwem.

Poznań, zjazd nowej "S"

Przemysław Nowicki były dziennikarz, właściciel agencji reklamowej

Mam w sobie geny zdrajców. Po dziadkach: Antonim, który był powstańcem wielkopolskim, i po Janie, zamordowanym w 1944 r. w Mauthausen-Gusen. Po babce Jadwidze - więźniarce Auschwitz, nr obozowy 38 496, po matce Danucie - łączniczce i żołnierzu Narodowych Sił Zbrojnych, a potem Armii Krajowej. Po ojcu Antonim, który przeżył marsz śmierci z obozu Gross-Rosen.

Te geny zdrajców nie pozwalają mi patrzeć obojętnie na to, co wyprawiają z Polską poplecznicy Kaczyńskiego. Gorszy sort Polaków, porównywany do współpracowników gestapo. Mówię: dość, na nic więcej nie pozwolimy.

Przed 1989 r. wychodziłem na ulicę kilka razy. Jako dziecko, podczas poznańskiego Czerwca w 1956 r., kiedy ojciec, adwokat, przyszedł do domu, mówiąc, że robotnicy weszli do sądu, wyrzucają akta. Poszliśmy pod kino Bałtyk, rozległy się strzały. Potem w 1968 r., podczas wydarzeń marcowych, przed maturą. Śpiewaliśmy hymn, goniła nas milicja. No i oczywiście w 1980 r. Byłem dziennikarzem "Gazety Poznańskiej", organu Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Założyliśmy "Solidarność". Zwolniono mnie kilka dni przed stanem wojennym. Siedziałem w nocnej redakcji, nadawałem przez telefon relację dla Radia Wolna Europa. Jeden z kolegów to usłyszał, doniósł. Dowiedziałem się, że jestem zdrajcą. Zostałem bez pracy, otworzyłem zakład krawiecki. W 1989 r. wróciłem do prasy, zostałem naczelnym "Gazety Poznańskiej". Potem założyłem własną działalność.

Nie wychodziłem na ulicę, bo nie widziałem potrzeby. Nikt nie budował przepaści społecznych, to była normalna polityka. Ale teraz widzę łamanie zasad demokratycznych, prawa, konstytucji. Wartości, o które walczyliśmy od pokoleń.

Zmobilizowałem się, poszliśmy na plac Wolności z żoną, synami i wnukami. Tylko synowej nie było, pracowała. Najstarszy syn ma trójkę dzieci. Być może dostanie i tysiąc złotych na dwójkę. Czy to zdaniem PiS ma być cena za demokrację, za obywatelską godność?

Na placu Wolności poczułem się jak w 1980 r., gdy wziąłem urlop w gazecie i pojechałem na pierwszy zjazd "Solidarności" do Gdańska. Otwarci ludzie, przyjacielska atmosfera. Wtedy budowała się wspólnota, by walczyć o podstawowe wartości, i teraz też się buduje.

Dla mnie Polska marzeń to Polska normalna, dostatnia, tolerancyjna, wyciągająca rękę do potrzebujących pomocy, obojętnie, czy ktoś jest czarny, czy biały, bez względu na wyznanie, orientację seksualną. Mam nadzieję, że rozsądek weźmie jeszcze górę, choć nic na to nie wskazuje.

Poznań, pomieścimy się w jednym państwie

Paweł Skrodzki, radca prawny

Jestem społecznikiem, gejem, prowadzę kancelarię. Przeprowadziłem się do Poznania osiem lat temu. Mieszkam z chłopakiem w spokojnej kamienicy. Sąsiedzi wiedzą o nas, nie przeszkadza im, że wieszamy tęczową flagę. Nie narzekam, bo mam wolny zawód, pieniądze, nie jestem uzależniony od pracodawcy. Jest wielu gejów, którzy żyją wygodnie, nie czują potrzeby społecznego zaangażowania.

Co roku chodziłem w Marszach Równości, ale nie czułem w nich energii. W tym roku założyliśmy stowarzyszenie Grupa Stonewall, zorganizowaliśmy Poznań Pride Week, przejęliśmy organizację marszu, zaprosiliśmy prezydenta Jacka Jaśkowiaka. Potem były manifestacje solidarności z uchodźcami, pikieta po pobiciu Syryjczyka w centrum Poznania.

Walczymy o legalizację związków partnerskich i równość małżeńską. Ale w ostatnich tygodniach te postulaty schodzą na dalszy plan. Po latach mozolnego budowania państwa trzeba bronić podstawowych praw i wolności. Słowacki pisał, że nie czas żałować róż, gdy płoną lasy. Więc my ten pożar musimy gasić.

Mam 35 lat i myślę sobie, że zamiast przybliżać się do mojej wymarzonej Polski, to się od niej oddalam. Pamiętałem ostatnie rządy PiS i wiedziałem, że jeśli wygrają, nie będzie dobrze, ale aż takiej pogardy wobec prawa nie przewidziałem. Moje pokolenie, wychowane w wolności, zapomniało, że liberalna demokracja, wzrost gospodarczy, członkostwo w Unii nie są dane raz na zawsze. Można łatwo odwrócić kierunek, w którym podążaliśmy przez ostatnie ćwierć wieku.

Na manifestację KOD w Poznaniu przyszliśmy całą grupą wyposażeni w tęczowe flagi. Chcieliśmy pokazać, że leży nam na sercu dobro kraju, nie tylko naszego środowiska. Arek, mój chłopak, przemawiał i wspomniał, że kogoś te tęczowe flagi mogą razić. I wtedy ludzie zaczęli bić brawo: "Nas nie razi!". A potem podchodzili starsi ludzie i pytali, czy też mogą potrzymać tęczową flagę, która była na jednym kiju z unijną. Co wtedy czułem? Trochę euforię, a trochę ulgę, że jest tyle osób, którym bliskie są wolnościowe ideały. I że możemy wspólnie pomieścić się w jednym państwie.

Jakiej chcę Polski? Liberalnej demokracji, która będzie dbała szczególnie o prawa mniejszości: narodowych, seksualnych, wyznaniowych. Będzie dbała o niepełnosprawnych, biednych. Która zadba o czyste powietrze i zrównoważony rozwój. Chcę Polski, która nie ingeruje w wolność swoich obywateli, ale jeszcze tę wolność poszerza.

Boję się i nie chcę Polski narodowo-katolickiej, narzucającej jedynie słuszną moralność, nieufnej, paranoicznej. Nie chcę, by rządzili nią ludzie, którzy szczują jednych na drugich.

Wrocław, przeciwko PRL

Jarosław Hyk, w latach 80. działacz pomarańczowej alternatywy i solidarności walczącej, członek NZS. Po 1989 roku przedsiębiorca, należał do Ruchu Odbudowy Polski

Jacek Harłukowicz: Maszerował pan w obronie Trybunału Konstytucyjnego?

Jarosław Hyk: Oczywiście.

Większość pańskich kolegów z nieistniejącego już ROP manifestowała dzień później poparcie dla rządu, prezydenta i Jarosława Kaczyńskiego.

- Pamiętam doskonale to środowisko z końcówki lat 90. Było tam wiele osób, które wyglądały, jak gdyby nie do końca potrafiły racjonalnie oceniać rzeczywistość. Ale zupełnie niegroźnych, co najwyżej trochę bujających w obłokach. Dziś widzę tych samych ludzi i zachowują się jak obłąkani.

Zdaję sobie sprawę z wielu niedomagań, nawet zaniechań, głównie związanych z transformacją. Mamy sporo pozostałości po socjalizmie, najwięcej w mentalności, czego skutki obserwujemy w ostatnich dniach. Wiele trzeba poprawić: funkcjonowanie sądów, dokończyć prywatyzację. Ale ogólny bilans wychodzi mi zawsze na plus. Jestem dumny z dzisiejszej Polski.

Byli koledzy, zamiast dokończyć prywatyzację, chcą ją raczej odkręcić.

- Zawsze byłem zwolennikiem kapitalizmu i liberalnej demokracji. Nawet jako bardzo młody chłopak dziwiłem się, że "Solidarność" nie wysuwa od razu żądań odejścia od systemu gospodarki planowej i socjalistycznej. Ale dziś wiem, że trzeba było działać realistycznie. I gdy ja zrozumiałem swój błąd, to część ówczesnych działaczy mówi dziś o konieczności powrotu do gospodarczych pomysłów z tamtych czasów. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ich idealnym światem byłby taki narodowo-katolicki PRL.

Obraz rysowany kredką zwolenników PiS jest kompletnie oderwany od rzeczywistości. III RP to postkomuna? Przecież dołączyliśmy do Zachodu, a właśnie o to walczyliśmy przed 1989 rokiem, po to zrywaliśmy z ZSRR. A PiS znów odsuwa nas na wschód. Świadomie lub nie wpycha w objęcia Rosji. Chaos powodowany przez Kaczyńskiego z pewnością Kreml odbiera z zadowoleniem. Kto da nam gwarancję, że rządy PiS nie skończą się wyjściem albo wyrzuceniem Polski z Unii Europejskiej i NATO?

Na kogo pan głosował ostatnio?

- Osiem lat temu na Platformę. Teraz na Nowoczesną.

Kolejny zawiedziony wyborca PO.

- Nie wiem, czy zawiedziony. Dużo więcej się po tej ekipie nie spodziewałem. Ale w 2007 i 2011 nie było żadnej alternatywy.

Uważam, że największym błędem tych 26 lat był fakt, że nie dorobiliśmy się konserwatywnoliberalnej, umiarkowanej prawicy.

To o takich jak pan wyborcach Jarosław Kaczyński mówił , że stoją tam, gdzie ZOMO. Pana ZOMO o mało nie zabiło, gdy 31 sierpnia 1982 r. przejechała po panu milicyjna kabaryna.

- To była największa wrocławska manifestacja w rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych. Stan wojenny. W całym mieście nielegalne pochody i walki z zomowcami. Gdy zauważyłem kolumnę więźniarek, postanowiłem jedną z nich obrzucić kamieniami. Wtedy inna ruszyła wprost na mnie.

Pamiętam każdą sekundę: uderzenie w brzuch, upadek, uderzenie głową o bruk i podwozie wozu.

Dziś Kaczyński znów pana obraża. Po jego słowach o "najgorszym sorcie Polaków" napisał pan na Facebooku: "Jako resortowe dziecko ujawniam resort, w którym w latach 1946-57 pracował mój ojciec: Gułag Workuta, zesłaniec, wyrok 20 lat łagru za działalność w AK Grupa Wschód Okręg Lwowski".

- Bo już mnie szlag trafia, jak widzę tę stygmatyzację. Gdy słyszę, że ci, którzy nie popierają PiS, to potomkowie donosicieli, esbeków i ubeków. Tego rodzaju przyrównania ze strony Jarosława Kaczyńskiego, który za swoją działalność w opozycji nie był nawet internowany, to zwykła podłość. Podłość, na jaką zdobyć się może tylko człowiek kompletnie obłąkany.

A pana szlag nie trafia, gdy wśród tych stojących tam, gdzie według Kaczyńskiego stała kiedyś "Solidarność", widzi pan prokuratora stanu wojennego Stanisława Piotrowicza czy działacza PZPR Wojciecha Jasińskiego, który został właśnie prezesem Orlenu?

- Zastanawiam się, czy to nie jest jakaś forma zaproszenia dla tego typu osób. Popatrzcie, jeśli będziecie lojalni, jesteśmy w stanie wybaczyć wam stare grzechy. Jakie PiS ma cele, skoro potrzebuje do ich realizacji ludzi starego systemu?

I co pan sobie odpowiada?

- W najczarniejszych scenariuszach nie przewidywałem tego, co Kaczyński dziś wyprawia z demokracją. Wcale nie jest wykluczone, że w Polsce skończą się demokratyczne wybory.

Gdańsk, Niemcy, lata 30.

Jadwiga Kopeć, emerytka

Staram się udzielać społecznie. Jestem wiceprezesem Klubu Ekologicznego - Oddział Wschodnio-Pomorski, zajmujemy się między innymi spalarnią odpadów i ochroną pasa nadmorskiego. Jeszcze jestem prezesem Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Lidzkiej. To region wokół Lidy na Białorusi, tam się urodziłam. Porządkujemy tam polski cmentarz, sprowadzamy do kraju zespoły muzyczne kresowiaków. Działam również w Związku Szlachty Polskiej. Ostatnio w Rydze składałam kwiaty pod pomnikiem bitwy pod Kircholmem.

Dlaczego przyszłam na sobotni marsz? Kiedyś chodziliśmy z mężem na manifestacje "Solidarności", byliśmy bardzo zaangażowani. Do głowy by mi nie przyszło, że w roku 2015 będę musiała znowu demonstrować! Cieszyłam się przez lata, że wszystko idzie w dobrym kierunku, z różnymi przeszkodami, ale przecież nie można mieć od razu wszystkiego. Byłam zadowolona, że wstąpiliśmy do Unii, że Polska ma takie dobre notowania za granicą. Teraz mam poczucie, że ktoś nam podstawił nogę.

Niedawno dzwonił mój przyjaciel z Sydney, bardzo zaniepokojony. Opowiadał, że w amerykańskiej prasie huczy, że Polska idzie w stronę nacjonalizmu, a ja mogłam tylko potwierdzić. Na przykład tydzień temu byłam na konferencji dotyczącej zabezpieczenia przeciwpowodziowego Żuław i koleżanka, która przez lata z sukcesami prowadziła ten projekt, powiedziała mi, że właśnie ją zwolniono. Jak można zwalniać specjalistów tylko dlatego, że przyszła nowa władza? W PRL pracowałam w Stoczni Gdańskiej i też mi powiedziano, że będę awansować, jak się zapiszę do partii. Odmówiłam i nie awansowałam. Dzisiaj znowu legitymacja partyjna jest ważniejsza niż kompetencje. Nie możemy sobie na to pozwolić.

Pan pyta o Polskę w przyszłości? Powinna być taka, jaką do tej pory staraliśmy się budować. Otwarta na świat, ale pamiętająca o własnej historii. Taka, w której każdy może się czuć patriotą bez względu na poglądy.

To, co widzę dzisiaj, jak różne mniejszości są traktowane z góry, budzi najgorsze skojarzenia. Mam nadzieję, że nie powtórzy nam się historia jak w Niemczech w latach 30.

 ·  Translate
1

Piotr Jaśniewicz

Shared publicly  - 
 
Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej

Art. 189.

Trybunał Konstytucyjny rozstrzyga spory kompetencyjne pomiędzy centralnymi konstytucyjnymi organami państwa.

Art. 190.

I. Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne.

II. Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w sprawach wymienionych w art. 188 podlegają niezwłocznemu ogłoszeniu w organie urzędowym, w którym akt normatywny był ogłoszony. Jeżeli akt nie był ogłoszony, orzeczenie ogłasza się w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej "Monitor Polski".

Art. 195.

I. Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji.

Art. 196.

Sędzia Trybunału Konstytucyjnego nie może być, bez uprzedniej zgody Trybunału Konstytucyjnego, pociągnięty do odpowiedzialności karnej ani pozbawiony wolności. Sędzia nie może być zatrzymany lub aresztowany, z wyjątkiem ujęcia go na gorącym uczynku przestępstwa, jeżeli jego zatrzymanie jest niezbędne do zapewnienia prawidłowego toku postępowania. O zatrzymaniu niezwłocznie powiadamia się Prezesa Trybunału Konstytucyjnego, który może nakazać natychmiastowe zwolnienie zatrzymanego.

Co PiS m.in. wpisał do swojej ustawy

- Wyroki nie będą ostateczne. Jeśli strona postępowania uzna, że orzeczenie TK zostało wydane "z rażącym naruszeniem zasad postępowania", może złożyć wniosek o wznowienie postępowania. Wniosek wstrzymuje publikację orzeczenia.

- Prezydent i minister sprawiedliwości mogą wnioskować o postępowanie dyscyplinarne wobec sędziego.

- Sędzia może być powtórnie wybrany przez Sejm do TK.

- TK będzie rozpatrywał sprawy według kolejności wpływu (dziś według tego, w której sprawie sędziowie szybciej się porozumieją). Nie przewidziano, że Trybunał może w różnym czasie dostać skargi na te same przepisy. Dziś takie sprawy łączy.

- TK orzeka przede wszystkim w składzie 7-osobowym (dziś - 5-osobowym).

- Rozprawa może się odbyć nie wcześniej niż po 3 miesiącach, a rozpatrywana w pełnym składzie - po 6 miesiącach, od powiadomienia stron. Dziś to minimum 14 dni.

- Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK traci kompetencje do wygaszania mandatu sędziego i złożenia z urzędu. Decyduje o tym, na jego wniosek, Sejm.

- Nie będzie można w postępowaniu dyscyplinarnym oceniać czynów sędziego sprzed wyboru do Trybunału (czy spełnia wymóg "nieskazitelności charakteru").

- Ustawa wchodzi w życie z dniem ogłoszenia.

W wyborach 25.10.2015 PiS zdobył 235 mandatów, aby zmienić konstytucję potrzeba 307 mandatów. Partii Jarosława Kaczyńskiego najwyraźniej brak legitymacji społecznej nie przeszkadza - "Ja tutaj jestem kierownikiem tej szatni! Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi?".

PiS głuchy na prośby o opamiętanie

Tuż przed godz. 4 Sejm przyjął bez poprawek nowelizację ustawy o TK. Za nowelizacją głosowało 58 senatorów, przeciw było 28, zaś jedna osoba wstrzymała się od głosu. Wcześniej poparcia Senatu nie uzyskał wniosek mniejszości senackich komisji o odrzucenie tej nowelizacji. Poparło go 28 senatorów, przeciw było 59. Teraz nowelizacja trafi do prezydenta. Z dniem ogłoszenia wejdzie w życie.

Wcześniej szefowa Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy Anne Brasseur apelowała o nieuchwalanie tej ustawy, która może zagrozić niezależności Trybunału. Podobnie Jan Jarzab, szef europejskiego Biura Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka. - Podzielam opinie, że jest poważne naruszenie praworządności w Polsce, ryzyko osłabienia ochrony praw człowieka - powiedział. Wezwał Senat i prezydenta do odrzucenia ustawy.

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar też zapowiedział, że będzie o to apelował do prezydenta. Apel taki wydały również wczoraj Krajowa Rada Sądownictwa, Konfederacja Pracodawców Lewiatan i Stowarzyszenie Sędziów Polskich "Iustitia".

Połączone komisje senackie - ustawodawcza i praw człowieka - obradowały wczoraj nad ustawą sześć godzin. Było inaczej niż w Sejmie: bez przepychanek, kłótni, odbierania głosu. Choć nie było komu odpowiadać na pytania senatorów, bo nie pojawił się poseł wnioskodawca nowelizacji Stanisław Piotrowicz z PiS, który zignorował senatorów.

Przewodniczący Seweryński zaprosił nawet przedstawicieli siedmiu organizacji praw człowieka (Amnesty International Polska, Fundacja im. Stefana Batorego, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Instytut Spraw Publicznych, INPRIS, Fundacja Panoptykon i Sieć Obywatelska Watchdog Polska), którzy bezskutecznie apelowali do Sejmu o zgodę na wysłuchanie publiczne w sprawie ustawy o Trybunale. Choć ich wypowiedź przewodniczący ograniczył, prosząc, by nie powtarzali tego, co w opiniach złożyli na piśmie.

Ale logika obrad była podobna do tej w instancjach sejmowych: nie przyjmować w Senacie żadnych poprawek opozycji. Bo ustawa nie może wrócić do Sejmu, ma być przyjęta i podpisana natychmiast przez prezydenta. Przewodniczący Seweryński nie zgodził się na prośbę senatorów opozycji o odroczenie posiedzenia, tak aby mogli się zapoznać w regulaminowym terminie minimum 24 godzin z projektem i opinią Biura Legislacyjnego. Projekt ukazał się na stronie Senatu we wtorek o 23.57, a posiedzenie komisji zaczęło się o 8.30 dnia następnego. Odmówił też uzasadnienia niedotrzymania terminu, mimo że regulamin Senatu mówi, że termin 24-godzinny można skrócić tylko "w szczególnych wypadkach".

Powtórzyła się sytuacja z Sejmu - całkowicie zignorowano ostrzeżenia Biura Legislacyjnego Senatu o sprzeczności PiS-owskiej nowelizacji z konstytucją. Przedstawicielka Biura Legislacyjnego Katarzyna Konieczko przez blisko godzinę przedstawiała senatorom opinię Biura pisaną w nocy.

Biuro stwierdziło m.in., że w Sejmie naruszono zasadę trzech czytań, bo zasadnicze poprawki wniesiono już po pierwszym czytaniu (pakiet kilkunastu poprawek Krystyny Pawłowicz). Że uzależnienie od decyzji Sejmu złożenia z urzędu sędziego, co do którego Trybunał w postępowaniu dyscyplinarnym orzekł, że ciężko naruszył zasady etyczne, narusza zasadę odrębności i niezależności sądów, zasadę niezawisłości sędziowskiej i gwarancje nieusuwalności.

Katarzyna Konieczko przypomniała standardy międzynarodowe, według których o odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziego może decydować wyłącznie sąd. Zwróciła uwagę, że jeśli to Sejm będzie ostatecznie decydował o wygaszeniu mandatu sędziego, to mogą być sytuacje, gdy na przykład w przypadku śmierci sędziego zablokuje wybór następcy. W ten sposób będzie można Trybunałowi uniemożliwić orzekanie w pełnym składzie (który PiS-owska nowelizacja podnosi do minimum 13 sędziów). Poza tym w ogóle orzekanie w sprawach dyscyplinarnych przez Zgromadzenie Ogólne może być zablokowane przez wymóg, by było to w składzie co najmniej 13 sędziów i większością dwóch trzecich głosów.

Biuro Legislacyjne zwróciło uwagę, że nakaz orzekania według kolejności wpływu spraw oznacza zablokowanie Trybunału i odebranie de facto prawa do skargi konstytucyjnej. A przepis niepozwalający rozpatrzeć sprawy szybciej niż trzy lub sześć miesięcy od powiadomienia stron narusza prawo do rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki.

Orzekanie większością dwóch trzecich ostatecznie ostało się w PiS-owskiej nowelizacji (poza decyzjami Zgromadzenia Ogólnego tylko w sprawach sądzonych przez Trybunał w pełnym składzie). Ale - zwróciła uwagę pani Konieczko - może to zablokować orzekanie w takich sprawach jak skarga prezydenta na ustawę budżetową, która Trybunał musi rozpatrzeć w ciągu dwóch miesięcy. PiS twierdzi, że brak orzeczenia to to samo co stwierdzenie konstytucyjności. Biuro Legislacyjne odrzuciło ten argument. Za przykład podało niemożność orzeczenia w sporze kompetencyjnym między centralnymi organami państwa.

Sprzeczne z zasadą pewności prawa jest zdaniem Biura brak vacatio legis - ustawa wchodzi w życie z dniem ogłoszenia. Biuro oceniło, że po nowelizacji pozycja sędziego TK będzie gorsza niż pozycja sędziów sądów powszechnych. A nowelizacja oprócz niekonstytucyjności jest wewnętrzne niespójna i uchybia zasadom techniki prawodawczej.

Uwagi Biura Legislacyjnego Senatu pokrywają się z opiniami Sądu Najwyższego, Krajowej Rady Sadownictwa, prokuratora generalnego, Naczelnej Rady Adwokackiej, Fundacji Helsińskiej i Stowarzyszenia Sędziów "Iustitia".

Przewodniczący Seweryński zganił Biuro Legislacyjne za to, że wypowiada się o naruszeniu konstytucji w trybie stwierdzenia, a nie przypuszczenia. Komisja rekomendowała Senatowi przyjęcie ustawy bez poprawek.
 ·  Translate
1
Collections Piotr is following
View all
Basic Information
Gender
Male
Places
Map of the places this user has livedMap of the places this user has livedMap of the places this user has lived
Currently
Wrocław, Poland
Links