Profile cover photo
Profile photo
Patryk Karwowski
446 followers -
www.ponapisach.pl
www.ponapisach.pl

446 followers
About
Communities and Collections
Posts

Post has attachment
W Nowym Jorku, wielomilionowej metropolii dochodzi do morderstwa. Wprawdzie Jean Dexter, modelka, zostaje odnaleziona tak, jakby ktoś chciał zasugerować jej samobójstwo, ale gliniarze nie optują za długo przy tej wersji. Rozpoczyna się śledztwo. Z premedytacją piszę tak lakonicznie o samej sprawie, bo nie ona stanowi o niezwykłych atutach filmu. Po prawdzie, sama intryga ulatuje dość szybko po seansie, co nie znaczy, że w trakcie nie jest zajmująca. Jest i stanowi istotne... tło. Na pierwszym planie w tym dość nietypowym kinie noir stoi forma. Kryminał nakręcony został w sposób niezwykle realistyczny i bardzo mu blisko do policyjnego dokumentu. Już w scenach otwierających jesteśmy odpowiednio przygotowani przez narratora, którego głos towarzyszy nam przez cały seans. Komentuje wydarzenia, opowiada o Nowym Jorku, wyjaśnia policyjną robotę, dopinguje bohaterów. "To twoje miasto. Dobrze się przyjrzyj. Jean Dexter nie żyje, a rozwiązanie zagadki jest tam" - słyszymy, gdy gliniarz podchodzi do okien i spogląda na rozciągającą się aż po horyzont miejską panoramę...
Add a comment...

Post has attachment
Na Warszawskim Festiwalu Filmowym "Heavy Trip" zdobył nagrodę publiczności. W trakcie seansu zrozumiałem dlaczego. To ten typ filmu, który z pewnością potrafi zarazić dobrym humorem publiczność zebraną na kinowej sali.

Nie ukrywam, że na niego czekałem. Na tytuł, który zrzuci ponurą maskę z wizerunku metalowca, który w wyobrażeniu niektórych wykopuje trumny. Zaraz, zaraz, taka scena jest w tym filmie! Heavy Trip mieści się doskonale w jednym określeniu: "Zwariowana komedia o metalowcach". I w zasadzie dostajemy właśnie to, czyli szalone perypetie zespołu Impaled Rektum i jego frontmana Turo (Johannes Holopainen).

W kinach od 1 lutego. Impaled Rektum growluje pod patronatem Po napisach i dzięki dystrybutorowi Mayfly
Add a comment...

Post has attachment
Hej!

Mam dla Was trzy egzemplarze książki "Lars von Trier. Życie, filmy, fobie geniusza" od wydawnictwa Bukowy Las. Tym razem dwa pytania, z których możesz wybrać jedno i odpowiednio się do niego ustosunkować nadsyłając odpowiedź nie przekraczającą jednego akapitu. Powodzenia!

https://www.ponapisach.pl/2019/01/lars-von-trier-zycie-filmy-fobie-geniusza.html
Add a comment...

Post has attachment
„Zbrodnia to tylko kalekie dziecko ludzkiej zaradności” - wyjaśnia jedna z filmowych postaci w "Asfaltowej dżungli". Nie usprawiedliwia, ale tłumaczy drogę jaką wybrał on i reszta bohaterów, a w zasadzie antybohaterów, bo pozytywnego przypadku w kolejnym mistrzowskim tytule z kina noir nie uświadczymy. John Huston tym razem zabrał się za wciąż wtedy świeżą powieść W.R. Burnetta pod tym samym tytułem. W filmie opowiedział o skoku, przygotowaniach do niego i konsekwencjach. Huston w latach 50. miał mocną pozycję w Hollywood, więc wespół ze scenarzystą Benem Maddowem (pracował z nim później przy okazji westernu "Nie do przebaczenia") miał w zasadzie wolną rękę. Przełożyło się to na obraz, doskonały czarny kryminał o ludziach skazanych na zbrodnię, brudnych gliniarzach i mieście, tytułowej asfaltowej dżungli.

https://www.ponapisach.pl/2019/01/asfaltowa-dzungla.html

Film obejrzany w ramach wyzwania "Oglądamy filmy wyreżyserowane przez Johna Hustona". Szczegóły tutaj -> bit.ly/2AFWJix . Zachęcamy!
Add a comment...

Post has attachment
Dla mnie "Dom, który zbudował Jack" to narcystyczna formuła dogodzenia samemu sobie. Lars Von Trier opowiada sobą, swoim filmowym językiem, popisuje się, brzmi jak człowiek obyty, ale wypowiedzi przeplata świadomie niezjadliwym tonem. Jest inteligentny, chociaż w odpychający sposób. Wmontowuje fragmenty swoich filmów, krzyczy, że to jego impreza i nie pozwala się do siebie zbliżyć. Dom obserwujemy jak miejsce z artystą w klatce (w tym przypadku, na szczęście). Można mieć tylko nadzieję, że ktoś zgubił klucze, a Lars von Trier poza filmowe klisze nie wyjdzie. Bawiłem się wybornie.
Add a comment...

Post has attachment
Rozpoczyna się słowami: "This is a story about animals", a oto kilka z nich - zwierząt w ludzkiej postaci: prawnik oportunista, biały kołnierzyk zmuszony do użycia broni, prostytutka, która daje show w rozpieprzonym autobusie na pustkowiu, handlarz rzadkim okazem sokoła ze stylówą na Mad Maxa i jeszcze kilku z bogatej menażerii. To bohaterowie neo-westernu z Chin, filmu niezwykłego. Nie miał szczęścia "No Man's Land" do dystrybucji. Hao Ning, chiński reżyser, którego gros filmografii wypełniają dramaty i komedie, nakręcił wyjątkowo nihilistyczny obraz z marszu odłożony przez cenzurę na półkę. Ta, wyraźnie zaniepokojona, nie mogła przełknąć wielu rzeczy, ale głównie obrazu funkcjonariusza policji przedstawionego w niekorzystnym świetle. I można tylko spekulować ile zmian musiał poczynić Hao Ning, ile dokrętek, by No Man's Land po czterech latach w końcu ujrzał światło dzienne. Jakiekolwiek by to zmiany nie były, nie zaszkodziły. To diabelnie szorstki, dający po gębie, twardy obraz o tym, że każdy może mieć w sobie pierwiastek szaleńca, a prawdę o człowieku poznasz, gdy doprowadzisz go do krawędzi.
Add a comment...

Post has attachment
Fuck The World.

Frank (Mickey Rourke) po wyjściu z więzienia spotyka na swojej drodze rdzennego mieszkańca Ameryki, jak się okazuje starego druha. Ten jeden fragment pięknie nakreśla charakter postaci, znak czasów i świadomość bohatera - "Cześć kowboju", - "Cześć Indianinie" - odpowiada były skazaniec. Niestety, nie wszystko i nie wszyscy chcą się podporządkować tej wymownej scenie...

Mickey Rourke dla tego filmu odrzucił rolę Butcha z "Pulp Fiction", ale łatwo go zrozumieć, bo wydaje się, że "F.T.W." to nie tylko aktorska rola, w którą włożył całe serce, a kawałek duszy. I nie chodzi tu tylko o to, że był współproducentem i scenarzystą, ale o sam obraz, który widz odczuwa jako część osobowości Rourke'a (być może alter ego, postać, którą bardziej chciałby być, niż jest w rzeczywistości).

Porządki, czyli tym razem tekst z 'Neo-western, mon amour', który ukazał się wcześniej na Kinomisja
Add a comment...

Post has attachment
Frombork, połowa lat 70. Lata mijają w określonym, stałym tempie. Ludzie zawieszeni w swoich życiowych rolach nie mogą zrobić kroku naprzód. Związani ze swoim stałym, z reguły mało ambitnym zajęciem obserwują, komentują, narzekają. Tylko dla dzieci czas w tym urokliwym mieście, które stanowi nierzadko przystanek dla turystów, jest wytyczony głównie okresem wakacyjnym. To właśnie wtedy dzieciaki wypatrują a to zagranicznego samochodu, a to ludzi z różnych stron świata. Miasto na chwilę odżywa, ale ten czas jest też okazją do kolejnych smutnych refleksji, jak to inni mają lepiej.

1972 rok i "Królowa pszczół" Janusza Nasfetera.
Add a comment...

Post has attachment

27 lat temu (21 stycznia 1992 roku) nikomu jeszcze nie znany Quentin Tarantino pokazał na festiwalu w Sundance film o kilku facetach w magazynie. Po napadzie rabunkowym, po którym coś nie poszło, siedzą w zamknięciu i obarczają się nawzajem winą. Piszę o jego debiucie - "Wściekłych psach" nie bez powodu, bo przede wszystkim do niego wracają (na początku) myśli przy okazji seansu "The Standoff at Sparrow Creek", pierwszego pełnometrażowego filmu Henry'ego Dunhama.

W żadnym momencie nie można jednak pisać o nawiązaniach innych niż w kontekście pierwszych skojarzeń. Fabuła, styl, estetyka i język Dunhama jest zupełnie inny. O ile film Tarantino to odbezpieczony granat w rękach nadpobudliwego twórcy (spokojnie! Uważam, że "Wściekłe psy" to film wybitny), o tyle "The Standoff at Sparrow Creek" jest bombą zegarową z precyzyjnie zaprojektowanym mechanizmem. W trakcie seansu wiemy, że nic nie zakłóci miarowo odmierzanego czasu, a wybuch nastąpić musi na końcu.

"The Standoff at Sparrow Creek" opowiada o współczesnym świecie paranoików, dostępie do broni w Ameryce i świecie, w którym potrzebujemy anioła stróża zdolnego wcześniej wychwycić zagrożenie
Add a comment...

Post has attachment
"Shyamalan potknął się o swoją wizję i zaczął się w niej w filmie tłumaczyć. Nakręcił i opowiedział w pełni autorsko, daleko od efekciarstwa, ale przy użycia niezwykle nieporadnego języka. Więcej tu więc omawiania własnego pomysłu na strukturę, niż jej wypełnienia. Szkielet historii to alternatywa dla całego świata superbohaterskiego, w której zabrakło trzewi, czegoś co wypełnia i mogłoby się przebić ponad awangardę, a tak właśnie wypada nazwać kino Shyamalana. Co ciekawe, przez cały seans ani razu nie byłem na twórcę zły, bo w głębi serca chciałem, żeby brnął i nie ugiął się pod komercyjnymi aspektami współczesnego blockbustera. To nie mój film, ale chciałbym, żeby ktoś go docenił..."

"Glass" już na blogu.
Add a comment...
Wait while more posts are being loaded