Profile cover photo
Profile photo
A.W. Lynx
49 followers -
Ile kotów potrafi zmieścić się na czubku igły? Pytanie raczej w ilu wymiarach potrafisz myśleć.
Ile kotów potrafi zmieścić się na czubku igły? Pytanie raczej w ilu wymiarach potrafisz myśleć.

49 followers
About
A.W.'s posts

Post has shared content
Nice

Post has shared content
Każdy powinien to znać 
"Kredyt" to nie "Umowa o kredyt" !

Na specjalne życzenie Zenona Frankstera (frankowicz.info), kilka słów wyjaśnienia czym się różni mechanizm finansowania, nazywany też kredytowaniem lub kredytem, od umowy o kredyt (umowy kredytu). Często bowiem dosyć zamiennie stosujemy termin „kredyt” z terminem „umowa o kredyt”. A to nie jest to samo. Różnica jest zasadnicza - i odpowiada mniej więcej różnicy jaka występuje pomiędzy terminem „samochód” a „umową najmu samochodu”.

I o ile w Prawie o ruchu drogowym znajdziemy definicję pojazdu samochodowego (jest to pojazd silnikowy, którego konstrukcja umożliwia jazdę z prędkością przekraczającą 25 km/h, z wyłączeniem ciągnika rolniczego), to już Prawo bankowe przezornie „kredytu” nie definiuje! Bankowcy bowiem sobie tego nie życzą. To, co definiuje Prawo bankowe – to zaledwie wymagane elementy potrzebne, aby w zgodzie z prawem, taką umowę o kredyt zawrzeć.


Zanim wyjaśnimy czym jest kredyt jako taki, to krótko o pieniądzu dłużnym. Otóż wszelkie zobowiązania korzystające z odroczonej płatności posługują się instytucją pieniądza dłużnego. Można sobie łatwo wyobrazić sytuację, w której kupujemy w sklepie pralkę, a sprzedawca wystawi fakturę z terminem płatności do 7 dni. Ponieważ cena pralki nie jest ogromna, i czas rozliczenia faktury nie jest bardzo odległy, sprzedawca godzi się najczęściej respektować taki „pieniądz dłużny” – czyli zobowiązanie opóźnionej zapłaty. Nawet w stosunku do osób, których nie zna ;-)

Inaczej ma się sprawa w przypadku dużo wyższych sum, i dużo dłuższych opóźnień w terminie zapłaty. Gdybym np. chciał kupić samochód za 100 tyś, a zapłacić dopiero za 5 lat – sprzedawca zapewne przyjrzy mi się uważnie, stwierdzi, że na Rockefellera nie wyglądam (nie jestem jak on wiarygodny) – i odeśle mnie do Banku, po kredyt.

A Bank powie tak -
„Drogi Kliencie, widzimy, że emitowanego przez Ciebie pieniądza dłużnego nikt nie chce respektować w tak wysokiej kwocie, i na tak długi okres. Ale jesteśmy tutaj by Ci pomóc. Więc ja, Bank, będę Twoim żyrantem!
Mam w sejfie 100 tyś złotych, których potrzebujesz. Umówimy się tak, że do chwili aż Ty nie zarobisz potrzebnych na samochód pieniędzy, ja, Bank będę gwarantować sprzedawcy, iż w każdej chwili może z owych 100 tyś skorzystać. Ponieważ jestem zawsze wypłacalny, bo dba o to państwo i jego bank centralny, zatem moje gwarancje są bardzo wiarygodne.
Oczywiście nie wypłacę sprzedawcy gotówki wprost, bo pieniądze dla bezpieczeństwa ;-) trzymam w sejfie. Zasilę jego konto „środkami pieniężnymi”, to jest tzw. pieniądz bankowy, zwany też kredytowym, albo obligacyjnym – czyli taki zapis księgowy, który daje prawo do przelewu, lub do ewentualnej wypłaty gotówki. Znając statystykę wiem, że sprzedawca w 90% owej gotówki fizycznie nie potrzebuje – niech więc prawdziwy pieniądz sobie leży „w suchym”.
Za to, Drogi Kliencie, że będę Twoim żyrantem przez długi okres, i do chwili aż zarobisz na samochód gwarantuję Twoje zobowiązania w ten sposób, by sprzedawca tego negatywnie nie odczuł, i biorę na siebie ryzyko Twojej niewypłacalności - zapłacisz mi odsetki. To będzie mój zarobek.
W celu realizacji finansowania Twojego samochodu, podpiszemy umowę o kredyt. Będzie to podstawa prawna do tego, bym mógł ową „gwarancję” wytworzyć, czyli wykreować pieniądz bankowy. Ponieważ jest on oderwany od znaków pieniężnych (gotówki), to prawnie będzie istniał już od chwili podpisania umowy. A ekonomicznie, z chwilą utworzenia odpowiednich zapisów w księgach banku, np. podczas wypłaty transz.”


Więc teraz już powinno być jasne, że:

1) Kredyt to jeden z mechanizmów finansowania, w którym powstaje pieniądz bankowy, czyli „środki pieniężne”. Jest to zapis księgowy (oderwany od znaków pieniężnych), który jest zobowiązaniem banku do realizacji przelewu, lub ewentualnie wypłaty gotówki. Kredyt co do zasady jest bezgotówkowy;

2) Pieniądz bankowy (kredytowy, obligacyjny, żyrowy, „z powietrza”) – nie jest pieniądzem w rozumieniu ustawy. Pieniądzem jest wyłącznie gotówka, i tylko ona ma zdolność bezwzględnego umarzania zobowiązań (wierzyciel nie może odmówić przyjęcia gotówki). Można natomiast odmówić przyjęcia pieniądza bankowego (np. obsługa toy-toya, albo taksówkarz nie muszą respektować przelewów bankowych albo zapłaty kartą);

3) Do kreacji pieniądza bankowego bank nie potrzebuje równoważnej ilości gotówki. Z uwagi na fakt, że zasadniczo rozliczamy się bezgotówkowo, właśnie przelewając owe „środki pieniężne”, bankowi wystarcza ok 10-12% gotówki, by zapewnić bezpieczną płynność. Dzięki temu posiadając 100 tyś złotych bank może udzielić kredytów na kwotę 10x większą. I od 1 mln naliczać odsetki.

4) Podkreślmy – bank zarabia na odsetkach od wykreowanego pieniądza kredytowego, a nie na samym pieniądzu bankowym. Ten ostatni pełni bowiem rolę „gwarancji” bankowej do chwili spłaty kredytu przez klienta – i sukcesywnie znika z systemu w przypadku spłaty rat kapitałowych. Bank na tym nie zarabia. No chyba, że sobie kwotę kredytu zwaloryzuje franeczkiem ;-);

5) Inną formą kredytowanie jest pożyczka pieniężna. W tym przypadku dochodzi do przekazania własności – bank przekazuje pożyczkobiorcy na własność znaki pieniężne (gotówkę). Ale oczywiście zastrzega zwrot. Ponieważ bank czasowo przekazał własność, nie interesuje go na co, i w jakiej formie klient z niej korzysta – ważne by zwrócił o czasie, z odsetkami. Pożyczka co do zasady jest gotówkowa. Żeby udzielić pożyczki bank musi mieć gotówkę. M.in. dlatego oprocentowanie pożyczek jest wyższe niż kredytów;

6) Dla uproszczenia: gotówka to pieniądz, który już ktoś zarobił. „Środki pieniężne” utworzone w kredycie – to pieniądz którym, dzięki systemowi bankowemu, rozliczamy się dziś, mimo, że „zostanie zarobiony” dopiero w przyszłości.

7) Zarówno pożyczka, jak i kredyt są formą finansowania (lub kredytowania, jak chcą niektórzy). Klient uzyskuje możliwość umorzenia swoich zobowiązań – realizacji zapłaty za towar lub usługę;

8) Termin „środki pieniężne” („suma pieniężna”) jest bardzo pojemny. Obejmuje zarówno pieniądze (gotówkę), jak i pieniądz bankowy (kredytowy), a także weksle, inkasa, wszelkie prawne formy opóźnienia płatności, etc.

9) Podobnie pojemnym terminem jest „udostępnić” („oddać do dyspozycji”), który obejmuje zarówno wypłacenie (gotówki), jak i umożliwienie skorzystania z pieniądza bankowego (np. dokonania przelewu).

10) W związku z powyższym, art. 69 Prawa bankowego dotyczący umowy, w której „oddaje się do dyspozycji określoną sumę pieniężną”, daje, wg mnie (!), podstawę zarówno do udzielenia kredytu jak i pożyczki. Stąd też pewna dychotomia w nazewnictwie bankowym, i zamienne stosowanie terminów „pożyczka pieniężna” oraz „kredyt gotówkowy”;

11) Umowa o kredyt bankowy (umowa kredytowa) opisana w Prawie bankowym – nie definiuje kredytu jako takiego (bo tego bankowcy sobie przecież nie życzą ;-). Umowa o kredyt specyfikuje tylko wymagane ustawą elementy potrzebne do poprawnego zawarcia kontraktu;

12) Wszelkie próby definicji „kredytu”, na podstawie elementów „umowy o kredyt”, często podejmowane przez sądy, należy uznać za błędne.
Niestety, niepoprawne są też definicje spotykane w propozycjach ustaw frankowych, typu: "kredyt indeksowany to kredyt ...".
Podobnie, za całkowicie pozbawione sensu należy uznać „wyrazy ubolewania” wyrażane niejednokrotnie przez doktrynę (patrz: Ofiarski), że znowelizowane prawo bankowe nie zdefiniowało kredytów indeksowanych i denominowanych. Nie zdefiniowało, bo nie mogło! Skora nie ma definicji kredytu, to tym bardziej nie może pojawić się definicja k. denominowanego lub indeksowanego. Mogą natomiast pojawić się wymagane prawem elementy takich umów (np. „sposoby określania kursu”).


Po tym przydługim wyjaśnieniu już chyba nikt nie powinien mieć kłopotów z odczytaniem poniższych stwierdzeń:

Prof. Dybowski - " ... Pieniądzem bankowym są sumy pieniężne zgromadzone na rachunkach bankowych, całkowicie oderwane od znaków pieniężnych. W omawianym przypadku suma pieniężna jest reprezentowana przez odpowiednie wpisy w księgach bankowych, które jednak w świetle art. 31 Ustawy o Narodowym Banku Polskim w żadnym razie nie mogą być uznawane za znaki pieniężne. Pieniądz bankowy to w istocie wierzytelności klientów w stosunku do banków, które z punktu widzenia ekonomicznego spełniają funkcje pieniężne. Pieniądz ten jest tworzony przez wpłaty na rachunki bankowe oraz w drodze kredytu udzielanego przez banki."
[„System Prawa Prywatnego. Prawo zobowiązań – część ogólna” t. 5 pod red. prof. Radwańskiego].

NBP - „… występują dwa rodzaje pieniądza: pierwszy rodzaj to pieniądz emitowany przez bank centralny [gotówka] …, drugi rodzaj to kreowany przez banki komercyjne w postaci kredytu …”
https://www.nbportal.pl/slownik/pozycje-slownika/system-rezerw-czastkowych

NBP - „ … dzięki funkcjonowaniu systemu rezerw cząstkowych, pieniądz kreować mogą także banki komercyjne, głównie w formie udzielania kredytów bankowych swoim klientom. Pieniądz ten jest traktowany, w teorii i praktyce, tak jak gotówka …”.
https://www.nbportal.pl/slownik/pozycje-slownika/kreacja-pieniadza


Ciekawa uwaga Samcika. Niestety ale prawdę może odkryć tylko prokurator bo tylko on ma moc dostępu do dokumentacji wewnątrz bankowej mogącej ujawnić to o czym pisze Samcik. 

CZY KREDYT, W KTÓRYM NIE MA FRANKÓW, SĄDY POWINNY UZNAWAĆ ZA FRANKOWY? Nie jestem prawnikiem, więc nie chcę się wymądrzać. Jednak wydaje mi się, że sytuacja nie wygląda tak, jak pisze mec. Garlacz, że kredyty frankowe były "finansowane depozytami w złotych", a różnicę między oprocentowaniem wynikającym ze stawki LIBOR a WIBOR-em pokrywały z transakcji CIRS. Chyba raczej interpretowałbym tę sytuację tak, że polski bank pożyczał z zagranicy franki, którymi finansował udzielenie kredytu walutowego swojemu polskiemu klientowi, ale tę pożyczkę zabezpieczał "zastawem" w formie własnych depozytów złotowych. W takiej sytuacji te polskie depozyty nie byłyby podstawą finansowania kredytów walutowych, lecz zabezpieczeniem tego finansowania. Oczywiście jest tu pewna cienkość. Może być tak, że banki rzeczywiście nie wymieniają się miliardami złotych i franków. To może wyglądać tak, że między bankami płyną wyłącznie odsetki, a reszta to tylko należności i zobowiązania, księgowane w bilansie. A więc zagraniczny bank nie bierze prawdziwego "zastawu", ani nie wypłaca polskiemu bankowi prawdziwych franków, a wszystko odbywa się na poziomie bilansu. No i jeśli rzeczywiście to tak wygląda, to tych franków w polskim banku rzeczywiście nigdy nie było. No i teraz pytanie: czy może być kredyt frankowy w sytuacji, gdy polski bank fizycznie nigdy nie miał żadnych franków? Od strony finansowej w tej transakcji międzybankowej wszystko jest bezpieczne i dobrze policzone - audytorzy pozwalają, by wszystko działo się na poziomie bilansów i ograniczało do wymiany odsetek. Ale od strony "filozoficznej" można się rzeczywiście zastanawiać czy kredyt frankowy może być frankowy, choć nikt nigdy nie widział żadnego franka. W tym sensie przed sądami stoi duże wyzwanie.

Sprawa Wałęsy czy TK nie jest istotna  o tyle, że każdy kto żył w PRL wie, że nie podpisanie lojalki groziło wywozem do lasu albo połamanymi palcami. 
Oczywiście tacy ludzie, niezłomni, są potrzebni. Są niezbędni. 
Choćby po to by można stawiać im pomniki i na ich przykładzie uczyć następne pokolenia jak być niezłomnym. Jednak ktoś musi przeżyć by uczynić i uczyć te następne pokolenie. 
Problemem ludzi Solidarności "okrągłostołowych" nie jest to, że zdradzili Solidarność ani, że poszli na układ z UB/WSI/PZPR by kosztem wywłaszczenia narodu z własności na korzyść ludzi z rodzin "resortowych" zmienić system. 
Problemem i przyczyną tego co nastąpi jest fakt, że ci ludzie zatrzymali się na posadach prezesów w nowo wybudowanych biurach bussiness centrów w wielkich miastach i zaczęli twierdzić, że już jest dobrze i tak ma zostać.
Skoro oni nie widzą problemu, zatem inni celowo stwarzają sobie problemy. 

Post has shared content
Szanowni Państwo, 

nie zamierzałem komentować zbliżających się wyborów, szanując zdanie i osobisty wybór każdego z Państwa, jednak zdecydowałem się podzielić swoimi poglądami. I zaapelować aby wybór był dokonany autonomicznie, a nie pod wpływem marketingu politycznego. Osoby, które się z poniższym nie zgadzają - przepraszam.

Wybory to moment w życiu, gdy każdy z nas ma unikalną możliwość wywarcia wpływu na rzeczywistość. Żyję na tym padole od ponad 40 lat, pamiętam moment przełomu "wolnościowego" i piszczy mi w głowie jak od tamtego czasu mądre głowy zawsze powtarzały w TV, radio oraz innych mediach że nie wolno zmarnować głosu. No nie jest to prawdą. Nie jest to tak samo prawdą jak to że można waloryzować kredyty. To jest po najzwyklejsze kłamstwo i najohydniejsza, antydemokratyczna, manipulacja. Demokracja polega na wolnym wyborze - każdy głos jest ważny, a najważniejszy jest głos szczery i nie zmanipulowany. Głos każdego z nas należy do niego samego - tylko i wyłącznie do Pana lub Pani i nikt nie może tym głosem dysponować. Należy podejmować decyzje zgodne ze swoim sumieniem, doświadczeniem oraz na podstawie pracy wykonanej przed wyborami - pracy mającej na celu poznanie kandydatów, ich planów, dokonań oraz zachowań. Kiedyś zdradził mi tą tajemnicę kolega mieszkający wiele lat w ugruntowanej demokracji, gdzie każdy przed wyborami wykonywał pracę, przygotowując się do głosowania. Czytał, rozmawiał, sprawdzał. Nam się mówi że o polityce nie wypada rozmawiać. Kolejne kłamstwo. W demokracji należy rozmawiać o polityce, ponieważ jest to jeden z podstawowych elementów nowoczesnego społeczeństwa. Oczywiście obok mediów, które robią z nami co tylko chcą. Pamiętajmy, że nie ma czegoś takiego jak zmarnowany głos. Każdy głos oddany zgodnie z podszeptem serca, głosem sumienia i kalkulacją rozumu jest głosem świadomego obywatela. 

A po wyborach postarajmy się, aby partie polityczne nie mogły zaciągać kredytów. Partie polityczne muszą być finansowane przez swoich członków. Jeśli nie mogą, bo tych członków nie mają to niech odejdą w niepamięć. Jak może nas reprezentować ktoś kto nie ma członków, czyli nawet nas nie ma jako swego członka? Cóż to za reprezentant narodu, co musi brać pożyczki? Spłacone potem, z resztą, z naszych podatków. Istna paranoja i parodia demokracji. Jest raczej wiadomym, że przy pomocy pieniędzy można nas zalać reklamami i propagandą i to tak że hohohoho! Sztuką u wartości demokracji jest zdobyć nasze głosy pracą, uczciwością i dotrzymywaniem obietnic. Postarajmy się aby w następnych wyborach już nikt pieniędzy na wybory od banków nie pożyczał.

Analizując naszą niedolę kredytową, poznałem kilka faktów, które oto dla porządku i z obowiązku odnotowuję:
1. 2006 - „Nie rozumiem polityki utrudniania dostępu do kredytów i nie zgadzam się z nią” - Kazimierz Marcinkiewicz, premier
2. 2006 - „Ograniczenia w udzielaniu hipotecznych kredytów walutowych przez banki trochę pogorszą sytuację obywateli i są projektem dyskusyjnym. Wprawdzie zdaniem niektórych lekkomyślnie trochę korzystali z kredytów denominowanych w walutach obcych, ale moim zdaniem obywatele są dorośli i mają prawo do pewnej dozy lekkomyślności w podejmowaniu decyzji” - prof. Zyta Gilowska, wicepremier
3. lipec 2006 - "Komunikat KP PiS dotyczący zalecenia Komisji Nadzoru Bankowego" krytykujący Rekomendację S KNB (nie KNF tylko KNB) - Ś.P.Przemysław Gosiewski
4. lipec 2006 - likwidacja KNB - Komisji Nadzoru Bankowego (część NBP, silna jednostka) i powołanie słabiutkiej, co może sobie rekomendacje wydawać ale nikt tego nie musi słuchać, Komisji Nadzoru Finansowego. Przegłosowano głosami partii rządzącej
5. 2007 - manipulacja WIBOR'em widoczna na załączonym obrazku. Dziwnym trafem skłoniło to wielu z Państwa do przewalutowania kredytów na CHF. Szefem NBP w tym czasie był Ś.P. Sławomir Skrzypek

Serce moje leży po stronie patriotycznej, sumienie po stronie prawdy, a rozum niestety po stronie rozsądku i faktów. Pamiętajmy co się wydarzyło 10 lat temu i kto nam to zgotował. Jeżeli mamy do wyboru pomiędzy głupcami i oszustami to może czas spojrzeć poza ten duet. Pisząc te słowa, myśli me padły na chocholi taniec z Wesela. Czyż nie zachowujemy się jak weselnicy omotani chocholim rytmem? Wyrwijmy się z marazmu, pokażmy że jesteśmy zdolni do działania!

Osoby, które się z powyższym nie zgadzają - przepraszam.

-Ryszard Styczyński
Photo

Post has attachment

Post has attachment
http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/grecki-rzad-zatwierdzil-sprzedaz-14-lotnisk,6,0,1882630.html
Polska co prawda nie ma już wiele ale jest KGHM, lasy, kopalnie, prawa żeglugowe, kilka lotnisk no dużo młodych bez pracy. To wszystko można jeszcze sprzedać.
Już niedługo bo niewiele brakuje by Polska nie miała już możliwości spłaty długu, jeżeli jedynym skutecznym źródłem dochodowym w budżecie jest praca oraz małe i średnie przedsiębiorstwa.
Wait while more posts are being loaded